NOWA RUDA Kolegium rozgrzeszyło księdza proboszcza

2,1 mln zł miał zapłacić ksiądz za wycięcie drzew. Ale kolegium unieważniło tę decyzję wójta.
Samorządowe Kolegium Odwoławcze w Wałbrzychu dwa razy wydało decyzję w tej samej sprawie. Skrajnie odmienne postanowienia opatrzone są zapisami „decyzja ostateczna”.

W pierwszej z nich, z 25 sierpnia, SKO nie ma żadnych zastrzeżeń do decyzji wójta Nowej Rudy, który ukarał księdza za to, że bez jego zgody wyciął 12 drzew rosnących na cmentarzu w Woliborzu i w całości podtrzymuje nałożoną na duchownego ponaddwumilionową karę.

Jednak dwa miesiące później SKO orzeka ponownie, pomimo wcześniejszej, podobno ostatecznej, decyzji i na dodatek całkiem inaczej ocenia sytuację. Unieważnia swoją pierwszą decyzję, jak i postanowienie wójta. Oznacza to, że ksiądz, który wyciął drzewa, może uniknąć kary.

– O tym drugim postanowieniu nic jednak oficjalnie nie wiedzieliśmy. Gmina do dzisiaj nie otrzymała tego dokumentu. O jego istnieniu dowiedzieliśmy się, ponieważ podczas sesji przedstawił go radnym ksiądz z Woliborza – mówi wzburzony wójt Sławomir Karwowski, zapowiadając, że napisze skargę na wałbrzyskie SKO do prokuratury.

Jego zdaniem, komuś bardzo zależy na tym, by po cichu ukręcić sprawie łeb.
Zbigniew Rutecki, prezes SKO w Wałbrzychu, twierdzi jednak, że urzędnicy działają właściwie i nikt księdzu na rękę specjalnie nie idzie. – Po prostu w międzyczasie doszły nowe fakty i dlatego zweryfikowaliśmy naszą wcześniejszą decyzję – broni się prezes Rutecki.

– Ksiądz Marek Bordjakiewicz napisał skargę, którą rozpatrzyliśmy, uznając, że rzeczywiście podczas podejmowania pierwszej decyzji zarówno przez wójta, jak i SKO doszło do rażącego naruszenia prawa.

Jak dodaje, pojawiły się wątpliwości, czy wszystkie wycięte na cmentarzu drzewa to lipy, a także, czy leśnik, który określił średnicę pni, miał do tego uprawnienia.

– Nie wiem, na jakiej podstawie SKO uznało, że leśnik, który od lat wykonuje zlecone prace na rzecz gminy, nie ma do tego uprawnień. W tej sprawie w ogóle nie zapytano nas o zdanie, uznając, że to, co napisał ksiądz w skardze, jest święte – ripostuje wójt.

Jak dodaje, nie ma też kompletnie żadnego znaczenia, czy na cmentarzu wycięto 12 lip czy też 11 lip i jesion, szczególnie, że kara za te dwa gatunki drzew jest taka sama.
Zdaniem wójta, jeśli jego decyzja zostanie uznana za nieważną, to przeprowadzenie drugiego postępowania i ukaranie duchownego będzie jeszcze trudniejsze, bo w międzyczasie wykarczowano pnie i po wyciętych drzewach nie ma już śladu.

Sprawę rozpatrywać będzie jeszcze Wojewódzki Sąd Administracyjny, bo tam napisał ksiądz skargę na pierwszą decyzję SKO.
– W moim odczuciu jest ona już przesądzona – ocenia wójt. – Stronami w sądzie administracyjnym będą ksiądz Marek Bordjakiewicz i SKO. Gmina nie będzie już miała nic do powiedzenia. Łatwo więc wywnioskować, jaki zapadnie wyrok. Całe to postępowanie jest, moim zdaniem, skandaliczne, bo dowodzi, że są równi i równiejsi i że prawa nie stosuje się tak samo wobec wszystkich.

Ksiądz Marek Bordjakiewicz unika kontaktów z dziennikarzami. Nam udało się z nim porozmawiać tylko raz. Duchowny stwierdził wtedy, że musiał wyciąć drzewa, bo były spróchniałe i zagrażały ludziom. Nie chciał się tłumaczyć, dlaczego nie uzyskał wcześniej zgody wójta.

Sprawa kary nałożonej na księdza podzieliła Wolibórz. Część mieszkańców uważa, że proboszcz złamał prawo i powinien ponieść karę. Sporo ludzi broni jednak duchownego, twierdząc, że ponad 2 mln zł kary za wycięcie kilkunastu drzew to nieporozumienie i zbyt surowa kara.

Płacić muszą
Inni Dolnoślązacy, którzy wycięli drzewa bez zezwolenia, na wyrozumiałość urzędów, w tym SKO, liczyć nie mogą. Legniczanka Wanda B. czeka na decyzję Naczelnego Sądu Administracyjnego: zwróciła się o kasację wyroku sądu wojewódzkiego, który podtrzymał nałożoną przez urząd miasta karę za wycięcie drzewa bez zezwolenia. SKO w Legnicy uznało decyzję władz miasta za zgodną z prawem. Za wycinkę naliczono jej 41 tys. zł kary. Z kolei w gminie Stara Kamienica niedaleko Jeleniej Góry władze zmniejszyły olbrzymi mandat – 1,5 mln zł za wycinkę drzew. Grzegorz Wójcik, rolnik ze wsi Kromnów, ma zapłacić lub odpracować dla gminy 20 tys. zł. Problemy może mieć też Marek Mikrut, wiceszef Rady Powiatu Jeleniogórskiego. Z działki radnego PO znikło 10 dębów. Może go to kosztować nawet 950 tys zł.

[2008] NaszeMiasto.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: