Matka Boska i zabójcy cd.

Panie i panowie prokuratorzy! Mamy dla was konkurs. Czy różnica 20 centymetrów wzrostu u tego samego denata w rzeczywistości i na papierze urzędowym to dużo czy mało? I o czym to może świadczyć?

30 maja opublikowaliśmy artykuł „Matka Boska i zabójcy”.

Przypomnijmy. 11-letnia Ania Betleja została zabita przez samochód 7 maja 2002 r. na drodze w Połomi (woj. podkarpackie). 20 godzin po zdarzeniu na policję zgłosił się ks. Tadeusz Niziołek. Przyznał się, że jest sprawcą, ale uparcie twierdził, że Anię najpierw potrąciła ciężarówka i dlatego odjechał, nie udzieliwszy pomocy. Prokurator Jacek Złotek uwierzył w wersję księdza. Przeprowadziliśmy własne śledztwo. Wyszło nam, że dziecko jeszcze żyło po przejechaniu go przez księdza Niziołka i że jako pierwszy mógł potrącić je biskup Edward Białogłowski swoim zielonym Polonezem Caro.

Otrzymaliśmy z Prokuratury Krajowej pismo potwierdzające, iż Polonez biskupa Białogłowskiego jechał przed Seatem księ- dza Niziołka – wtedy gdy zginęła Ania.

Mówi szef Prokuratury Krajowej

W odpowiedzi na krytykę prasową zamieszczoną w numerze 22/2002 w artykule pt. „Matka Boska i zabójcy”, uprzejmie informuję, że postępowanie przygotowawcze w sprawie wypadku drogowego zaistniałego w dniu 7 maja 2002 r. w Połomi woj. podkarpackiego, w wyniku którego śmierć poniosła 11-letnia Anna B. prowadzone jest przez Prokuraturę Rejonową w Rzeszowie (sygn. 9 Ds. 104/02).

Decyzję o przekazaniu sprawy z Prokuratury Rejonowej w Strzyżowie podjął Prokurator Okręgowy w Rzeszowie w dniu 21 maja 2002 r. w wyniku analizy materiałów procesowych oraz wypowiedzi prasowych zastępcy prokuratora rejonowego w Strzyżowie. Dochodzenie zostało objęte nadzorem Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie. Dotychczas w toku tego dochodzenia ustalono następujące fakty.

W dniu 7 maja 2002 r. około godz. 20.00 Tadeusz N. wracając samochodem marki Seat Ibiza z uroczystości w Jaworniku Niebyleckim potrącił w miejscowości Połomia Annę B. Na skutek doznanych obrażeń ciała, dziecko zmarło. Tadeusz N. zgłosił się do Prokuratury następnego dnia po wypadku około godz. 14.30. Po jego zatrzymaniu nie badano stanu trzeźwości, z uwagi na upływ 18-19 godzin od chwili wypadku. Przedstawiono mu zarzut popełnienia przestępstwa z art. 177 § 2 kk w zw. z art. 178 kk, a więc spowodowania wypadku drogowego ze skutkiem śmiertelnym i ucieczki z miejsca zdarzenia.

Wobec podejrzanego zastosowano środki zapobiegawcze w postaci poręczenia majątkowego w kwocie 5. 000 zł oraz zakaz opuszczenia kraju połączony z zatrzymaniem paszportu. Na zasadnie art. 42 § 2 kk Tadeuszowi N. zatrzymano prawo jazdy.

W złożonych wyjaśnieniach podejrzany Tadeusz N. przyznał, że najechał na leżącą na jezdni dziewczynkę, która jego zdaniem została potrącona wcześniej przez jadący przed nim w odległości około 25-30 metrów samochód ciężarowy typu TIR. Z boku tego samochodu od strony pobocza prawego zauważył „przedmiot w kolorze zbliżonym do bieli”, który upadł na ziemię, w odległości 2 metrów przed jego samochodem. Przejechał przez tę „przeszkodę”, gdyż nie miał możliwości zarówno jej ominięcia, jak i wyhamowania. Po zatrzymaniu swojego samochodu w odległości kilkudziesięciu metrów wysiadł z samochodu i wówczas od gromadzących się osób usłyszał, że „przejechał dziecko”. Po powzięciu tej wiadomości, jak sam twierdzi, wpadł w szok, który wzmógł się po usłyszeniu sygnałów nadjeżdżającej karetki pogotowia i Policji. Wsiadł w samochód i odjechał z miejsca zdarzenia. (…)

Dotychczas przesłuchano około 100 świadków, w tym siedmiu księży, którzy jechali tą samą trasą. Przesłuchani świadkowie nie potwierdzili wersji, według której przed samochodem m-ki Seat Tadeusza N. jechał jakiś samochód ciężarowy. Ponadto według większości świadków Anna B. żyła jeszcze po ich przybyciu na miejsce zdarzenia. Przeprowadzono szczegółowe oględziny samochodu Tadeusza N. i stwierdzono jego uszkodzenia na przednim zderzaku na wysokości 22 cm od podłoża. Dokonano również oględzin zewnętrznych i otwarcia zwłok Anny B. i ustalono m. in., że doznała ona złamania kości udowej i złamania kości czaszki. Przyczyną zgonu był pourazowy krwotok śródczaszkowy.

Biegły stwierdził, że są to typowe obrażenia dla potrącenia samochodem, ale nie mógł stwierdzić, czy był to samochód ciężarowy, czy też osobowy. Brak jest natomiast obrażeń typowych świadczących o przejechaniu leżącego ciała dziecka na jezdni.

Zebrany w sprawie materiał oceniono jako wstępny i wymagający uzupełnienia m. in. o opinię zespołu biegłych z zakresu medycyny sądowej, a także biegłych z zakresu ruchu drogowego, m. in. w celu podjęcia próby rekonstrukcji przebiegu zdarzenia. Konieczne jest również powtórzenie przesłuchań szeregu świadków, których dotychczasowe zeznania uznano za mało precyzyjne.

Z zeznań 6 przesłuchanych świadków wynika, że przed Tadeuszem N. tą samą drogą jechał Edward B. samochodem marki Polonez koloru zieleni morskiej. Zabezpieczono ten samochód i dokonano szczegółowych jego oględzin.

W dniu 3 czerwca 2002 r. eksperci Laboratorium Kryminalistyki Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie przeprowadzili szczegółowe oględziny pojazdu Edwarda B. Z treści ich opinii wynika, że na pojeździe tym nie ujawniono śladów biologicznych i mikrośladów mogących mieć związek z wypadkiem drogowym w Połomii. Nie ujawniono także śladów „świeżych napraw nadwozia”.

W toku prowadzonego przez Prokuraturę Rejonową w Rzeszowie postępowania zwrócono się do Telekomunikacji Polskiej S. A. o nadesłanie danych co do połączeń telefonicznych, prowadzonych przez Tadeusza N. z aparatu stacjonarnego. Zwrócono się również do operatorów wszystkich sieci telefonii komórkowej o udostępnienie danych, czy podejrzany bądź reprezentowana przez niego parafia jest w posiadaniu telefonu komórkowego, a przy potwierdzeniu tej okoliczności zażądano nadesłania billingów. Dodać należy, że podejrzany zaprzeczył, aby był w posiadaniu telefonu komórkowego.

Dowody z zeznań osób, które obsługiwały przyjęcie, po uroczystościach religijnych w Jaworniku Niebyleckim wskazują, iż nie podawano i nie spożywano tam alkoholu, a obecni tam księża powracali do swoich parafii przed godziną 20. Wyniki oględzin pojazdu, którym poruszał się Edward B. oraz czas, w którym księża opuszczali Jawornik Niebylecki, zadecydowały o tym, że ewentualny udział Edwarda B. w przyjęciu imieninowym księdza Stęchłego, oraz ewentualny udział w wypadku będzie przedmiotem wyjaś-nienia w dalszej fazie śledztwa.

Aktualnie przesłuchiwani są świadkowie, ustaleni w ostatnim okresie, powtarzane są również dowody z zeznań osób, przesłuchanych w pierwszej fazie postępowania. W najbliższym okresie zostaną ponownie przesłuchani w charakterze świadków duchowni przejeżdżający przez Połomie, po uroczystościach religijnych w Jaworniku Niebyleckim, ze szczególnym uwzględnieniem pojazdów, jakimi się wówczas poruszali. Z uwagi na to, że zeznania niektórych osób, znajdujących się w krytycznym czasie w odległości kilkudziesięciu metrów od drogi, na której miało miejsce zdarzenie, wskazują na zbieżność usłyszenia „trzasku” z momentem przejeżdżania „samochodu osobowego w kolorze ciemnym”, koniecznym jest sprawdzenie pojazdów osób powracających z uroczystości religijnych w Jaworniku Niebyleckim. Z materiału dowodowego bowiem wynika, że księża wracali drogą, prowadzącą przez Połomię bezpośrednio jeden po drugim. Seat Ibiza Tadeusza N. jest koloru czerwonego, a Polonez Edwarda B. jest koloru zieleni morskiej.

Nadto przez cały czas publikowane są komunikaty, wzywające osoby, mające wiadomości w niniejszej sprawie, do kontaktu z Policją bądź Prokuraturą Rejonową w Rzeszowie, celem ich przesłuchania w charakterze świadków.

Na kanwie dotychczasowych ustaleń krytycznie należy ustosunkować się zarówno do odstąpienia od podjęcia próby zbadania stanu trzeźwości Tadeusza N. bezpośrednio po jego zgłoszeniu się do Komendy Powiatowej Policji w dniu 8 maja br., jak i bardzo opóźnionego, bo dopiero w dniu 3 czerwca 2002 r. przeprowadzenia z udziałem ekspertów Laboratorium Kryminalistyki KWP szczegółowych oględzin samochodu m-ki Polonez, którym w krytycznym dniu wracał Edward B.

W tym zakresie popełnione uchybienia wytknięte zostały już kierownictwu prokuratury apelacyjnej, a dalszy przebieg postępowania karnego w tej sprawie będzie monitorowany przez Prokuraturę Krajową.

Karol Napierski
Prokurator Krajowy

Dorzucamy kilka dodatkowych pytań i wątpliwości, które wynikły z naszych reporterskich dociekań.

1. Policyjni eksperci badający Poloneza Caro na przednim zderzaku po prawej stronie spostrzegli świeżą rysę. Niewykluczone, że zadrapania zrobiono z premedytacją, aby ukryć w tym miejscu rysę nieco starszą. Czy nie istnieją bardziej wyrafinowane niż zastosowane techniki badania metalu? W końcu chodzi o zabicie dziecka i o dobre imię biskupa.

2. W protokole z sekcji zwłok napisane jest, że Ania miała 134 cm wzrostu. Ze szkolnej karty zdrowia dziecka wynika natomiast, że owszem, Ania miała 134 cm wzrostu, ale dwa lata temu. W dniu wypadku miała co najmniej 154 cm wzrostu. Czy to przypadek, że biegły i dwóch prokuratorów obecnych na sekcji zwłok dziewczynki popełnili tak podstawowy błąd? Może chodziło o to, że przy wzroście 134 cm łatwiej dopasować złamania ofiary do zderzaka ciężarówki lub busa?

3. W maju prokuratura w Rzeszowie, przejęła sprawę ze Strzyżowa. Dlaczego nie przesłuchano księdza biskupa oraz ks. Stanisława Stęchłego, proboszcza z Niebylca, do którego przed wypadkiem zajechał biskup na imieniny? Może prokuratura dowiedziałaby się tego co my: przed godziną ósmą wieczorem, 7 maja z plebanii w Niebylcu wyjeżdżał zielony Polonez Caro. Jego kierowca – mówiono nam – o mało nie potrącił kobiet idących poboczem.

4. Brakuje zeznań najważniejszego, bezpośredniego świadka zdarzenia w Połomi, choć wiemy, że taki był.

5. 8 maja ks. Tadeusz Niziołek zeznawał na policji w Strzyżowie. W protokole czytamy: …nie wiem czy ksiądz biskup Białogłowski jechał przed czy za mną. Dwóch policjantów z Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie oddelegowanych do zbadania tej sprawy dotarło bez kłopotów do świadków – m.in. do kobiety, której Ania zmarła na rękach już po tym, jak przejechał ją swoim Seatem ks. Niziołek. Dopiero wtedy okazało się, że ksiądz nie przejechał trupa – jak miejscowa prokuratura wcześniej podała, a co „NIE” negowało, bo wcześniej z tym świadkiem rozmawialiśmy.

6. Po co ks. Tadeusz Niziołek pojawił się u rodziców Ani Betlei, udając tylko świadka zdarzenia. Rodzina wiedziała, że ma do czynienia ze sprawcą i udowodniła proboszczowi, że kłamie. W końcu przyznał się, że on jechał Seatem, ale dziecko spadło pod jego auto jakby prosto z nieba.

7. Ks. Niziołek powiedział rodzinie, że następnego dnia po wypadku spowiadał w Babicy.
Zatem wielebny kłamie mówiąc o 20-godzinnym szoku po wypadku, bo skoro mógł spowiadać, to i zeznawać na policji.

8. Ksiądz wyraził zdziwienie, że rodzina śmie się go czepiać, skoro dostała już pieniądze. Mieli je księża przywieźć do domu państwa Betleja. Rodzina nazywa to wierutnym kłamstwem rozgłaszanym przez proboszczów z okolic Połomi. Czy nie oznacza to matactwa, które uzasadnia aresztowanie?

9. Policja powinna była ustalić, co działo się po wypadku, a więc po ósmej wieczorem 7 maja na plebaniach w Połomi i Boguchwale. Według naszych informacji, najprawdopodobniej w Boguchwale odbyła się ponadgodzinna pilna narada księży. O czym mówili u proboszcza, który ma znajomości w Komendzie Wojewódzkiej Policji? Zdaje się, że policja i o tym spotkaniu wie, ale nie docieka, czy nie zawarto tam zmowy, co zeznawać.

10. Czy prawdą jest, że ks. Tadeusz Niziołek jest notowany na policji za udział we wcześniejszym podobnym wypadku? Policji możemy podpowiedzieć tyle: nie szukajcie w systemie komputerowym, bo tam nic nie będzie. Rozpytajcie ludzi.

11. Dlaczego prokurator prowadząca sprawę Grażyna Kurczyna odmówiła podania numerów rejestracyjnych i nazwy ubezpieczyciela samochodu księdza Niziołka panu Robertowi Bagińskiemu z Biura Doradztwa i Dochodzeń Roszczeń Odszkodowawczych po Wypadkach Komunikacyjnych? Trzeba dodać, że człowiek ten otrzymał notarialne pełnomocnictwo od rodziny Ani do zajmowania się sprawą. Interesuje nas również, dlaczego pani prokurator usiłuje utrudnić działanie oskarżycielowi posiłkowemu, jakim jest brat zabitej Ani.

Te i inne wcześniej poruszane przez nas kwestie mogą dowodzić, że w tej sprawie trwa manipulacja policyjno-prokuratorska. My nawet wiemy, który ważny gliniarz za tym stoi, a przynajmniej stał. I w razie czego podamy to do publicznej wiadomości opisując jego karierę.

Na koniec dodajmy, że Kuria w Rzeszowie nakazała czytanie po kościołach oświadczenia, które wcześniej ukazało się w prasie. Kuria twierdzi, że biskup był niewinny, a my stosujemy komunistyczne metody, więc mamy się bić w piersi i kajać. Sądzimy, że Kuria wie, kto powinien bić się w piersi, ale w odróżnieniu od komunistów Kościół stroni od tego sportu, choć zaleca owieczkom spowiedź i pokutę.

[2002] NIE.com.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: