Pijany ksiądz szarżował autem

Ten ksiądz nie ma wstydu. Spił się jak świnia i wsiadł za kierownicę. Mało tego, w tym stanie spowodował kolizję. To cud, że nikt nie zginął! I on śmie ludzi pouczać z ambony!

– Wypiłem litra z dwoma księżmi, a potem poprawiliśmy butelką szampana – tłumaczył się bezwstydnie przed sądem Kazimierz S. (47 l.), wikariusz z parafii św. Mateusza w Pabianicach. Duchowny w Nowy Rok po pijanemu wsiadł do samochodu i spowodował kolizję. Parafianie są oburzeni. – On powinien świecić przykładem, a nie jeździć na podwójnym gazie. Zawiodłem się na nim straszliwie – mówi Jan Bykowski (78 l.).

Ksiądz został zatrzymany 1 stycznia, około godziny 15, kiedy prowadzony przez niego ford escort staranował inny samochód. Duchowny miał aż 2 promile alkoholu w wydychanym powietrzu.

– Wypiliśmy litr whisky, o północy otworzyliśmy butelkę szampana. Około godz. 1 w nocy poszedłem spać. Gdy się obudziłem, wypiłem jeszcze lampkę szampana. W południe nalałem sobie jeszcze kieliszek wina – opowiadał o swoich pijackich ekscesach duchowny.

Ale to nie wszystko! Ksiądz o godzinie 18 po pijanemu miał odprawić mszę! Wcześniej zadzwoniła do niego znajoma, by przyjechał w odwiedziny. Duchowny wsiadł do samochodu. Przejechał pół kilometra, ale wpadł w poślizg i uderzył w inne auto. – Duchowny tłumaczył się, że spieszył się na mszę – mówi Joanna Szczęsna, z pabianickiej policji.

Nabożeństwa Kazimierz S. jednak nie poprowadził. Trafił do policyjnej celi. Trzeźwiał tam przez dwa dni.

[2008] SE.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: