Kłótnia o proboszcza w Koźlu. Interweniował biskup

Wierni z Koźla pokłócili się między sobą o proboszcza. Przeciwnicy zarzucali mu, że jest „przedsoborowy”, zwolennicy widzieli w nim przyszłego biskupa. Ksiądz proboszcz podzielił też własnych wikarych. Emocje rosły, aż biskup kilka dni temu zdecydował się rozdzielić całe towarzystwo.

Jakby biskup mógł, to i wiernych pewnie chętnie by poprzenosił do innych parafii – żartuje jeden z mieszkańców Koźla. – Taki się tu tygiel zrobił.

- Ksiądz biskup zrobił wielką krzywdę księdzu proboszczowi, że go dał do nas. To wspaniały człowiek, mistyk. Ale tu nie pasował – mówi osoba blisko związana z życiem parafii.

Parafia św. Zygmunta i św. Jadwigi Śląskiej w Koźlu jest jedną z największych na Opolszczyźnie. Oprócz Polaków sporą jej część stanowią członkowie mniejszości niemieckiej, a także Romowie, których w Koźlu mieszka kilkuset. W sumie to jakieś 10 tysięcy dusz. Należą do niej cztery kościoły: dwa w Koźlu i po jednym w Biadaczowie i Kobylicach (gmina Cisek).

- W takiej parafii ksiądz musi łączyć te środowiska. Mam wrażenie, że to się proboszczowi nie do końca udało – uważa Adam Wołkowski, dyrektor kozielskiego chóru „Echo Kresów”, kiedyś bardzo mocno zaangażowany w życie kościelne, a po przyjściu nowego proboszcza już mniej.

„Co łaska” poszło w górę

Ks. Janusz Iwańczuk objął parafię w sierpniu zeszłego roku. Przyjechał tu z Borucina koło Raciborza. Zastąpił pracującego w Koźlu od 22 lat ks. Alfonsa Schuberta, który funkcję proboszcza łączył z pracą kapelana opolskiej policji.

Ks. Schubert ma opinię człowieka, któremu się robota w rękach pali i bardzo lubi współpracować z wiernymi. Przez lata organizował zbiórki pieniędzy na wyjazdy wakacyjne dla dzieci, odnawiał świątynie, a ostatnio wziął się do kapitalnego remontu tzw. małego kościoła – pw. Wniebowzięcia NMP.

Koszt całej inwestycji oszacowano na prawie 3 miliony złotych. Dotacja z Unii Europejskiej wyniosła 2,2 mln złotych, na resztę parafia wzięła kredyt. Nowy ksiądz proboszcz miał się złapać za głowę, gdy się zorientował, jak duże jest zadłużenie wspólnoty.

- Zaczął szukać oszczędności. Zrezygnował z usług pani, która dotychczas sprzątała kościół, i zapowiedział, że teraz wierni mają to robić – opowiada jeden z parafian. – W górę poszło też „co łaska”. Ludziom się to nie spodobało. Ksiądz zaczął zbierać pieniądze nawet podczas adoracji Najświętszego Sakramentu.

Wszyscy podkreślają jednak, że na samym początku ks. Iwańczuk zrobił na wiernych wielkie wrażenie. Zwracali uwagę na wzniosłe kazania. – Podniósł rangę Eucharystii. Celebruje ją, robi to z większym szacunkiem, namaszczeniem. Mówi także przepiękną polszczyzną – opowiada jeden z szafarzy, zwolennik księdza. – Wspaniały ksiądz – podkreśla.

Liczba wygłaszanych kazań wzrosła. Ksiądz zaczął często pouczać wiernych, dużo mówił o ojczyźnie, patriotyzmie. – To nie są tematy, które należy pomijać, ale w takiej parafii, z liczną mniejszością niemiecką, trzeba mówić o tym z wyczuciem. Proboszczowi chyba go trochę zabrakło – opowiada jeden z wiernych.

Dotychczasowe poczucie wspólnoty zaczęło pękać, ludzie zaczęli się kłócić między sobą m.in. na forach internetowych. Wśród napływowych mieszkańców Koźla zaczęła krążyć plotka, że Niemcy nie chcą „Iwana”.

- To pomówienia – twierdzi Józef Gisman, członek rady parafialnej, były kędzierzyński starosta i przedstawiciel mniejszości niemieckiej. – Jestem tym stwierdzeniem szczerze zniesmaczony, jako wierzącemu i praktykującemu katolikowi nie przyszło mi nigdy do głowy ocenianie jakiegokolwiek księdza pod kątem dostatecznej polskości czy niemieckości.

Zapewnia, że nie słyszał o jakichkolwiek żądaniach dotyczących specjalnego sprawowania posługi kapłańskiej dla członków mniejszości. – W naszej parafii wszyscy mają możliwość korzystania ze mszy św. zarówno w języku polskim, jak i niemieckim. Msza św. w języku niemieckim istnieje od bodajże 20 lat i nigdy z tego tytułu nie było problemu – dodaje.

A jednak problem jest, bo nowy proboszcz na początku swojej posługi „odsunął” od siebie tych ludzi, którzy udzielali się w życiu parafii za księdza Schuberta. Między innymi zrezygnował z usług pani dekoratorki, która zawsze stroiła kościół. Miała nawet skończone specjalne kursy w tym kierunku. Kobieta bardzo to przeżyła. Jednocześnie ks. Iwańczuk zaczął zbierać dodatkowe pieniądze na kwiaty. A wierni zaczęli się skarżyć, że są one wymieniane wyjątkowo rzadko.

Kropnie mi tu ksiądz na auto

Jeden z parafian, który często współpracował z ks. Schubertem, tak opowiada wizytę księdza po kolędzie: – Powiedziałem mu, że chętnie mu pomogę w wielu rzeczach. A on otworzył kajet, przeczytał coś i zaczął opowiadać o księdzu Schubercie, że ten ma się dobrze.

Miał odnotowane, kim jestem, i odniosłem wrażenie, że dlatego podchodzi do mnie z wielkim dystansem – opowiada. – Poprosiłem też, żeby mi kropnął na samochód, bo akurat nowy kupiłem. Ja kupuję je zawsze w grudniu i nigdy nie było kłopotu, żeby je poświęcić na kolędzie. Ale proboszcz powiedział, że tak nie można. Że jak chcę, to muszę ekstra pod kościół podjechać, a on to zrobi z ceremonią.

Inny z parafian: – To się nie podobało ludziom. Przyzwyczaili się, że kapłan to taki brat łata. Który jak trzeba, to szybko kropnie auto i nie będzie robił z tego jakiegoś „wielkiego halo”. A on próbował nadawać wszystkiemu odpowiednią rangę. Przypominał takiego księdza przedsoborowego, który zaczął ponownie tworzyć niepotrzebny dystans pomiędzy sobą a wiernymi.

Poprzedni proboszcz często korzystał z pomocy szafarzy wiary przy udzielaniu komunii św. Dzięki temu msze przebiegały sprawnie i nie przedłużały się niepotrzebnie. Ks. Iwańczuk zmarginalizował rolę szafarzy, twierdząc, że to zadanie przede wszystkim dla duchownych. Wikarzy mieli w związku z tym więcej pracy.

Już wtedy zaczęło pomiędzy nimi dochodzić do konfliktów. Wierni wspominają, jak ks. Iwańczuk musiał sam komunikować na mszy, co bardzo przedłużało całą ceremonię. Bo żaden wikary nie był skory do pomocy.
Dzieci nie mogły przeszkadzać starszym paniom

Proboszcz odsunął jednego z wikarych od przygotowywania dzieci do komunii św. Powiedział, że sam to zrobi. Zdaniem parafian nie wywiązał się z tego najlepiej. – Kościół na tę uroczystość nie został praktycznie w ogóle przystrojony, pomijając niewielkie obrusiki na ławkach – opowiada jeden z rodziców. – Dzieci, dla których był to bardzo ważny dzień, były zaskoczone.

Zgrzyt zrobił się również podczas drogi krzyżowej dla dzieci. Młodym parafianom nie pozwolił iść na przedzie, bo stwierdził, że będą rozpraszać starsze osoby. – Co było o tyle dziwne, że droga krzyżowa dla dorosłych odbyła się wcześniej. Miałam wrażenie, że ksiądz w ogóle jakby marginalizował dzieci, a skupiał się na dorosłych – mówi jedna z parafianek.
Wierni wytykają także księdzu, że nie włączył się praktycznie w ogóle w organizację Marszu dla Życia i Rodziny, który miesiąc temu przeszedł ulicami Koźla.

- Wikarzy ciężko przy tym pracowali. Sami złapali za żelazka i prasowali koszulki dla uczestników marszu. Proboszcz nie kiwnął palcem – mówi jedna z osób, które zaangażowały się w organizację marszu.

Wikarzy mieli się poskarżyć biskupowi na swojego przełożonego. 9 czerwca na sobotniej mszy ks. proboszcz poinformował, że odchodzi z parafii. Nie podał przyczyn. O tym, że powodem takiej decyzji mogły być właśnie złe stosunki z wikarymi, parafianie przekonali się 11 czerwca. Tego dnia ks. Janusz Sobiś, najmłodszy z wikariuszy, obchodził 26. urodziny. 11 czerwca przypadała także druga rocznica święceń kapłańskich innego wikarego, ks. Damiana Ostrowskiego. Z tej okazji odbyła się uroczysta msza, na którą nie przyszedł ksiądz Iwańczuk. – Jak to, takie wydarzenie, a tu szefa nie ma? – kręcili głowami parafianie.

Rada parafialna wydała wówczas oświadczenie: „Decyzja Księdza Proboszcza o rezygnacji z pracy w naszej parafii, wygłoszona w ubiegłą sobotę była dużym zaskoczeniem dla całej społeczności Koźla, nie wyłączając Rady Parafialnej. Tak jak wszyscy parafianie nie znamy przyczyn. Uszanujmy decyzję Księdza Proboszcza. Nie pozwólmy, by niepotrzebne emocje naruszyły godność osób duchownych i Kościoła. Wysoko cenimy pracę duszpasterską Księdza Proboszcza i Księży Wikarych. W trosce o dobro parafii otoczmy ją i naszych kapłanów gorąca modlitwą wspólnotową”.

- Komunikat może rzeczywiście lakoniczny, ale to nie rada parafialna jest od ich wydawania. Rada jest kolegialnym ciałem doradczym, nie ma jakiejkolwiek władzy – mówi Ryszard Więcek, dyrektor kozielskiego liceum i jeden z członków rady. – Dopóki nie będę znał oficjalnych stanowisk księży, nie zamierzam oceniać, czy – broń Boże – osądzać zaistniałej sytuacji. Nie chciałbym, by życiem parafii rządziły emocje podobne do tych, które występują, niestety, w naszym życiu politycznym.

Kuria milczy

Biskup opolski Andrzej Czaja już kilkakrotnie jako zwierzchnik diecezji pokazał swoje zdecydowanie.

24 czerwca podjął decyzję o przeniesieniu czterech z pięciu księży kozielskiej parafii. Ks. Iwańczuk przejdzie w sierpniu do parafii pw. Chrystusa Króla w Opolu-Metalchemie. Ks. Sławomir Krawczyk został skierowany do Nysy, a ks. Damian Ostrowski i Janusz Sobiś – do Strzelec Opolskich. Na miejscu pozostanie tylko ks. Henryk Waindzioch, najstarszy z wikarych, który jako jedyny miał być niezaangażowany w konflikt.
- Nie rozmawiamy na ten temat z prasą – usłyszeliśmy od jednego z wikarych, gdy zadzwoniliśmy na plebanię.

Chcieliśmy też porozmawiać z proboszczem. Gdy przez ostatni tydzień przygotowywaliśmy ten tekst, miał być na pielgrzymce. Parafianie mówili nam jednak, że już długo go nie widzieli na plebanii. Przekazaliśmy jednemu z jego współpracowników nasz telefon, ale nie oddzwonił. Próbowaliśmy jeszcze w czwartek, ale w kancelarii powiedziano nam, że ksiądz jest już na urlopie.

Rzecznik opolskiej kurii ks. Joachim Kobienia poinformował nas jedynie, że biskup, przenosząc duchownych, kierował się dobrem ich samych i parafii. Nie chciał rozmawiać na temat konfliktu. - O ile taki w ogóle był – podkreślił wymijająco ks Kobienia.
- Ja w ogóle nic nie wiem na ten temat. Jestem w Opolu – usłyszeliśmy z kolei od byłego proboszcza ks. Schuberta.

- Jak nie wie, jak powiedział, że jego noga nie postanie w Koźlu, dopóki będzie tam ks. proboszcz – mówi jeden z wiernych. – Podstawowym błędem nowego proboszcza było to, że nie konsultował swoich decyzji z wiernymi. Założył w kościele monitoring, ale z nikim na ten temat nie rozmawiał. Nie wyjaśniał, dlaczego potrzebnych jest więcej pieniędzy. Ludzie przyzwyczaili się do tego, że w centrum kościoła jest człowiek. A u nas w centrum był ksiądz proboszcz.

Za księdzem Iwańczukiem twardo stoi jednak duża grupa parafian.
- Może ksiądz proboszcz poszedł początkowo trochę za ostro, zaczął za dużo wymagać od tych młodych wikarych. Jest mi ich szkoda, ale przede wszystkim szkoda księdza proboszcza. On ma zadatki na samego biskupa… - mówi jeden z wiernych blisko związanych z ustępującym proboszczem.

[2013.06.30] NTO.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: