Matka Boska i zabójcy

Matka Boska Częstochowska nawiedziła województwo podkarpackie. Jest jeden trup i zagadka: proboszcz zabił czy raczej biskup i dlaczego sukienkowi dobrodzieje tak uciekali, że pozwolili skonać dziecku, które przejechali?

7 maja, wtorek
11-letnia Ania Betleja przykleja na oknach rodzinnego domu w Połomi wizerunki Matki Boskiej Częstochowskiej. Po 2 zł za sztukę. Dziecko było tego dnia dwa razy w miejscowym kościele. Połomia przygotowuje się do wielkiego święta. Pobocza drogi krajowej nr 9 z Rzeszowa do Barwinka migocą kolorowymi wstążkami i flagami w barwach narodowych i watykańskich.

Przed piątą po południu samochód z kopią obrazu MB Częstochowskiej przyjeżdża do kościoła w Jaworniku. Zjechała duża grupa księży. Uroczysta msza. Dzieci przyjmują sakrament bierzmowania z rąk biskupa Edwarda Białogłowskiego.

Kolację dla księży przygotowano w miejscowej szkole podstawowej. Usługują nauczycielki.

Przed ósmą wieczorem pierwsi księża zaczynają opuszczać Jawornik w swoich samochodach. Ania rusza poboczem drogi po koleżankę. Razem miały iść do kościoła. Było jasno i ciepło. Chwilę później sąsiedzi słyszą głuchy trzask i kolejne dwa – cichsze – oraz odgłos szybko odjeżdżającego samochodu. Hamowania nie słyszał nikt. Ludzie wybiegają na drogę. Zatrzymują się samochody jadące od strony Rzeszowa. Dziewczynka umiera na drodze tuż obok swego domu.

Tego dnia Episkopat Polski ogłasza, że wykroczenia drogowe są grzechem. Policja rozsyła komunikaty do prasy.

8 maja, środa
W prosektorium strzyżowskiego szpitala przeprowa-dzono sekcję zwłok dziewczynki.

Po trzeciej po południu do Komendy Powiatowej Policji w Strzyżowie zgłasza się 49-letni ksiądz Tadeusz Niziołek, proboszcz parafii w Nowej Wsi k. Czudca. Jest w sutannie. Od wypadku w Połomi minęło 20 godzin. Licząc od kolacji do ewentualnego pobrania krwi czas akuratny, żeby alkohol z niej zniknął. Ksiądz zeznaje, że to on przejechał dziecko. Twierdzi, że dziewczynka leżała na drodze i nie żyła. Uciekł z miejsca wypadku, ponieważ był w szoku. Oświadczył też, że w chwili wypadku był trzeźwy. Został zatrzymany. Seat Ibiza należący do księdza trafia do policyjnego garażu.

9 maja, czwartek
Seata sprawdzają biegli z Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie. Wieczorem ksiądz opuszcza areszt. Ma zarzut spowodowania wypadku i ucieczki z miejsca zdarzenia. W Połomi ludzie zastanawiają się, dlaczego ksiądz nie udzielił dziewczynce ostatniego namaszczenia i jak długo może trwać szok. W ludziach się gotuje.

10 maja, piątek
Mieszkańcy Połomi biorą udział w pogrzebie Ani. Gnębi ich pytanie: skoro ksiądz „tylko” przejechał martwą dziewczynkę, to kto ją potrącił pierwszy? Zaczyna się układanie puzzli: kto co widział we wtorek. Po południu Matka Boska Częstochowska nawiedza Niebylec. Ksiądz Tadeusz ma już adwokata.

13 maja, poniedziałek
„Super Nowości” cytują prokuratora Złotka: Wyniki sekcji zwłok wskazują, że dziewczynkę potrącił duży samochód – dostawczy, być może ciężarowy. Została uderzona w bok. Tymczasem oględziny pojazdu wykazują, że Seat rzeczywiście uderzył dziecko, kiedy leżało na jezdni. Są ślady na zderzaku, są też na podwoziu. – Szukamy dalej sprawcy wypadku. Przyznaję, że nie będzie to łatwe. Gazeta podaje również oficjalne stanowisko prokuratury: ksiądz przejechał martwą dziewczynkę.

Zeznają świadkowie, głównie inni księża wracający z uroczystości w Jaworniku.

14 maja, wtorek
Na nasze pytanie, kto przeprowadzał sekcję zwłok dziewczynki, prokurator Złotek odparł, że to tajemnica. Powiedział jedynie, że biegły z Krosna. Zdziwiło nas to, bo wiedzieliśmy już, że prokuratura zwracała się z tą sprawą do biegłego z Rzeszowa. Ustalamy uczestników sekcji: policyjny fotograf, prokuratorzy rejonowi J. Złotek i Z. Hus oraz biegły z Krosna i jego pomocnik. Od komendanta powiatowego policji w Strzyżowie Witolda Batora dowiadujemy się, że Seat księdza stoi w policyjnym garażu, ale aby go obejrzeć, trzeba mieć zgodę prokuratora. Jacek Złotek nie zgadza się. Kierujemy tę prośbę do Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie.

Matka Boska wyjeżdża z kościoła w Wyżnem do Babicy. Dojechała szczęśliwie. Z apteki należącej do żony
prokuratora Złotka w Niebylcu zdejmują transparent: „Witamy Cię Maryjo”.

15 maja, środa
Prokuratura Okręgowa informuje, że nie dostaniemy zgody na oględziny samochodu księdza. Poza tym samochód jest w KW Policji w Rzeszowie. Tłumaczymy, że według nas stoi w Strzyżowie i wydaje się być kluczem do sprawy. Prokurator Kosior z okręgówki mówi, że musi ustalić, gdzie jest to auto. W komendzie policji w Strzyżowie dyżurny informuje, że nie ma komendanta. Dzwonimy do komendanta na komórkę: chcemy rozmawiać z policjantem prowadzącym sprawę. Komendant Bator mówi, że musi się skonsultować i prosi o telefon za 10 minut. O wyznaczonej godzinie w komórce komendanta włącza się poczta głosowa. Zastępca komendanta wojewódzkiego policji przyznaje, że samochód księdza jest zabezpieczony w Strzyżowie.

Znajdujemy mężczyznę, który w feralny wtorek kilka minut po wypadku był na miejscu zdarzenia w Połomi. Kilka minut przed tragedią, włączając się do ruchu, na głównej drodze widział pędzącego z dużą szybkością przez Niebylec Seata Ibizę. Policja nie dotarła
do tego faceta.

Udaje nam się ustalić pewne fakty. Odbiegają nieco od wersji oficjalnej: 7 maja po uroczystościach w Jaworniku księża wyjeżdżali małymi grupami po kilka samochodów. Podczas kolacji był alkohol. Jedna z takich grup samochodów przemknęła przez Niebylec w kierunku niedalekiej Połomi tuż przed godziną 20 we wtorek. Aut było kilka. Po kilku minutach zdarzył się ten wypadek. Nie zatrzymał się żaden samochód z całej grupy księżowskich aut.

Ustaliliśmy również, że na miejscu chwilę po zdarzeniu pojawił się samochód jadący w kierunku Rzeszowa. Auto zatrzymało się. Wysiadła z niego kobieta i podbiegła do leżącego w poprzek drogi dziecka. Ania miała wyczuwalny puls! To jest jeden z czterech świadków, którzy mogą potwierdzić, że nawet po tym, jak dziewczynkę przejechał ksiądz Tadeusz, Ania jeszcze żyła! My znaleźliśmy tego świadka bez kłopotu. Policja nie. Mężczyzna, który zatrzymał się na miejscu wypadku, też potwierdził, że dziecko żyło. Dzwonił po pomoc. Twierdzenia prokuratury, że ksiądz najechał na martwe już dziecko, wydają się nieprawdziwe, więc dziwne.

Policyjne wiewiórki potwierdzają, że sprawa śmierdzi, i to bardzo. Ksiądz Tadeusz Niziołek jest wrabiany w sprawę, ponieważ Anię jako pierwszy potrącił ktoś znacznie ważniejszy w hierarchii kościelnej. Ktoś, kto jechał Polonezem Caro zielonym o odcieniu morskim. Zdaniem naszych wiewiórek, proboszcz z Nowej Wsi ma wziąć winę na siebie, ale nie będzie tego żałował.
Oficjalnie policja szuka sprawcy bardzo energicznie.

Obserwujemy. W Nowej Wsi do plebanii i ks. Niziołka podjeżdża Skoda Felicja bordo i znika w garażu. Wiemy z całą pewnością, że policja nie znalazła świadków, do których my dotarliśmy z łatwością. Nie zwróciła się o billingi rozmów telefonicznych księdza Tadeusza Niziołka z plebanii ani też z jego komórki. Nie wie więc, z kim się kontaktował ani też, kto do niego dzwonił przez 20 godzin od wypadku do zgłoszenia się na policję. Nie wie również, dlaczego ksiądz Tadeusz Niziołek tak długo zwlekał z wizytą w komendzie.

Bez większych trudności udało nam się potwierdzić z całą pewnością, że ksiądz Tadeusz Niziołek następnego dnia po wypadku, w środę 8 maja od rana, spokojnie spowiadał w kościele w Babicy. Nie był więc w szoku, jak zeznawał policji. Mógł natomiast czekać na telefon, co ma dalej robić.

Ustaliliśmy również, że feralnego wtorku, ok. godz. 20, główną drogą nie jechała żadna ciężarówka ani bus.

Policja bez problemów mogła ustalić, kto podróżował w tym czasie samochodami jadącymi od Rzeszowa i przesłuchać podróżnych. Ustaliliśmy też, że ksiądz Niziołek i komendant powiatowy policji w Strzyżowie Witold Bator pochodzą z jednej miejscowości – Gwoźnicy. Najistotniejsze: zielonym Polonezem Caro o odcieniu morskim jeździł bez kierowcy biskup Edward Białogłowski.

Kilka dni wcześniej ks. biskup był tym samochodem na pewnej imprezie raczej towarzyskiej. Też bez kierowcy. Wiemy również, że ks. biskup bierzmował dzieci w Jaworniku 7 maja, w dniu nawiedzenia Matki Boskiej Częstochowskiej. Odwiedził też ks. Stanisława Stęchłego, proboszcza z Niebylca. Proboszcz organizował imieniny. W systemie ewidencji pojazdów nie znaleźliśmy żadnego samochodu zarejestrowanego na nazwisko biskupa. Policyjne wiewiórki poinformowały, że to nic nadzwyczajnego. Zapytaliśmy komendanta policji w Strzyżowie, kto według policji faktycznie potrącił dziecko jako pierwszy i czy była to ciężarówka, jak chciał prokurator. Komendant Bator odparł, że nie i policja szuka obecnie samochodu osobowego. Raport techników z Komendy Wojewódzkiej Policji w Rzeszowie potwierdza wersję księdza Tadeusza, że najechał on na leżącą już dziewczynkę.

17 maja, piątek
Akta sprawy są w Prokuraturze Okręgowej w Rzeszowie. Objęła nadzór nad sprawą. Dowiadujemy się w tej prokuraturze: z akt wcale nie wynika, że dziecko nie żyło przed tym, jak przejechał je ksiądz Seatem. Dowiadujemy się również, że najlepszy biegły sądowy patomorfolog w województwie oburzył się, że to nie on robił sekcję zwłok.

Policyjne wiewiórki nieoficjalnie mówią, że wersja z Polonezem jest najbardziej prawdopodobna.

Podczas mszy w Połomi ks. prałat Jan Kordas mówi, że na temat wypadku ludzie wygadują różne rzeczy, których nie są pewni. Sugeruje również, że to Ania była sprawczynią wypadku. W innych kościołach księża przestrzegają dzieci, aby uważnie wracały do domu, bo jak się zdarzy nieszczęście, znowu wrogie siły będą obwiniać księży. Ludzie wychodzą z kościołów, gwiżdżą.

20 maja, poniedziałek
Komendant ze Strzyżowa Wiktor Bator jest na urlopie. Prokuratura Okręgowa pisze wytyczne i rano jeszcze nie wiadomo, czy sprawa wróci do Strzyżowa. Zastępca komendanta KPP w Strzyżowie komisarz Witold Wójcik informuje, że zgłaszają się kolejni świadkowie. Kuria milczy. Ksiądz Tadeusz Niziołek jest nieuchwytny, podobnie jak biskup. Na nasze pytanie, dlaczego nie sprawdzono billingów rozmów księdza Tadeusza, komendant odsyła nas do prokuratora. Prokurator Złotek twierdzi, że nie ma akt i faktycznie już nie prowadzi sprawy, choć dowiedział się o tym nieoficjalnie.

Nas dziwi: dlaczego księdzu nie zadano prostego pytania. Kto jechał przed nim drogą krajową nr 9 w Połomi 7 maja ok. godz. 20. Musiał widzieć wypadek, skoro ludzie słyszeli najpierw trzask charakterystyczny dla uderzanego przez auto ciała, a po krótkiej chwili dwa głuche odgłosy – jak gdyby ciała najeżdżanego.

Policja wie dużo o tej sprawie, ale nieoficjalnie. Oficjalnie szuka ducha i jak znamy życie, nigdy go nie znajdzie. To kolejna poszlaka, że trzeba badać, czy zabójcą jest być może biskup.

Białogłowski Edward Eugeniusz, lat 57.

Święcenia kapłańskie przyjął 17 czerwca 1972 r. Od 1987 r. biskup tytularny Pomarii i sufragan przemyski. Od 1992 r. sufragan rzeszowski. Członek Komisji Episkopatu ds. Powołań Duchownych, Ekumenizmu oraz Duszpasterstwa Turystycznego. W Kurii Diecezjalnej przewodniczący Wydziału Nauki Chrześcijańskiej, Komisji Liturgicznej, Komisji ds. Architektury i Sztuki Sakralnej. Członek Kolegium Konsultorów i Rady Kapłańskiej. Profesor propedautyki teologii w rzeszowskim Wyższym Seminarium Duchownym oraz wykładowca Filii UMCS w Rzeszowie. Doktor teologii
dogmatycznej.

„Biskupi Kościoła Katolickiego w III Rzeczpospolitej.

Leksykon Biograficzny”, Krzysztof Rafał Prokop, Kraków 1998 wyd. I.

[2002]

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: