Zacierał œślady

Na cztery lata więzienia skazał Sąd Okręgowy w Kielcach mieszkańca Pawłowa oskarżonego o zabójstwo nastolatki. Prokuratura nie dostarczyła mocnych dowodów, chociaż domagała się aż 25 lat.

- To porażka organów ścigania. Nie udało się wykazać kto był sprawcą zabójstwa – mówiła we wtorek, w uzasadnieniu wyroku przewodnicząca składu orzekającego, sędzia Alina Bojara.

Wątłe dowody wystarczyły jednak na zarzucenie Jarosławowi H. zacierania śladów zbrodni: przeniesienie i ukrycie zwłok oraz niepowiadomienie organów œścigania o przestępstwie. – Sąd musiał przyjąć wersję korzystniejszą dla oskarżonego – tłumaczyła przewodnicząca.

Czy jednak misternie utkany wyrok ma szansę na utrzymanie? Kto naprawdę zabił dziecko wracające ze szkoły? Komu pomagał oskarżony i czy rzeczywiście tak mogło być? Na razie na te pytania nie ma odpowiedzi.

Świadek nie poznał
Prokuratura Rejonowa w Starachowicach oskarżyła Jarosława H. o to, że 23 września 1998 r. zamordował 14-letnią wówczas mieszkankę Pawłowa Joannę K. Ciało dziewczynki znaleziono kilka dni po zbrodni w starym, opustoszałym budynku wikariatu. Była zawinięta w koce. Według prokuratury Joasia została uduszona rękami, a zabójstwo miało podtekst seksualny. Ale ta sprawa od początku miała charakter poszlakowy. Zdaniem śledczych za tym, że Jarosław H. mógł zabić nastolatkę wskazywało to, że był już w przeszłoœci karany za czyny lubieżne i na jego posesję trafiły psy tropiące, użyte w czasie poszukiwań. Dowód zapachowy, czyli osmologia, miały, przekonać sąd do racji prokuratury.

Oskarżony został też poddany badaniu poligraficznemu na prawdomówność, przeprowadzono badania biologiczne. Jarosław H. ani w śledztwie, ani przed sądem nie przyznał się do winy. Sensacyjnie pobrzmiewały informacje, że zrobił to wobec współwięźniów z celi. Emocje opadły szybko. Jeden z nich ledwie rozpoznał towarzysza niedoli na sali sądowej. Być może powodem był galopujący spadek wagi Jarosława H., który z ponad ą00 kilogramów schudł do 60. Sąd nie dał wiary tym zeznaniom, m.in. dlatego, że œświadek nie powiedział więcej aniżeli mógł przeczytać na łamach gazet.

Nie zawiodły psy
Kolejne posiedzenia jednego z najlepszych składów orzekających Sądu Okręgowego  nie przyniosły przełomu. Sąd cierpliwie słuchał biegłych i uzupełniał luki śledztwa, zlecając dodatkowe ekspertyzy (jedna z nich została przeprowadzona w Niemczech). Wciąż jednak brakowało dowodu za prokuratorską tezą – to ten! Ze względu na stan zdrowia Jarosław H. z aresztu trafił do szpitala psychiatrycznego. Po 2,5 roku, gdy wyczerpały się prawne procedury, sąd musiał uchylić areszt tymczasowy. W ciągu ostatnich miesięcy odpowiadał z wolnej stopy. – Zmienił miejsce zamieszkania, kupił nowy samochód – powiedział „Słowu” rozżalony ojciec zamordowanej.

Niemal przez cały czas procesu na sali sądowej obecne były żona i matka Jarosława H. Topniał wątek o seksualnym podtekście zabójstwa, bo błędnie przeprowadzono sekcję zwłok. Okazało się też, że dziewczyna nie została uduszona rękami, ale prawdopodobnie za pomocą sznurka lub kabla. Był jeden pewnik wytropiony przez psy: sprawca lub sprawcy przenieœli ofiarę z miejsca zbrodni i ukryli w wikariówce. Stwierdzono, że oskarżony dotykał ciała dziewczynki i kocy, w które była zawinięta.

Dziennikarze komentowali, że sąd dostał takie dowody, jakie policja zamiotła na podłodze wikariatu i jedynie czworonogi nie zawiodły. By obalić koronny dowód osmologiczny oskarżony wynajął do obrony autorytet w tej dziedzinie prof. Jana Widackiego (uchronił od skazania m.in. krakowskiego „Inkasenta”). Przekonywał, że dowody zapachowe nie mogą przesądzać o winie oskarżonego.

Wyrok za niski i za wysoki
Nieugięty prokurator zażądał dla Jarosława H. 25 lat więzienia. Obrona wniosła o uniewinnienie. Przewodnicząca składu Alina Bojara wybrała inny wariant. Po wysłuchaniu ostatnich wystąpień stron zapowiedziała, że sąd może zmienić oskarżonemu kwalifikacje czynu z zabójstwa na utrudnianie postępowania i pomaganie sprawcy przestępstwa. I za to Jarosław H. dostał cztery lata więzienia. – Dowody za tym, że dokonał zabójstwa były niewystarczające – uzasadniała sędzia Bojara.

Na sali sądowej nie było prokuratora.

Za nową winą oskarżonego przemawiały, m.in., i osmologia, i brak alibi w dniu, gdy została zamordowana Joanna K. – Biegli wykluczyli, by badania osmologiczne były prowadzone niestarannie. Sąd może ocenić metodę badawczą, a nie osiągnięcia w tym zakresie. Nie ma podstaw do tego, by ten dowód traktować ze szczególną nieufnością – tłumaczyła sędzia przewodnicząca.

Wyjaśniła, że kilka minut po godzinie 14, gdy dziewczynkę widziano po raz ostatni, Jarosława H. nie było w domu i nie pojawił się też – jak twierdził – u sąsiadów. Zniknął w czasie czynności śledczych, chociaż miał wyraŸny zakaz.

Wyrok nie jest prawomocny. Rodzice dziewczynki zapowiedzieli apelację, bo ich zdaniem wyrok jest za niski. Odwoła się też obrona, bo w jej przekonaniu Jarosław H. pójdzie siedzieć za nic. Wszystko jednak wskazuje na to, że skazany nie trafi za kraty. Odsiedział już 2,5 roku z 4 lat. W œwietle prawa, gdy wyrok stanie się prawomocny może starać się o warunkowe, przedterminowe zwolnienie.

Osmologia stanowiła kluczowy element w wielu głośnych procesach ostatnich lat. W sprawie zabójstwa Wojtka Króla na kryminalistycznej nowince – ekspertyzie osmologicznej oparła się konstrukcja całego oskarżenia. Gdy ich wiarygodnośćœ podważono, runęło, a proces zakończył się wyrokiem uniewinniającym. Podobnie rzecz się miała w procesie o zabójstwo dealerów Ery GSM, gdy prof. Tadeusz Tomaszewski w prywatnej opinii podważył ekspertyzę osmologiczną, obciążającą brata Małgorzaty Rozumeckiej. Sąd apelacyjny uchylił wyrok i skierował sprawę do ponownego rozpoznania.

[2002.03.22] SlowoLudu.com.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: