Proboszcz Wapnicy szarpał sołtysa i wymyślał mu od ch…, wczoraj przed sądem obiecał poprawę

Wczoraj proboszcz parafii rzymskokatolickiej p.w. św. Jana Kantego w Wapnicy pojednał się przed stargardzkim sądem z byłym już sołtysem tej miejscowości. Ksiądz oskarżony był o publiczne znieważenie i naruszenie nietykalności cielesnej.

Przypomnijmy, że chodzi o wydarzenia z początku kwietnia, o których napisaliśmy jako pierwsi. Proboszcz Wapnicy pod kościołem szarpał ówczesnego sołtysa i wyzywał od ch… Konflikt wyniknął z różnicy zdań na temat wydatkowania zebranych przez parafian pieniędzy.

Złożył oświadczenie

Sołtys podał księdza do sądu. Oskarżonemu groził rok więzienia. Ksiądz na mszy przypadającej w rocznicę śmierci Jana Pawła II, bardzo źle wyrażał się o sołtysie. Ten sprawę odchorował. Znalazł się w szpitalu. Po wyjściu zrezygnował z funkcji sołtysa. Sprawą zajęła się kuria, która wyznaczyła ks. dziekana z Suchania na negocjatora. W obecności jego oraz burmistrz tej miejscowości, 11 maja w urzędzie miejskim w Suchaniu, doszło do przeprosin. Ksiądz przepraszał byłego sołtysa także na wszystkich mszach niedzielnych. Ten wycofał z sądu akt oskarżenia, ale zgodnie z prawem musiało się odbyć posiedzenie pojednawcze, do którego doszło wczoraj w sądzie grodzkim.

– Jako człowiek honoru, podjętą decyzję podtrzymuję – mówił Stanisław Tylisz, były sołtys Wapnicy. – Czytałem akta sprawy i tam są rzeczy nieprawdziwe. Chcę, by ksiądz zapewnił, że to się nigdy w życiu nie powtórzy.

Dla dobra rodziny i wsi

Ksiądz przystał na to. Złożył przed sądem oświadczenie, że takie zdarzenia więcej nie będą miały miejsca. Sąd umorzył postępowanie. Oskarżyciel dostanie zwrot kosztów, 300 złotych.

– Miejmy nadzieję, że już nigdy się nie spotkamy na sali sądowej – mówiła prowadząca posiedzenie sędzia Agnieszka Ankutowicz.

Ksiądz z Wapnicy nie chce już rozmawiać na ten temat. Nie zgadza się na publikowanie swojego wizerunku i nazwiska. Wczoraj, wychodząc z sali sądowej, zasłaniał się czarną teczką. Były sołtys cieszy się, że sprawa się zakończyła.

– To dla dobra rodziny i wsi – mówi Stanisław Tylisz. – Prawda wyszła na jaw, ksiądz musiał mnie przeprosić, a nie ja księdza. O to mi chodziło, nie o proces, bo to by niczemu nie służyło. Tym bardziej, że on najprawdopodobniej niedługo odchodzi, a ja w Wapnicy zostaję do śmierci.

[2009] GS24.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: