FiM – Nietykalny

Prokurator występuje w roli adwokata oskarżonego.
Policjanci usiłują zaciemnić dochodzenie.
Dlaczego? Oskarżony to ksiądz.

Ksiądz Wojciech Zyśk jest szefem łomżyńskiego Caritasu, a więc figurą nie byle jaką. W takim mieście jak Łomża, gdzie sutannowi odgrywają olbrzymią rolę, księdzu dyrektorowi nie może spaść z głowy choćby jeden włos. Nawet jeśli spowodował na drodze wypadek, w wyniku którego zginął 11-letni chłopak.

– Zresztą po co robić zaraz awanturę, skoro dzieciakowi i tak już nikt nie przywróci życia… – stwierdził jeden z policjantów.

Tego dnia ksiądz Wojciech Zyśk z Łomży gnał jak szalony przez podłomżyńskie Konarzyce. Choć to teren zabudowany i w pobliżu znajduje się szkoła, jego seat nie zwolnił nawet przed pasami dla pieszych. Nagle na wprost szkoły nadjechał na rowerze 11-letni Marcin. Chłopiec wracał do domu z pobliskiego boiska. Kierowca w ostatniej chwili nacisnął pedał hamulca, ale i tak uderzenie było potężne. Ciężko rannego chłopca pogotowie odwiozło do szpitala, lecz dzieciak nie odzyskał przytomności i po kilkunastu dniach zmarł.

– Choć od wypadku minęło już kilka miesięcy, nie mogę dojść do siebie – mówi ze łzami w oczach ojciec Marcina. – Ale najgorsze jest to, że ani policja, ani prokurator nie chcą ze mną rozmawiać o przyczynach i sprawcy wypadku. Mój syn został potrącony przez księdza, który usiłuje wymigać się od sprawiedliwości. Odnoszę wrażenie, że prokurator występuje w roli adwokata sprawcy wypadku i próbuje go uniewinnić.

– Tego wypadku można było uniknąć lub zmniejszyć jego skutki – opowiada jeden z mieszkańców Konarzyc. – W tym dniu była doskonała widoczność i ładna pogoda.
– Byłem na miejscu tragedii zaraz po wypadku. Ksiądz, nie przejmując się przejechanym dzieckiem, natychmiast ściągnął naszego proboszcza i wspólnie w policyjnym radiowozie ustalali sposób działania.

Dziwiłem się, że sprawca tragedii prowadził samochód z ręką w gipsie. Najbardziej wkurzyło mnie jednak to, że początkowo usiłował nawet wmawiać, że wypadek spowodował ktoś inny. Dowiedziałem się później, że seat jechał z prędkością ponad… 50 kilometrów na godzinę, co jest nieprawdopodobne. Przy takiej szybkości kierowca zdążyłby zahamować i nie byłoby tak poważnych obrażeń u chłopca.

– To oszustwo w biały dzień – mówi ojciec Marcina.
– Początkowo chciano nam wmówić, że Marcina potrącił jakiś inny samochód i dopiero potem syn wpadł na maskę pojazdu księdza. Na szczęście to kłamstwo szyte grubymi nićmi upadło.
– Ksiądz Zyśk pracował kiedyś w naszej parafii i nawet udzielał komunii Marcinowi – opowiada matka ofiary wypadku.
– Teraz okazał się zabójcą naszego syna. Kilka dni po wypadku ksiądz przyszedł do nas, aby stwierdzić, że do tragedii doszło nie z jego winy. Nawet nie przeprosił. Jak nas poinformował Tomasz Wilk, zastępca szefa Prokuratury Rejonowej w Łomży, „postępowanie zostało umorzone wobec stwierdzenia braku znamion czynu zabronionego”.

Oznacza to uniewinnienie sprawcy śmierci Marcina. Decyzja prokuratury nie jest jednak prawomocna. Jeśli zaś idzie o wspomniany gips na ręku kierowcy seata, prokuratura stwierdziła za biegłym lekarzem, „iż unieruchomienie stawu nadgarstkowego nie prowadziło do takiej dysfunkcji kończyny, aby utrudniało to w istotny sposób prowadzenie samochodu”.

Czy łomżyńska prokuratura zrobiła wszystko, by wyjaśnić prawdziwe przyczyny wypadku i śmierci 11-latka, czy też – zgodnie z sugestiami rodziców ofiary i wielu mieszkańców Konarzyc – umorzyła śledztwo w interesie sutannowego? Oto pytania, na które na razie nie znamy odpowiedzi.

[2005] FaktyiMity.pl Nr 45 str. 7 Plik PDF.

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: