FiM – Alfabet mafii (2)

Spośród czynnych zawodowo dewiantów w sutannach ujawnionych w minionym dziesięcioleciu zaledwie cząstka została osądzona przez świecki wymiar sprawiedliwości.

O tych, którym się upiekło, biskupi i przełożeni zakonni zadbali jak o własne dzieci. Popatrzmy:
* Ks. Michał M. jest wpływowym proboszczem w diecezji kaliskiej, choć został zdemaskowany (nawiasem mówiąc, całkiem przypadkowo) przez dwójkę młodych ludzi, którzy wybrali się na grzyby w rejon Lasów Antonińskich, gdzie zamiast prawdziwka wyrósł jak spod ziemi znany im duchowny, kopulujący w zaroślach z dzieckiem. – Jego partnerem był mały chłopiec. Z pewnością nie miał więcej niż 12 lat – twierdzili naoczni świadkowie ekscesu, opisując daremne wysiłki plebana szukającego schronienia za drzewami. Nie mieli cienia wątpliwości, że to on, bo przy drodze zauważyli jeszcze znany w mieście samochód („Uwaga, wielebni” – „FiM” 41/2003). I co dalej? Świadkowie nie odważyli się na złożenie zawiadomienia o przestępstwie. – Choć afera wyszła na jaw i nawet dotarła do biskupa Stanisława Napierały, to szybko ukręcono jej łeb, bo proboszcz ma wszędzie świetne układy i tylko samobójca odważyłby się przeciwko niemu zeznawać – tłumaczył nam jeden z miejscowych notabli. Ksiądz Michał oczywiście do dzisiaj dzieli i rządzi w mieście;

* Ks. Wojciech P. ze zgromadzenia zakonnego księży palotynów próbował uwieść niespełna 15-letniego dzieciaka. „Marzę o tym, żeby mnie zdominował młody chłopiec. Chodzi mi o układ Pan niewolnik, gdzie Ty byłbyś oczywiście Panem. Chcę, abyś Ty się trochę na mnie wyżył (w granicach rozsądku). Oczywiście, jeżeli chcesz, to mogę stawiać lekki opór, ale tylko dla fasonu. Lubię jak partner na mnie siedzi, jak przy rozłożeniu na łopatki. Miło by było, gdybyś pomógł mi w masowaniu mojego penisa” – tłumaczył ks. Wojciech w jednym z niewielu nadających się do cytowania listów, nalegając dalej: „Odpisz, proszę! Wiem, że jesteś w szkole, ale ja się nie mogę doczekać”. Dla lepszego zrozumienia przesyłał uczniowi adresy stron internetowych, aby obejrzał sobie przed spotkaniem, co będzie musiał robić, żeby zapracować na honorarium: „Co do sumy kieszonkowego, to na pewno będę grzeczny” – nęcił. Później kalkulował: „Ile czasu byś był ze mną za dwie stówki?”. Gdy chłopak połknął haczyk, palotyn zaczął się targować: „A może stówka Ci wystarczy?”.

Na miejsce planowanej randki ks. Wojciech wybrał Katowice. Dlaczego akurat tam? „W dużym mieście będziemy anonimowi i nie ma tylu zawistnych oczu, niektóre hotele żądają dokumentów. Gdy osoba towarzysząca jest niepełnoletnia, mogą robić kłopoty” – wyjaśniał chłopcu („Ksiądz bez twarzy” – „FiM” 6/2006). Dodajmy, że ów kapłan zajmował w hierarchii zakonnej bardzo wysoką pozycję (m.in. wykładał w palotyńskim Wyższym Seminarium Duchownym), miał też w życiorysie ciekawy okres, kiedy to z nominacji arcybiskupa lubelskiego sprawował funkcję kapelana tamtejszych harcerzy. A co dzisiaj porabia ks. Wojciech? Mieszka i spokojnie pracuje duszpastersko w bardzo „bezpiecznym” dużym mieście B.; odsunięto go tylko od kleryków, żeby nie zaczął ich zbyt wcześnie rozbestwiać „stówkami”;

* Ks. Waldemar P. z diecezji pelplińskiej najpierw zgwałcił upojonego alkoholem licealistę z T., a następnie doprowadził go do homoseksualnej prostytucji. – Czułem się strasznie, ale sprawy zaszły zbyt daleko, żebym mógł o nich opowiedzieć rodzicom bądź policji. Nie umiałem pokonać wstydu – opowiadał „FiM” nastolatek, gdy wreszcie oprzytomniał i starannie udokumentował ukrytą kamerą pożegnalne spotkanie, po czym zaoferował przełożonym pedofila prawo pierwokupu tego multimedialnego spektaklu („Miękkie lądowanie” – „FiM” 16/2009).

Zapłacili mu ciężkie pieniądze, ale inwestycja była opłacalna, bo ks. Waldemar cieszy się wolnością, a biskup pelpliński Bernard Szlaga (fot. dolne)… czystymi rękami. – Pieniądze za zamknięcie mi ust dał ksiądz Waldemar, ale w pertraktacjach bez-pośrednio uczestniczył proboszcz z T. Mówił, że na polecenie samego biskupa, który za jego pośrednictwem zobowiązuje mnie do zachowania w tej sprawie najściślejszej tajemnicy – ujawnił „FiM” nastolatek.

* Ks. Krzysztof Sz. był wikariuszem parafii w C. (diecezja pelplińska), gdy przygotowywał tamtej-szych gimnazjalistów do sakramentu bierzmowania. W przypadku jednej z uczennic polegało to na tym, że brał ją sobie regularnie do łóżka w celach szkoleniowo-seksualnych. Na trop grzesznego związku wpadła matka gimnazjalistki, ale prokuratura musiała umorzyć śledztwo. Cudowny traf, który uratował ks. Krzysztofa przed więzieniem, polegał na tym, że uwiedziona uczennica zdążyła tuż przed chwilą inicjacji skończyć 15 lat („Wyścig z czasem” – „FiM” 25/2008). Zniesmaczony perspektywą skandalu bp Szlaga skierował ks. Krzysztofa Sz. na urlop zdrowotny do rodzinnych K., co przecież „nie oznacza ani zawieszenia, ani ukarania” – zastrzegał rzecznik kurii, ks. Ireneusz Smagliński.

* Franciszkanin Andrzej S., który skorzystał z dobrodziejstwa przedawnienia zbrodni wykorzystywania seksualnego dziecka i zdołał w porę ewakuować się z USA, działa teraz duszpastersko w M. (diecezja łowicka), a jego konfratra (też pedofila), o. Michała B., władze zakonne schowały w W., nieopodal Grodziska Wielkopolskiego;

* Ks. Andrzeja M. z archidiecezji poznańskiej, oskarżanego przez jednego z kleryków o wykorzystywanie seksualne, abp Stanisław Gądecki odsunął po naszej publikacji („Powtórka z Paetza” – „FiM” 25/2003) od seminarium. Odnaleźliśmy go dzisiaj na posadzie proboszcza w K.;

* Ks. Stanisław G., proboszcz dużej parafii w M. (diec. zamojsko-lubaczowska), wymknął się Temidzie, choć oskarżenie o popełnienie „innej czynności seksualnej” wobec 13-letniego chłopca groziło mu co najmniej „zawiasami”. Tym bardziej że biegły sądowy twardo stwierdził, iż „zachowanie Stanisława G. nosiło znamiona „innej czynności seksualnej” w rozumieniu kodeksu karnego. Było to zachowanie z grupy tzw. zachowań apetytywnych, polegających na wysyłaniu sygnałów i badaniu sposobu reagowania na nie”. Wielebnego zalotnika uratowała prokuratura, powołując jeszcze jednego biegłego o bardzo znanym nazwisku, który orzekł, że ręka majstrująca przy genitaliach dziecka „może być wyrazem preferencji seksualnych, np. efebofilii, orientacji homoseksualnej”(„Ciepło w majtkach” – „FiM” 15/2006), ale bp Wacław Depona wszelki wypadek ewakuował podejrzanego do mikroskopijnej parafii w P.;

* Księża Krzysztof W. i Mariusz C. należą do zgromadzenia zakonnego o zasięgu światowym, prowadzącego w naszym kraju kilkanaście parafii tudzież rozmaitych ośrodków pomocy bądź opieki. Ten pierwszy podczas wyjazdowego turnieju piłkarskiego ministrantów wszedł jednemu z chłopców do łóżka i zaczął go obmacywać. Chłopak się bronił, więc napastnik dał spokój. Ponownie spróbował po miesiącu, kiedy to – odwiedziwszy dzieciaka w domu – przewrócił go na kanapę, usiadł nań okrakiem i zaczął dwuznacznie ocierać się, rezygnując z podniety dopiero wówczas, gdy ofiara zareagowała krzykiem. „Młody, ja cię kocham!” – tłumaczył swoje zachowanie ks. Krzysztof. Trzecie podejście polegało na masażu erotycznym: „Młody, rozepnij pasek i opuść trochę te spodnie, będzie mi wygodniej, a tobie lepiej” – relacjonował nam post factum ministrant. Gdy zażądał od siedzącego mu na plecach i wiercącego się wielebnego, żeby natychmiast stamtąd zlazł, usłyszał zdyszane: „No, młody, proszę, jeszcze trochę… Proszę… Aaa…”.

Ksiądz Mariusz był dyrektorem zakonnego ośrodka, gdzie uczy się i mieszka kilkudziesięciu chłopców zaliczanych do tzw. trudnych dzieci. Gdy wyszło na jaw, że sypiał wspólnie z niektórymi wychowankami i jedną ręką ich obmacywał, a drugą się onanizował, został nagle odwołany z funkcji i w trybie ekspresowym wysłany przez zakon „na leczenie do Włoch” („Życie seksualne dzikich” – „FiM” 33/2007).

Ks. Mariusz wrócił już ze słonecznej Italii i dostał przydział do parafii w mieście W., gdzie znajduje się reprezentacyjna placówka zakonu. Jest tam katechetą i opiekunem ministrantów. Ks. Krzysztof niedawno wysoko awansował i należy do ścisłych władz zgromadzenia;

* Ks. kanonik Alfred W. jest proboszczem parafii we wsi W. (archidiecezja poznańska) i zatrudnił się tam dodatkowo jako nauczyciel religii. Podczas lekcji wychowawczej w szóstej klasie na temat „Zły i dobry dotyk” ministranci od księdza W. opowiedzieli nauczycielce takie rzeczy, że ta oniemiała. Okazało się, że proboszcz na basenie obmacywał dzieci i zachwycał się ich siusiakami („Szatan w szóstej klasie” – „FiM” 28/2005).
– Mój dwunastoletni syn wypłakał mi się, że podczas spowiedzi musiał temu draniowi odpowiadać, czy lubi bawić się ptaszkiem i czy ma już na nim włoski – mówiła nam jedna z matek.
– Sama nie wiem, co teraz zrobić. Jestem przecież katoliczką, chodzę do kościoła, spowiadam się u księdza W. On tyle dobrego zrobił dla parafii. Nie wolno zdeptać jego dobrego imienia! Jak mam go o ten incydent na basenie zapytać? – zastanawiała się w rozmowie z dziennikarzem „FiM” zdesperowana dyrektorka szkoły;

* Zero tolerancji dla dewianta w sutannie mieli rodzice i dyrekcja gimnazjum w Woli Sernickiej k. Lubartowa (archidiecezja lubelska). Uczący tam religii ks. Mieczysław M. został natychmiast odsunięty od zajęć szkolnych, gdy tylko wyszło na jaw, że molestuje uczennice („FiM” 48/2006);

* Ks. Andrzej Z., wikariusz ze Skawicy k. Suchej Beskidzkiej (archidiecezja krakowska), robił sześcioletniej dziewczynce rozbierane zdjęcia. Wpadł, bo zadenuncjował go fotograf, u którego wywoływał pedofilskie fotki. Uratował skórę, bo sąd uwierzył, że to była tylko „taka pamiątka”, i wymierzył zboczeńcowi zaledwie 10 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 3 lata („Fotoerotoman” – „FiM” 29/2004). Mimo swoich 47 lat wielebny wypoczywa obecnie na zasłużonej emeryturze w Domu Księży im. Jana Pawła II w uroczym miasteczku M., gdzie odprawia msze i spowiada w pobliskiej parafii;

* Żadna większa krzywda nie spotkała też franciszkanina Czesława Z. Ten w salce katechetycznej klasztoru w Katowicach-Panewnikach urządził dom schadzek, gdzie udostępniał kolegom po fachu (m.in. Ryszardowi D.) 15-letniego Dawida, dowożonego z miasta przez blisko związaną z zakonem bogobojną niewiastę Katarzynę W. Obaj mnisi zainkasowali raptem po rok i osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu („Franciszkanin pedofil” – „FiM” 30/2001). Dzisiaj spokojnie zażywają wywczasów w innym klasztorze, choć trzeba przyznać, że przełożeni pilnują, żeby nie zamykali się w jednej celi z dziećmi.

* Gdy ks. Stanisław z małej wiejskiej parafii w archidiecezji wrocławskiej uczył jeszcze religii, miał taki zwyczaj, że sprawdzał (w ramach higieny, ma się rozumieć), czy dzieci mają czyste majteczki. Na wszelki wypadek odsunięto go jednak od szkoły. Mając dużo wolnego czasu, poświęcał się więc pracy duszpasterskiej z wagarującymi chłopcami. Ściągał ich do swojej garsoniery w położonej nieopodal Bielawie, upijał i… wiadomo;

* Ks. Antoni z diecezji elbląskiej opiekował się upośledzonym chłopcem, z którym dziennikarz „FiM” miał okazję porozmawiać po tym, jak pewien ministrant zdybał plebana na gorącym uczynku. Gdy zapytaliśmy chłopca, czy podobało mu się w łóżku z księdzem, odpowiedział: – Mnie tak bardzo nie bolało, ale księdza musiało boleć, bo sapał i stękał… („Uwaga, wielebni” – „FiM” 41/2003);

* Ks. G. jest znamienitym prałatem w diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, ale zaczynał swoją karierę w parafii W. (diecezja zielonogórsko-gorzowska). Uciekł stamtąd po zgwałceniu dziecka. „Później przepraszał, tłumaczył, że nie mógł się opanować, bo jestem taka śliczna. Zagroził karą boską, jeśli komukolwiek o tym opowiem” – oświadczyła nam na piśmie Ewa z Gorzowa Wielkopolskiego, ze zgrozą wspominająca szczenięce lata;

* Dorosła już Julia ujawniła, że jako 13-letnie dziecko była wielokrotnie wykorzystywana seksualnie przez ks. S., 60-letniego dziś proboszcza wiejskiej parafii w diecezji sosnowieckiej. – Miałam 12 lat, gdy ksiądz S. przeżywał orgazm, trzymając mnie na kolanach. Na szczęście nie próbował mnie zgwałcić, a podejrzewam, że mogłoby mu się to wówczas udać. Potwornie się bałam, a on jeszcze stękał mi do ucha, że jeśli komuś o tym powiem, Pan Bóg surowo mnie ukarze. Wciąż mam tę scenę przed oczami – wspomina ofiara dzikich żądz wielebnego celibatariusza („Nie płacz, Ewka” – „FiM” 24/2008).

Obu kobietom pozostała trauma, im – tłuste probostwa.

* Kilkunastoletni chłopcy przygotowujący się u bonifratrów w Prudniku do kariery kapłańskiej prowadzili – w ramach swojej formacji duchowej i na polecenie tzw. mistrza postulatu (o. Łukasz Chruszcz) – dziennik, w którym mieli obowiązek notować naganne, ich zdaniem, zachowania współbraci. Oto fragment najmniej obscenicznych zapisków: „5 października 2005 roku: Brat … (tu imię zakonne – dop. red.) łapał mnie dzisiaj za krocze, ponawiając wcześniejszą propozycję stosunku seksualnego (…). 16 grudnia 2005 r.: Brat … namawiał mnie, żebym mu zrobił „masaż pałki”. Dzisiaj znowu przebrał się i paradował po klasztorze w kobiecych ciuszkach…” („Homofratrzy” – „FiM” 4/2006).

Gdy o rui i porubstwie trzech mnichów (m.in. próby wejścia w nocy do sypialni chłopców) o. Chruszcz zaalarmował urzędującego w Rzymie generała zakonu, o. Pascuala Pilesa Ferranda, Kuria Prowincjalna oo. Bonifratrów we Wrocławiu skupiła się na usunięciu z postulatu wszystkich ujawnionych przez opiekuna ofiar molestowania. – Sytuacja, która powstała u bonifratrów we Wrocławiu, a polegająca na tym, że ofiary nadużyć seksualnych zostały ukarane, a sprawcy wzięci w opiekę, sprawiła, że ja z takim zakonem nie mogłem się identyfikować. Ponieważ nie otrzymałem z Rzymu satysfakcjonującej odpowiedzi, po 25 latach kapłaństwa postanowiłem rzucić to wszystko, nie czekając na decyzję generała. Co więcej: uznałem, że również z takim Kościołem nie mogę się identyfikować i 1 marca 2006 roku formalnie wystąpiłem z Kościoła rzymskokatolickiego – mówi „FiM” Łukasz Chruszcz;

* Czterej księża z diecezji płockiej mieli pecha, że ich seksualne upodobania wyszły na jaw w okresie powszechnej już dyskusji o problemie pedofilii w Kościele, bo biskup Piotr Libera (po latach tuszowania podobnych występków przez swoich poprzedników) tym razem nie mógł przymknąć oka („Rzeczpospolita wprost sensacyjna” – „FiM” 10/2007). I tak:

* za molestowanie dzieci ksiądz kanonik doktor Dariusz K. został zdjęty z funkcji dyrektora Papieskich Dzieł Misyjnych Diecezji Płockiej i Diecezjalnego Referenta Duszpasterstwa Misyjnego, ks. Cezary B. – z posady kapelana harcerzy, a ks. Ryszard P. przestał być diecezjalnym duszpasterzem ministrantów;

* za pedofilię internetową ks. Jarosławowi N. odebrano etat instruktora terapii zajęciowej w Caritasie oraz wakacyjnego opiekuna najuboższych dzieci. Wszystkich ukarano suspensą – zakazem sprawowania publicznie obrządków religijnych i czerpania z nich korzyści majątkowych.

* Dekretem z 18 listopada 2005 r. biskup ełcki Jerzy Mazur mianował ks. Dariusza D. asystentem diecezjalnym, czyli kościelnym nadzorcą Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Okazał się jej ogromnym przyjacielem, zwłaszcza młodziutkich dziewczynek. Przejawiało się to m.in. tym, że namiętnie je przytulał, wkładał łapy pod bluzki, badając przyrost piersi, dotykał ud w okolicach pachwin… „Przyszedł do mojego pokoju. Zakradł się od tyłu, włożył mi ręce pod bluzkę, dotykał moich piersi, potem włożył mi ręce w majtki” – opowiada na łamach „Gazety Wyborczej” jedna z podopiecznych ks. Dariusza. Biskup dał wiarę wyjaśnieniom wielebnego, że te relacje to najzwyklejszy wymysł nabuzowanych hormonami małolatek, i awansował wielebnego na proboszcza wiejskiej parafii w C., gdzie księży dotyk nie budzi żadnych zastrzeżeń;

* Ks. Jacek służył pod komendą arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia w korpusie księży kapelanów wojskowych, a obecnie podlega jurysdykcji ordynariusza łowickiego biskupa Andrzeja Dziuby. Nie jest formalnie związany z żadną parafią diecezji. Mieszka w swoim prywatnym mieszkaniu, posługi religijne sprawuje w różnych kościołach. Jest do wynajęcia – „na zastępstwo” – w okresie nasilenia potrzeb duszpasterskich (kolęda, rekolekcje, urlopy). Po pracy lubi wypić, a po kilku setkach dostaje małpiego rozumu, m.in. rozpoczyna polowanie na 12–14-letnich chłopców, którym proponuje pieniądze za seks („Dr Jekyll & Mr. Hyde” – „FiM” 19/2006). Gdy zaproponowaliśmy (grzecznie i na piśmie) biskupowi Dziubie układ: nic nie napiszemy, jeśli zapewni nas, że „podejmie środki zaradcze (leczenie)” wobec podwładnego, ekscelencja zaniemówił i ten stan trzyma go do dzisiaj;

* Ministrant Piotr G. marzył o karierze mnicha w zakonie michalitów. Całkiem mu przeszło, gdy przy okazji przygotowań formacyjnych został doprowadzony do stanu nietrzeźwości i zgwałcony przez proboszcza parafii w Z. (archidiecezja warmińsko-mazurska), a spowiednik z Gdańska, któremu o tym opowiedział, kazał mu… wznosić modły za gwałciciela i cieszyć się z nowego doświadczenia, bowiem „natchnie go duchowo” („Zgwałcone powołanie” – „FiM” 7/2002);

* Ks. Waldemar S. z parafii w G. (diecezja koszalińsko-kołobrzeska) utrzymywał bardzo ożywione stosunki z ministrantami. Zwłaszcza seksualne. Gdy jeden z nich nie przyszedł na umówioną randkę, rozpalony do czerwoności pleban powybijał szyby w oknach domu chłopca. Sygnał o pedofilskich upodobaniach dotarł wówczas do kurii i ks. Waldemar został za karę przeniesiony do parafii w C., gdzie sprawuje obowiązki „pomocy duszpasterskiej”.

###

W ubiegłotygodniowym „Alfabecie mafii” zobowiązaliśmy się do uzupełnienia listy znanych nam pedofilów o 28 nazwisk. Przedstawiliśmy je z naddatkiem, pomijając już takich gigantów jak abp Juliusz Paetz, dwóch powszechnie znanych prałatów z Gdańska czy ks. Jan D. ze zgromadzenia palotynów, deprawujący niepełnosprawne dziewczynki w Domu Pomocy Społecznej. Tych duchownych nie wymieniamy, bo z uwagi na wiek i stan zdrowia zdecydowanie nie mogą już molestować. Nie uwzględniamy w naszej specyfikacji również nieboszczyków: księży Brunona K. z Gdańska, Olgierda N. z zakonu marianów, Wojciecha T. zasztyletowanego w Blachowni czy Ernesta K., przewodniczącego Trybunału Metropolitarnego w Gdańsku, zarżniętego przez rumuńskiego kochanka. Spuszczamy zasłonę miłosiernego milczenia na pedofila ks. Edwarda S. (diecezja koszalińsko-kołobrzeska). Jego kilkunastoletni kochanek Marcin M., gdy dorósł, zabił załogi dwóch plebanii, bo nauczył się zdobywać tam łatwe pieniądze.

Postaciami z nieco innej, chociaż też seksualnej bajki, są: ks. dr Bronisław Paweł R. z zakonu palotynów (szef i medialna „twarz” Katolickiego Ruchu Antynarkotycznego KARAN, molestujący seksualnie podopiecznych), kamilianin pedofil ks. Mirosław Sz. czy wreszcie gwałciciele: ks. Krzysztof J. z Częstochowy i ks. Tomasz R. z Białegostoku.

Dla urozmaicenia warto natomiast zająć się postawą biskupów wobec ludzi zgłaszających im problem pedofilii…

„Już ponad 6 lat czekam na odpowiedź w poniższej sprawie. I co? Nie stać Was na zwykłe słowo przepraszam? Czy takiego postępowania uczył Was Jezus Chrystus? Ponoć Wasz Mistrz! Mój wysłany list był tej treści: »Niniejszym informuję, że będąc ministrantem w Parafii Kudowa-Czermna pw. św. Bartłomieja, byłem molestowany seksualnie przez ks. Wikarego Franciszka Sz. (w oryginale pełne nazwisko). Byłem molestowany nie tylko ja, ale również inni ministranci, którzy służyli razem ze mną do Mszy św. Molestował mnie w zakrystii kościelnej i na plebanii, gdzie mnie i kolegów często zapraszał. Jego zachowanie było tolerowane przez ks. proboszcza Kruczka i jego przełożonych, czyli Kurię Wrocławską. Dopiero po dobrych kilkunastu latach, aby mieć spokój z ks. Sz., wydalono go do Niemiec, gdzie zapewne też molestował. Księdza pedofila Sz. ukrywał najpierw kard. Kominek, a później żyjący jeszcze Henryk Gulbinowicz«. W dalszym ciągu czekam na Waszą odpowiedź”– napisał przed kilkoma miesiącami do kurii wrocławskiej p. Edward. W dalszym ciągu czeka. Podobnie zresztą jak kilkadziesiąt innych znanych nam ofiar pedofilskich afer, które uległy już, niestety, przedawnieniu. Ale dowodzą jednego: ten problem istnieje w Kościele od zawsze…

[2010] FaktyiMity.pl Nr. 15(527)/2010

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: