FiM – Dwa lata, jak dla brata

Ksiądz molestował seksualnie 9-letniego chłopca. Choć dostał za to dwa lata więzienia, wypoczywa sobie w luksusowym kościelnym domu opieki. Tymczasem dzieciak i jego najbliżsi mają dzisiaj gorzej niż w kryminale…

Reprezentację pedofilów występujących w czarnych barwach polskiego kat. Kościoła wzmocnił przed kilkunastoma dniami kolejny, doświadczony (31 lat w kapłaństwie) zawodnik. To 57-letni ksiądz Piotr D., proboszcz parafii św. Ducha we wsi Werdun (gmina Tarczyn, archidiecezja warszawska), skazany 31 października 2007 r. na dwa lata więzienia za molestowanie seksualne małoletniego chłopca.

Proces toczący się przed Sądem Rejonowym w Grójcu był tajny przez zrozumiały „wzgląd na dobro ofiary” oraz całkiem niezrozumiały „wzgląd na dobre imię kapłana”. Przybliżymy okoliczności tej sprawy, ponieważ stwierdziliśmy ponad wszelką wątpliwość, że sytuacja dziecka jest znana i szeroko – nieprzychylnie dla niego! – komentowana w paskudnie sklerykalizowanym środowisku, gdzie wciąż mieszka wraz z rodziną.

Dramat Krzysia rozpoczął się we wrześniu 2003 r. Chłopiec miał wówczas 9 lat i uczęszczał do publicznej Szkoły Podstawowej w Suchostrudze, gdzie ks. Piotr D. był nauczycielem religii. Suchostruga leży w obrębie parafii Werdun, więc proboszcz miał częste okazje do „zajęć pozalekcyjnych” z uczniami. Najchętniej poświęcał swój czas właśnie Krzysiowi, przy każdej nadarzającej się okazji ucząc go anatomii i przeprowadzając doświadczenia mające uprzytomnić dziecku, co może zdziałać ręka w majtkach…

Tak było aż do późnego lata 2006 roku, kiedy to 12-letni już chłopiec zaczął dobrze rozumieć, w co bawi się jego duszpasterz. Nauczył się też skutecznie unikać kontaktów t te-ŕ-t te – sprzyjających zboczonym zachciankom plebana.

Wiosną 2007 r. Krzyś został dosyć ostro sponiewierany przez księdza Piotra podczas lekcji religii. Katecheta rzucił nim o ścianę i wyszarpał za uszy, tłumacząc to później swoją nadmierną reakcją na „wyzywające zachowanie” ucznia.

Krzyś przestał chodzić do szkoły. Początkowo nie chciał ujawnić przyczyny rodzicom, aż wreszcie przez łzy wyznał im, czego doświadczał w zaciszu plebanii parafii św. Ducha.

Zawiadomiona o sprawie Prokuratura Rejonowa w Grójcu zareagowała wzorowo. Gdy biegły psycholog orzekł, że chłopiec w najmniejszym stopniu nie konfabuluje, śledczy wzięli wielebnego na spytki.

„Ten gówniarz perfidnie kłamie!” – zarzekał się na wszystko ks. Piotr D. podczas przesłuchań.

Jakoś mu nie uwierzyli i usłyszał zarzuty. Żeby zaś uniemożliwić podejrzanemu mataczenie oraz próby wpływania na pokrzywdzonego, grójecka prokuratura wystąpiła o areszt tymczasowy, co sąd bez wahania zatwierdził i 16 sierpnia werduński proboszcz poszedł siedzieć.

– Śledztwo utwierdziło nas w przekonaniu, że podejrzany molestował seksualnie dziecko oraz znęcał się nad nim fizycznie. Gdy 19 września skierowaliśmy do sądu akt oskarżenia, ksiądz wciąż jeszcze przebywał w areszcie – przedłużonym do 5 listopada. Ponieważ ostatecznie przyznał się do winy, odbyła się tylko jedna rozprawa, na której zapadł wyrok skazujący. Domagaliśmy się czterech lat więzienia, dostał zaledwie dwa. Sąd uchylił też dotychczasowy środek zapobiegawczy, dzięki czemu ksiądz mógł tego samego dnia wyjść na wolność. Prawdopodobnie będziemy składać apelację, ale ostateczna decyzja zapadnie po sporządzeniu przez sąd pisemnego uzasadnienia wyroku – ujawnił nam jeden z grójeckich prokuratorów.

Czy to kwestia przypadku, że wielebnemu wymierzono dokładnie dwa lata, a nie – dajmy na to – dwa i pół?

– To nie jest przypadek, lecz wymowny sygnał, że jeśli znajdzie bystrych lekarzy i Kościół pomoże, to w ogóle nie trafi już do więzienia. Otóż kodeks karny wykonawczy powiada, że sąd odracza wykonanie kary pozbawienia wolności w wypadku „choroby psychicznej lub innej ciężkiej choroby uniemożliwiającej wykonywanie tej kary, do czasu ustania przeszkody”. Jeżeli zaś odroczenie wykonania kary nieprzekraczającej 2 lat trwało przez okres co najmniej jednego roku, sąd może warunkowo zawiesić jej wykonanie. Chodzi więc teraz o jakąś dobrą chorobę i wsparcie ze strony hierarchii kościelnej, mającej – o czym nie wszyscy wiedzą – niebagatelne wpływy w sądownictwie – wytłumaczył nam doświadczony warszawski sędzia.

Jego prognozę potwierdza fakt, że zaraz po wyjściu z kryminału ks. Piotr D. ciężko zaniemógł i „leży w szpitalu”. Tylko tyle zdołaliśmy dowiedzieć się w warszawskiej kurii metropolitalnej. Na co zaniemógł, gdzie się leczy? Tego już nam nie powiedziano, więc rozejrzeliśmy się tu i ówdzie, odnajdując byłego proboszcza (jego miejsce w parafii werduńskiej zajął ksiądz kanonik Józef Jędrzejewski, dotychczasowy wikariusz parafii św. Szczepana w Raszynie) w Pilaszkowie nieopodal Warszawy.

Wygodny pokój z łazienką i telefonem w archidiecezjalnym Domu Opiekuńczo-Leczniczym Opatrzności Bożej, czuła opieka pielęgniarska, masaże, hydroterapia, piękny park wokół… – bez wątpienia wygodniej niż w więzieniu.

Tymczasem Krzyś oraz jego najbliżsi mają w okolicach wsi Werdun i Suchostrugi przechlapane.

– Atmosfera jest tutaj zatruta niebywałym klerykalizmem. Nie wiem, czy to przypadkiem nie jest robota nowego proboszcza, bo miejscowi dewoci jednym głosem lansują opinię, że dzieciak ma zadatki na kryminalistę i złożył fałszywe zeznania, żeby z jakichś powodów zemścić się na „wspaniałym duszpasterzu”. W ogóle nie dociera do nich, że ksiądz Piotr przyznał się do molestowania seksualnego. Jestem po prostu załamana faktem, że w tej szkalującej Krzysia akcji biorą też udział niektórzy nasi nauczyciele. Owszem, chłopak sprawiał w podstawówce drobne trudności wychowawcze, miał też kłopoty z nauką, ale ani większe ani mniejsze niż jego rówieśnicy – zapewnia „FiM” jedna z nauczycielek.

[2007] FaktyiMity.pl Nr. 47 str. 6 Plik PDF.

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: