Grzech nieprzedawniony?

Czy historia piętnastolatka sprzed ośmiu lat spowoduje wznowienie śledztwa w sprawie wykorzystywania seksualnego nieletnich przez księdza Andrzeja D. Dziś ksiądz będzie ponownie przesłuchany

Chodzi o dwudziestokilkuletniego dziś mężczyznę, który zgłosił się do prokuratury po reportażu „Grzech ukryty w Kościele” opublikowanym w „Gazecie” w marcu 2008 r. Opisaliśmy w nim kilkunastoletnią historię zamiatania pod dywan przez szczecińską kurię skandalu obyczajowego wokół zasłużonego dla archidiecezji księdza Andrzeja D.

Kilku wychowanków utrzymuje, że w pierwszej połowie lat 90. byli seksualnie wykorzystywani przez kapłana, gdy sprawował on pieczę nad kościelną placówką wychowawczą dla trudnej młodzieży – schroniska im. Brata Alberta w Szczecinie.

Chciał do szkoły księdza D.

Po tej publikacji szczecińska prokuratura wszczęła śledztwo. Jednak dwa tygodnie temu umorzyła je. Według prokuratury część czynów uległa przedawnieniu (bo chodzi o zdarzenia z lat 1990-95). A część jest nie do udowodnienia „ze względu na znaczny upływ czasu”.

Ale zdaniem mecenasa Michała Kelma, pełnomocnika byłych podopiecznych księdza D., decyzja o umorzeniu była przedwczesna i bezpodstawna. – Potwierdzam, że złożyłem zażalenie na decyzję prokuratora o umorzeniu, ale nie będę dyskutował o argumentach, na które się powołuję – mówi „Gazecie” Kelm. – One są do wiadomości sądu – dodaje.

Według naszych ustaleń przypadek 15-latka, na który w zażaleniu powołuje się mecenas Kelm, jest w całej sprawie najlepiej udokumentowany. Są świadkowie, którzy potwierdzają, że z powodu zachowań księdza D. chłopak był w złym stanie psychicznym i szukał specjalistycznej pomocy.

Działo się to osiem lat temu. Piętnastoletni wtedy chłopak miał starać się o przyjęcie do liceum wieczorowego w Szczecinie, które organizował właśnie ks. Andrzej D. Dwudziestokilkuletni dziś mężczyzna zeznał w śledztwie, że kapłan zamknął go wtedy w jednej ze szkolnych sal i zmusił do seksu oralnego. Z powodu przeżytej traumy chłopak zgłosił się do placówki terapeutycznej prowadzonej przez katolickiego zakonnika w innej miejscowości na południu Polski. Poddał się terapii grupowej.

Potwierdzają to zarówno zeznania duchownego psychoterapeuty, jak i uczestników zajęć.

Dziś ksiądz Andrzej D. ma być ponownie przesłuchany. Najpóźniej za kilkanaście dni prokuratura ma przekazać zażalenie mecenas Kelma sądowi. Ten zdecyduje, czy śledztwo będzie wznowione.

W historii sprzed ośmiu lat nie można mówić o przedawnieniu, działa się kilka lat po wydarzeniach w schronisku im. Brata Alberta (i nie miała z nią bezpośredniego związku).

Prokuratura: Coś tam zaszło

Prokurator Zbigniew Bielawski, wiceszef Prokuratury Rejonowej Szczecin-Zachód, która umorzyła śledztwo, potwierdził „Gazecie”, że istnieje w nim taki wątek. – Tu rzeczywiście nie ma mowy o przedawnieniu – przyznaje Bielawski.

– Ale też nie można mówić o wykorzystaniu seksualnym nieletniego, bowiem ten chłopak miał już skończone piętnaście lat. Jego zeznania też nie są kategoryczne, są wręcz na tyle niejasne, że trudno zarzucić księdzu gwałt czy użycie siły. Coś tam zdaje się zaszło między dwojgiem ludzi, ale nie było to przestępstwo. Dlatego jestem przekonany, że decyzja o umorzeniu śledztwa nie była błędem. Tak się sprawy mają. Tu naprawdę nie chodzi o krycie kogokolwiek.

Jednak – jak się dowiedzieliśmy – po zażaleniu mecenasa Kelma prokuratura chce przesłuchać nie tylko księdza, ale też dwie inne osoby (nie chce powiedzieć jakie). – To takie uzupełniające przesłuchania, by rozwiać wszelkie wątpliwości – podkreśla Bielawski. – Będziemy wnioskować do sądu o odrzucenie zażalenia adwokata. Oczywiście nie mam pojęcia, jaką decyzję sąd podejmie – dodaje.

Czy w śledztwie, w którym przesłuchano około 120 świadków, prokuratura popełniła błąd? Nasi informatorzy uważają, że tak. – Nie było gwałtu, bo piętnastoletni dzieciak nie stawiał oporu, gdy się do niego dobierał ksiądz? – komentuje prawnik dobrze znający tę sprawę. – Tu chodzi o przemoc psychiczną, jakiej dopuszcza się dorosły na zależnym od siebie dziecku. To nie śledczy jest w stanie ocenić, czy był gwałt, czy nie, lecz biegły psycholog. Tylko specjalista może ustalić, czy ofiara przeżyła traumę i kto jest jej sprawcą.

Ale szczecińska prokuratura nie zgodziła się na powołanie psychologa w tym konkretnym przypadku. Uznała, że nie ma takiej potrzeby.

Andrzej D. prowadzi teraz dom księży emerytów w Szczecinie – funkcję tę pełnił również przed publikacjami „Gazety”. Część byłych wychowanków zdecydowanie bierze go w obronę – uważają, że nie mógł popełnić zarzucanych mu czynów i jest jedynie ofiarą zemsty ze strony byłych współpracowników, którym uniemożliwił awans.

[2009] Wyborcza.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: