FiM – Czarna owca

– Trzeba bardziej pogłębiać wrażliwość na człowieka – orzekł arcybiskup Józef Michalik 10 marca br., odbierając gratulacje z tytułu reelekcji na stanowisko przewodniczącego Episkopatu Polski. Trzy tygodnie później pewien człowiek został osadzony w areszcie. A gdzie wspólny mianownik?

Paweł S. do policji wstąpił w 2003 r. Pracę podjął w komendzie powiatowej w Ustrzykach Dolnych. Tam też zrobił wszelkie możliwie kursy. Dokształcał się przez 2 lata, które Joanna, jego żona, nazywała włóczeniem się po szkołach. A nazywała tak dlatego, że to pod-noszenie kwalifikacji odbywało się kosztem rodziny. Ale on się uparł. Inwestował w siebie, bo wiązał z policją przyszłość. Chciał się – jak dziś mówi – wybić. Plan realizował skrupulatnie, do czasu aż na drodze – i to dosłownie – stanął mu pasterz Kościoła katolickiego.

To był sierpień 2008 r. Brzegi Dolne. Paweł S., jako funkcjonariusz wydziału ruchu drogowego jak zwykle podczas patrolu wypatrywał łamiących przepisy kierowców. No i jak zwykle trafił się pirat. Pomiar prędkości w terenie zabudowanym wykazał ponad 70 km/godz. Kierowca jechał bez włączonych świateł. Paweł S. pojazd zatrzymał. Za kierownicą włoski ksiądz, na miejscu dla pasażera – starszy siwy pan, który zadeklarował się jako tłumacz. Ale zamiast tłumaczyć, zaczął wykłócać się z funkcjonariuszem, twierdząc, że ten nie wie, z kim zadziera (rzeczywiście, policjant wówczas tego nie wiedział), że takie wykroczenie to nie wykroczenie, że policja powinna łapać prawdziwych przestępców, a nie porządnych ludzi. Paweł S. miał na ten temat inne zdanie. Wypisał mandat, według taryfikatora najniższy – 100 zł za przekroczenie prędkości, 100 zł za brak świateł. Razem: 200 zł. Krzykacza przy okazji pouczył, że jeśli ma mu przeszkadzać w czynnościach, to już lepiej, żeby wsiadł z powrotem do samochodu. – Jeszcze zobaczysz! – zakrzyknął w końcu towarzysz Włocha. Mandat panowie przyjęli. I odjechali.

Paweł S. przyznaje, że ani podczas kontroli, ani tym bardziej później nie dociekał, z kim miał do czynienia. – Po co miałem to robić? Żyjemy chyba w takim kraju, że wszystkich obowiązuje jedno prawo. Nie ma równych i równiejszych – tłumaczy naiwnie swój brak ciekawości.

O tym, jak bardzo się mylił, dowiedział się później, gdy został wezwany do przełożonego na dywanik, na tak zwaną rozmowę dyscyplinującą. Czym zawinił? Ano okazało się, że osobistością, którą zatrzymał na drodze i w dodatku uraczył mandatem, był sam arcybiskup Józef Michalik. Ten – jak informuje mł. insp. Grzegorz Karaś z Komendy Głównej Policji – ustnie poskarżył się na wulgarne zachowanie policjanta podczas kontroli drogowej.

Paweł S. dostał więc propozycję nie do odrzucenia albo – jak kto woli – pokutę: degradacja i 3 miesiące w patrolówce, żeby – jak się wyraził komendant – uspokoić górę. Krawężnikiem Paweł S. zostać nie chciał, ale wyboru nie miał. Tym bardziej że oficjalnie nazywało się to „uzupełnianiem braków kadrowych”. Do ruchu drogowego wrócił po 3 miesiącach, ale to już nie była taka sama praca…

* Noc sylwestrowa 2008 roku. Paweł S. nie bawi się w gronie znajomych. Pracuje. Zalicza kolejne interwencje. Ma pełne ręce roboty. Awantury, pijani ludzie leżący w śniegu, bijatyki, pomoc innym patrolom. W końcu orientuje się, że z radiowozu zniknęła saszetka z bloczkiem mandatowym i pieniędzmi. Łącznie 6 tys. zł. Następnego dnia natychmiast pisze raport do przełożonych. Zagubioną kwotę pożycza od rodziny oraz znajomych i wpłaca (choć z dużym trudem, bo przyjąć – nie wiedzieć czemu – nie chcą) w kasie komendy. Każdy inny miałby z tej okazji postępowanie wyjaśniające. Jego przypadek skierowano do Biura Spraw Wewnętrznych i dalej – do prokuratury. Ta zarzuciła mu przywłaszczenie pieniędzy i działanie w celu osiągnięcia korzyści majątkowej;

* 24 lutego 2009 r. Paweł S. pisze kolejny raport do swojego komendanta. Tym razem w sprawie zwolnienia ze służby. Ma już dość szykanowania, ubliżania i represji. To jednak nie koniec…

31 marca 2009 r. Godzina 6 rano. W domu byłego już policjanta z prokuratorskim nakazem przeszukania zjawiają się funkcjonariusze BSW. Zapamiętale szukają broni i granatów. Przetrzepują wszystko – od piwnicy po strych. Broni nie znajdują, więc zatrzymują dwa telefony komórkowe, które mają być… dowodem w sprawie. Paweł S. jeszcze nie wie, w jakiej. Razem z telefonami zawijają oczywiście ich właściciela. – Zamiast do prokuratury, od razu trafiłem do aresztu, odmówiono mi kontaktu z moim adwokatem, przysyłając jakiegoś usłużnego z urzędu. Ciągle mi powtarzano, że mam grube zarzuty i najlepiej, żebym się od razu przyznał, bo w przeciwnym razie długo nie zobaczę rodziny – opowiada Paweł S.

Przed obliczem pani prokurator stanął dopiero następnego dnia. I w końcu usłyszał zarzuty. Razem 13. Wszystkie niemal jednobrzmiące. No i okazało się, że Paweł S. to handlarz bronią i szef zorganizowanej 10-osobowej grupy przestępczej, który w nieustalonym dniu 2008 roku sprzedawał nieustalonej osobie wykopane z ziemi militaria nieustalonej marki za nieustaloną kwotę.

Tyle że Paweł S. w życiu swoim bronią nie handlował. Przyznał się jedynie do tego, że, owszem, jest pasjonatem historii, spacerów z wykrywaczem metali i wygrzebywania z ziemi militarnych trofeów z I i II wojny światowej. Zresztą z tą pasją specjalnie się nie krył, otworzył nawet muzeum, którym w dodatku opiekuje się konserwator zabytków. A że nie o to śledczym chodziło, były funkcjonariusz policji ugrzązł w areszcie, wszystkie błagalne pisma do prokurator Aurelii Skiby spotykały się z odmową, listy, które pisał do żony, docierały do niej po długich tygodniach, a kiedy już mogła go odwiedzać, rozmawiali zawsze w obecności funkcjonariusza BSW Artura S.

– Przykro mi o tym mówić, ale potraktowano mnie jak bandziora – opowiada Paweł. W areszcie spędził prawie 5 miesięcy, gdyż prośbę o nieprzedłużanie trzymiesięcznej sankcji Sąd Okręgowy w Krośnie oddalił, uznając, że „podejrzany będzie dążył do utrudniania postępowania karnego poprzez wpływanie na świadków celem namówienia ich do składania fałszywych zeznań” (w akcie oskarżenia występują niemal sami świadkowie incognito).

Kiedy Paweł S., jedyny żywiciel rodziny, gnił za kratami, jego ojciec Jan napisał list do arcybiskupa Michalika: „Pragnę zwrócić uwagę Księdza Arcybiskupa na moralne szkody, jakie wyrządzono dzieciom Pawła, jego żonie oraz nam, 65-letnim emerytom. Wręcz tragiczna sytuacja materialna synowej i naszych wnuków nie znajduje wśród urzędników organów ścigania żadnego zrozumienia. Przeciwnie, kpią z choroby dzieci i ich niedostatku, zastanawiając się, czy 400 zł na wyżywienie rodziny to dużo czy mało. Wręcz nie dopuszczam do siebie myśli, że zdarzenie było z inspiracji Księdza Arcybiskupa, by o tym incydencie mógł Ksiądz Arcybiskup opowiadać na spotkaniach anegdoty o „głupim policjancie” z Ustrzyk Dolnych”…

Józef Michalik na list nie odpowiedział. Pewnie zbyt był zajęty formułowaniem duszpasterskich myśli. Na przykład takich:
* „Wszystkie polskie rządy lekceważą konieczność pomocy rodzinie. Te minirozwiązania, które za poprzedniej kadencji udało się wprowadzić, są raczej efektem przypadku. Nie ma polityki prorodzinnej rządu, żadnych zaplanowanych, długofalowych rozwiązań, nie widać otwarcia na macierzyństwo i ojcostwo, lekceważenie rodzin wielodzietnych, brak wyraźnej promocji rodziny w mediach publicznych, a Polska i Europa wymiera”;
* „W Polsce istnieje kryzys autorytetów. Ważne jest, aby wszystkie partie polityczne, całe życie polityczne i społeczne w Polsce, miały do dyspozycji ludzi uczciwych i prawych”;
* „Rozwój człowieka, a także jego życia religijnego, odbywa się najlepiej w spokoju”.

Właśnie owego spokoju nijak nie może zaznać rodzina Pawła. Były policjant prosto z aresztu, gdzie nabawił się nadciśnienia i arytmii, gdzie siadły mu nerki, a przede wszystkim psychika, trafił na oddział neurologii szpitala w Rzeszowie, stamtąd na oddział psychiatryczny w Leżajsku. – Nie dawałem sobie rady psychicznie. Nie mogę się pogodzić z tym, jak potoczyło się moje życie. Nie przypuszczałem, że można tak zniszczyć człowieka – mówi wzorowy kiedyś policjant.

Dzieci Pawła S. – 5-letni Patryk i półtoraroczna Marysia – przewlekle chorują. Potrzeba pieniędzy na życie i leki. Żeby zarobić, zatrudnił się jako robotnik budowlany. Zarobił 100 zł, bo pracował dwa dni. Na więcej nie pozwoliło zdrowie. Z Ustrzyk chciałby się wyprowadzić, przekreślić ten rozdział życia, zapomnieć. Ale na razie nie może, bo nałożono na niego dozór policyjny. Codziennie – od poniedziałku do niedzieli – musi się meldować na komendzie.

Od czasu zatrzymania w sprawie Pawła S. prokuratura nie odnotowała żadnego postępu w śledztwie. Telefony komórkowe „przestępcy” wysłano do ekspertyzy, po czym… oddano właścicielowi. Żadna rozprawa w sprawie „groźnego przywódcy zorganizowanego gangu handlarzy bronią” do dziś się nie odbyła. Jak twierdzi Janusz Ohar, rzecznik prasowy krośnieńskiej prokuratury, zastosowanie aresztu wobec Pawła S. było jak najbardziej uzasadnione, sprawa jest w toku, a akt oskarżenia prokuratura z pewnością sporządzi do końca roku. Nadkomisarz Aleksander Lubas, zastępca komendanta powiatowego w Ustrzykach Dolnych, przyznaje, że Paweł S. – owszem – był dobrym gliną. Zawsze wywiązywał się sumiennie z powierzonych mu obowiązków. Czy wobec tego interwencja arcybiskupa miała wpływ na zmieszanie gliny z błotem? Nadkomisarz Lubas twierdzi, że nie.

Przedstawiciele Stowarzyszenia na rzecz Demokracji i Antyklerykalizmu „Uniezależnienie”, portalu społecznościowego Golden Line oraz RACJI PL z Katowic wystosowali prośbę o wsparcie w odzyskaniu przez byłego funkcjonariusza dobrego imienia do Antoniego Dudy szefa policyjnych związków zawodowych.

Z kolei apel o udzielenie Pawłowi S. jakiejkolwiek pomocy materialnej kierują do wszystkich ludzi dobrej woli, a w szczególności – do emerytów policyjnych oraz do policjantów będących w służbie. – W każdej chwili któryś z nich może spotkać na swojej drodze jakiegoś arcybiskupa Michalika. Arcybiskupa, który codziennie, klepiąc pacierze, wypowiada bezmyślnie słowa „i odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom” – mówi Waldemar Kossakowski, prezes stowarzyszenia „Uniezależnienie”.

[2009] Fakty i Mity Nr 43 z 2009r, str. 9.

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: