FiM – Barwy ochronne

SEKS, KŁAMSTWA I KOŚCIÓŁ…
Choć prokuratorzy stanowczo odmówili nam udzielenia jakiejkolwiek informacji, zdemaskowaliśmy aresztowanego niedawno księdza gwałciciela. Czy biskupi znowu odczytają to jako „perfidny atak” na Kościół?

Okoliczności dotyczące zgwałcenia młodego chłopca przez księdza miały pozostać ściśle strzeżoną tajemnicą. Podobnie jak dwumiesięczny areszt dla sprawcy, zastosowany przez Sąd Rejonowy w Przysusze (woj. mazowieckie) na wniosek tamtejszej prokuratury. Niestety, sędzia Andrzej Łyś – rzecznik Sądu Okręgowego w Radomiu – chlapnął mediom, że „22 stycznia 2006 roku ksiądz rezydent pewnej parafii z okolic Radomia przewrócił 17-letnią ofiarę na ziemię i – grożąc pobiciem – zgwałcił”(„FiM” 7/2007).

Ksiądz napastnik przyznał się do winy, ale tylko z grubsza, ponieważ był pijany i nie pamiętał dokładnie przebiegu zdarzenia. Aresztowany na dwa miesiące duchowny usprawiedliwiał się tym, że „od dawna zmaga się z chorobą alkoholową”, a inkryminowanego dnia gorzała wyszła z owych zmagań zwycięsko… Tyle ujawnił sędzia Łyś. Biedny ksiądz…

Źle się stało, że jakakolwiek informacja wyszła na zewnątrz. Ja z pewnością niczego więcej wam nie powiem. Coś bliższego o sprawcy? Absolutnie nie! – żachnęła się Małgorzata Chrabąszcz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Radomiu, tłumacząc embargo informacyjne „nie tyle ochroną księdza, co życzeniem rodziców chłopca, zaniepokojonych możliwością narażenia syna na identyfikację”.

Również szef Prokuratury Rejonowej w Przysusze był nieugięty:

– „Okręgówka” posiada całą wiedzę w tej sprawie i tylko oni decydują o zakresie jej udostępnienia. Uzgodniliśmy, że ze względu na interes pokrzywdzonego dziecka ja w ogóle nie będę wypowiadał się na ten temat – stwierdził prok. Sławomir Musiał, odmawiając nam ujawnienia choćby inicjałów sprawcy.

###

Argumentacja organów ścigania jest mało przekonująca, bo przecież można ujawnić sprawcę, nie ujawniając ofiary. Jest też wiele wątpliwości. Przykładowo:
# jak prokuratura wyobraża sobie przeprowadzenie niezbędnego tzw. wywiadu środowiskowego, który dotyczyłby zachowania się wielebnego w jego dotychczasowych parafiach? Czyżby miała wystarczyć opinia biskupa ordynariusza radomskiego Zygmunta Zimowskiego (na zdjęciu)?;
# kto zagwarantuje, że zgwałcony chłopak jest jedyną ofiarą księdza? Znamy przypadki, że jeden uwolniony „kamyk” wywoływał prawdziwy wysyp zgłoszeń innych pokrzywdzonych;
# gdzie prewencyjna funkcja postępowania karnego, mająca uzmysłowić funkcjonariuszom kat. Kościoła, że prawo obowiązuje (czasami…) również ich?

Gdy zaś dowiedzieliśmy się, że do przestępstwa doszło wiele kilometrów od parafii, w której gwałciciel urzędował (co – naszym zdaniem – usu-wa obawę ewentualnej identyfikacji pokrzywdzonego), postanowiliśmy sforsować zaporę informacyjną ustawioną przez prokuraturę…

###

Zarzut gwałtu z użyciem przemocy (czyn zagrożony karą pozbawienia wolności od 2 do 12 lat) usłyszał 62-letni ksiądz Stefan S., rezydent w parafii św. Wojciecha we wsi Kraśnica koło Opoczna (woj. łódzkie, diecezja radomska).

Wyjaśnijmy, że parafialnymi rezydentami bywają najczęściej tzw. wolni strzelcy: księża studiujący, zatrudnieni w kurii diecezjalnej, wykładowcy seminariów i innych uczelni, misjonarze, kapelani domów zakonnych i placówek służby zdrowia (jeśli nie mieszkają w tych placówkach), księża, którym stan zdrowia nie pozwala na podjęcie obowiązków proboszczów czy wikarych, emeryci.

W przypadku ks. Stefana S. było tak, że bp Zimowski skierował go w 2006 r. do maleńkiej Kraśnicy, aby pod baczeniem tamtejszego proboszcza ks. Jacka Bajona przestał siać zgorszenie swoim pijaństwem i – znanymi kurii – preferencjami seksualnymi, ukierunkowanymi na niebezpiecznie młodych chłopców.

Wcześniej ks. Stefan był „rezydentem wspomagającym” w Opocznie (parafia św. Bartłomieja), dokąd trafił w czerwcu 2004 r. po zwolnieniu z funkcji wikarego parafii pw. św. Stanisława w Wierzbicy (powiat radomski).

Czym się zajmował i jak zachowywał w Kraśnicy?

– Decyzję o przeniesieniu do mojej parafii podjął biskup, więc musiałem przyjąć księdza Stefana. Bardzo dobrze nam się współpracowało. Nie prowadził żadnych stałych zajęć z młodzieżą. Więcej nie powiem, bo od tego jest kuria biskupia, a „troska” dziennikarzy o sprawy Kościoła najczęściej wychodzi nam bokiem – zauważył ks. Bajon.

Urzędujący w kurii ksiądz kanclerz Stanisław Fundowicz (wyraźnie zaskoczony, że wiemy, o którego księdza chodzi…) był równie wstrzemięźliwy:

– Ksiądz S. nie zajmował się bezpośrednio duszpasterstwem, a tym bardziej dziećmi i młodzieżą. Dlaczego? Hmm… proszę zapytać o szczegóły proboszcza.

Kanclerz wykręcił się też od oceny przestępstwa przypisywanego konfratrowi, ucinając rozmowę stwierdzeniem: – My z pewnością nie jesteśmy od usprawiedliwiania takich działań.

Natomiast pewien duchowny z okolic Opoczna powiedział tak:

– Stefan to była chodząca „bomba” i dziwię się, że dopiero teraz wybuchła. Wiem o co najmniej dwóch ministrantach molestowanych przez niego seksualnie. Skandalu dotychczas udawało się uniknąć, bo rodzice tych chłopców są bardzo silnie związani z Kościołem. Ksiądz biskup popełnił gruby błąd, skierowując go do wiejskiej parafii na obrzeżu diecezji, zamiast wysłać na jakieś leczenie lub do klasztoru. W kurii prawdopodobnie sądzą, że jeśli problemu nie widzą, to znaczy, że ten problem nie istnieje!

Miejscowość, w której mieszka ofiara gwałtu (personalia znane redakcji), jest zbyt mała, by cokolwiek napisać o skrzywdzonym chłopcu, nie narażając go na wytykanie palcami bądź represje ze strony lokalnego aktywu parafialnego. Możemy jedynie ujawnić, że pochodzi z rodziny bardzo silnie związanej z kat. Kościołem. Rodziny, która stanęła przed nie lada dylematem: wysłać drania w sutannie do więzienia, czy raczej mu odpuścić, jako i oni odpuszczają? Na szczęście wybrali to pierwsze…

###

Gdzie jak gdzie, ale w Polsce podobno nie istnieje problem wynaturzeń seksualnych duchowieństwa. Ot, pojedyncze – zdaniem biskupów – przypadki, mieszczące się w dolnych granicach statystycznego łotrostwa, a wykorzystywane do „perfidnych ataków” na Kościół – jak słyszymy czę-sto z ust hierarchów.

Sięgnęliśmy do archiwum „FiM”.
Tylko z ostatniego roku. Przypomnijmy te „pojedyncze przypadki”:

# ks. Mirosław W. z archidiecezji lubelskiej, będąc wikariuszem parafii pod wezwaniem Chrystusa Króla w Trawnikach, „»wkładał nogę dziecka pod sutannę i onanizował się jego stopą« – twierdzi prokuratura. Przez wiele miesięcy nie można było wielebnemu przedstawić zarzutów, ponieważ biskup wysłał go na »urlop zdrowotny«” – pisaliśmy w „Pociągach pod specjalnym nadzorem” („FiM” 8/2006);

# ks. Marek B., wikariusz parafii Miłosierdzia Bożego w Głogowie, upił i wykorzystał seksualnie nieletniego ministranta. „Dodatkowe zaś dla prokuratury utrudnienie stanowiło życzenie ks. Janusza Idzika, szefa Mar-ka B., przekazania sprawy pod jurysdykcję sądu… kościelnego. »Oskarżany ksiądz wykonuje normalnie wszystkie swoje obowiązki, gdyż zapewnił mnie, że zarzuty są czystą prowokacją« – grzmiał pleban na antenie głogowskiego radia”(„Wysoka kurio”, „Cud mniemany”, „Czysta prowokacja”, „Promocja na molestowanie” – „FiM” 11, 18, 25/2006 i 5/2007);

# „Policjanci Komendy Stołecznej Policji zatrzymali w Płońsku (diecezja płocka) – na terytorium wielce w tym mieście szanowanej parafii św. Maksymiliana Kolbego – 30-letniego księdza Jarosława N., znanego organizatora wakacyjnego wypoczynku dla najuboższych dzieci. W trakcie przesłuchania mężczyzna przyznał się do rozpowszechniania przez internet treści pornograficznych z udziałem nieletnich”
(„Pasterze i etycy” – „FiM” 30/2006);

# „Dziewczynka miała 13 lat, gdy po lekcjach religii ksiądz Andrzej S., wikariusz parafii św. Wojciecha Biskupa Męczennika w Szczawnicy, zaczął jej udzielać korepetycji z seksu. Matka dziecka zaalarmowała kurię biskupią w Tarnowie, skąd odesłano ją do diabła”(„Zajęcia pozalekcyjne” – „FiM” 5/2006);

# „Prokuratura w Strzelnie (województwo dolnośląskie) skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko księdzu Markowi K. z miejscowości Przeworno, za molestowanie seksualne 14-letniego chłopca i znęcanie się nad uczniami podczas lekcji religii”(„Plaga świń” – „FiM” 31/2006);

# „21-letnia studentka Anita P. przyszła do ks. Krzysztofa J., proboszcza parafii Najświętszej Marii Panny Częstochowskiej w Częstochowie, by załatwić wyjazd na rekolekcje. Po krótkiej rozmowie jurny pleban zerwał z niej ubranie i zgwałcił. Dziewczynie nie pomógł opór, błagania i krzyki” („Nie z księżyca” – „FiM” 36/2006). Duchowny – dzięki poręczeniu bpa Jana Wątroby– odpowiadać będzie przed sądem z wolnej stopy;

# „Groźna sekta katolicka została zmuszona do ewakuacji z Włoch, gdy dowodzącego nią księdza oskarżono m.in. o rytualne stosunki seksualne w stroju liturgicznym. Organizacja znalazła schronienie w Polsce. Jej celem jest ewangelizacja dzieci do lat 12…”. („Biała Armia” – „FiM” 40/2006);

# „Ksiądz Mieczysław M. – uczący do niedawna religii w Gimnazjum w Woli Sernickiej k. Lubartowa, został oskarżony o pijaństwo i molestowanie uczennic. Dzięki szybkiej reakcji dyrekcji szkoły, M. został odsunięty od pracy z dziećmi” („Po mszy, po kielichu” – „FiM” 50/2006);

# „Sąd w Koszalinie nie miał wątpliwości – ks. Jerzy U. molestował seksualnie nieletnich. Skazano go na dwa lata więzienia w zawieszeniu na trzy. Biskup zabrał więc ludziom księdza sprzed oczu i wysłał go do Barcina koło Słupska, gdzie spokojnie odprawia msze”(„Pedofil za ołtarzem” – „FiM” 25/2006).

A na zakończenie przypomnijmy, że: 

# do Sądu Rejonowego w Człuchowie wpłynął pierwszy akt oskarżenia dotyczący księdza Piotra T., byłego proboszcza z Dębnicy koło Człuchowa (diecezja pelplińska) i spiritius movens największej (ze znanych…) afery pedofilskiej w polskim kat. Kościele (m.in. „Proboszcz na gigancie” – „FiM” 21/2006). W kolejce do ławy oskarżonych czeka przełożony ministrantów, a także kościelny, bo obaj współdziałali z plebanem w przestępczym procederze. Ich ofiarami padło – według obliczeń prokuratury – co najmniej dziesięciu nieletnich chłopców poniżej 15 roku życia;

# dopiero przed miesiącem zapadł wyrok skazujący ks. Zbigniewa P. z Jarnołtówka (diecezja opolska) na rok więzienia w zawieszeniu (!) na trzy lata, oskarżonego o to, że sprowadzał sobie chłopców w wieku 11–13 lat z Domu Dziecka i „całował ich w usta, obmacywał po udach, poślad-kach i narządach płciowych, a jednego z nich onanizował” („Onanizm nie grzech” – „FiM” 27/2004)

[2007] FaktyiMity.pl Nr 8(364)/2007

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: