FiM – Nie lękajcie się!

Czternastoletni chłopiec napisał do nas: „Tata by mnie zabił, że ksiądz mnie obmacywał i nie tylko, a ja komuś o tym powiedziałem”…

Karalność pedofilii przedawnia się po upływie 15 lat od jej popełnienia, natomiast w prawie cywilnym roszczenia z tytułu czynów niedozwolonych będących przestępstwami przedawniają się dopiero po 20 latach. Ofiarom szukającym sprawiedliwości, a niemającym środków na sądową wojnę z wielebnymi zboczeńcami, redakcja „Faktów i Mitów” uroczyście deklaruje udzielenie bezpłatnej pomocy prawnej. Niektórzy już nam zaufali…

W czerwcu 2009 r. Sąd Okręgowy w Bydgoszczy uczynił prawomocnym wyrok sądu I instancji skazujący franciszkanina Krzysztofa P. z klasztoru w Pakości (opiekun ministrantów bardziej znany jako brat Seweryn – na zdjęciu) na 4,5 roku więzienia za wykorzystywanie seksualne lekko upośledzonego podopiecznego. Haniebne praktyki mnicha już opisywaliśmy (por. „Bratnia dusza” i „Gorycz słodyczy” – „FiM” 7, 50/2008), więc jedynie w skrócie przypomnijmy, że wielebny:
# rozpoczął deprawowanie chłopca, gdy ten miał 10 lat;
# na początku obiecywał dziecku czekoladki, jeśli będzie posłuszne, i pozwoli się nago fotografować oraz dotykać…

Te sceny rozgrywały się w zakrystii kościoła, w położonym tuż obok ośrodku powołań, a także za klasztorną klauzurą, gdzie br. Seweryn bez trudu wprowadzał swoją ofiarę, nie kryjąc jej przed konfratrami. Gdy matka dziecka dowiedziała się o eksperymentach dokonywanych na synu, poszła z awanturą do gwardiana. Efekt? Nakazał kobiecie milczenie, a zboczonemu koleżce pozostawił nauczanie religii w gimnazjum oraz opiekę nad dziećmi, które w przyklasztornym ośrodku „miło i radośnie przeżywały spotkanie z Bogiem i św. Franciszkiem z Asyżu” (cyt. z plakatu reklamowego). I tylko ostrzegł konfratra, żeby działał nieco ostrożniej.

„Seweryn strasznie mnie skrzyczał, że to przecież miała być nasza tajemnica i on teraz może mieć przeze mnie duże kłopoty” – zeznał chłopiec podczas utajnionego procesu.

„Jak długo brat Seweryn nie zostanie skazany prawomocnym wyrokiem, tak długo uznajemy go za niewinnego” – twierdzili wówczas franciszkanie z poznańskiej centrali prowincji św. Franciszka z Asyżu.

A co zrobili, gdy już został skazany?
– Najpierw przysłali na przeszpiegi poczciwego Ozeasza, takiego brata łatę, który był kiedyś w Pakości i cieszy się w mieście dużą sympatią i zaufaniem. Naobiecywał rodzicom chłopca wszelką możliwą pomoc oraz przyjazd różnych ważniaków z władz prowincji, no i faktycznie wkrótce przyjechali. Podobnie jak brat Seweryn – z batonikami, czekoladkami i cukierkami – zaalarmowała „FiM” nauczycielka z K., gdzie obecnie uczy się chłopak.

Spotkaliśmy się z nim w obecności rodziców. Oto co nam powiedzieli…
– Po wyroku w pierwszej instancji pojawił się u nas nieoczekiwanie ojciec Ozeasz. Powiedział, że dostał polecenie od prowincjała (był nim wówczas o. Adrian Buchcik – dop. red.), który chciałby nas odwiedzić i zaoferować pomoc, a on ma rozeznać, czego najbardziej potrzebujemy. Przyjechali obaj tuż przed ubiegłorocznymi świętami wielkanocnymi. Przywieźli kawę, czekolady… całą reklamówkę słodyczy i stroik wielkanocny. Za całe 60 zł, jak później obliczyłam. Prowincjał zachowywał się bardzo lekceważąco. „No, Ozeasz, mów co masz mówić, bo nie mamy czasu!” – poganiał. Ozeasz zapewniał, że w razie potrzeby zakon udzieli synowi pomocy psychologicznej, że prowincjał zrobi z księżmi porządek, rozgoni po innych klasztorach to całe towarzystwo, które dopuściło do skandalu i… na tym koniec. Zapytał jeszcze, jak nam się wiedzie finansowo. Powiedziałam zgodnie z prawdą, że źle. Pokiwali głowami, powzdychali, wypili herbatę i poszli. Od tej pory nie dają znaku życia, a gdy niedawno zwróciliśmy się z sugestią, żeby ufundowali choćby skromne stypendium oraz wyprawkę szkolną, może jakiś komputer, bowiem nas na takie ekstrawagancje nie stać, a syn po tych wszystkich przejściach musi się teraz uczyć indywidualnie, odpowiedzieli (patrz skan), że to problem Seweryna – relacjonuje matka.

– Ojciec Efrem (Henryk Dziemiński, proboszcz administrowanej przez franciszkanów parafii św. Bonawentury w Pakości – dop. red.) zrobił mamie i mnie na kolędzie straszną awanturę, że zeznawałem w prokuraturze. Kpił, że na pewno podobało mi się to, co robił Seweryn – mówi nam chłopak. – Mogłeś przecież niczego nie rozgłaszać. Wystarczyłoby, żeby tata dał mu po ryju i przeniosłoby się go do innego klasztoru – powiedział. Gdy odparłem, że tata mógłby pójść za to siedzieć, stwierdził: No i co z tego? Chodzę teraz do szkoły w K. i leczę się, bo to, co robił mi Seweryn, było straszne. Sam nie umiem się z tym uporać – dodaje.

– Mnisi doskonale znają sytuację materialną tej rodziny i wiedzą, że nie stać jej na zawleczenie zakonu do sądu. Stąd też bierze się ich lekceważący stosunek – ocenia nauczycielka z K.

24 kwietnia 2009 r. nowym szefem poznańskiej prowincji franciszkanów został ojciec doktor Filemon Tadeusz Janka. Przesłaliśmy mu przed kilkoma dniami smutną informację: „Wielebny ojcze, w porozumieniu z ofiarą przestępstwa oraz jej rodzicami redaktor naczelny „FiM” podjął decyzję o pokryciu wszystkich kosztów pomocy prawnej w procesie o wypłacenie przez Prowincję odszkodowania dla molestowanego przez Waszego konfratra dziecka. Proszę łaskawie pamiętać, że brat Seweryn nie krzywdził go prywatnie, lecz jako osoba, której władze zakonne powierzyły instytucjonalną opiekę nad ministrantami. Uprzejmie doradzamy w tej sytuacji podjęcie pilnych i wymiernych działań na rzecz ofiary”.

Zapomnieliśmy jedynie dopisać, żeby wziął pod świątobliwą rozwagę, że przegrany ewidentnie (choćby po odwołaniu w Strasburgu) proces niechybnie uruchomi lawinę pozwów (wzorem USA, Irlandii, Niemiec, Austrii, Holandii, Szwajcarii) i mogą one okazać się zabójcze nie tylko dla prowincji…

###

Trwa jeszcze śledztwo w opisywanej przez nas niedawno sprawie ks. Zbigniewa R., proboszcza z Kołobrzegu i pieszczocha koszalińsko-kołobrzeskich biskupów, który przez kilka miesięcy gwałcił 13-letniego Adasia, późniejszego kleryka Wyższego Seminarium Duchownego (por. cykl „Tanie dranie” – „FiM” 4, 5, 6/2010).

„Gdy masturbował się, musiałem uklęknąć i czekać. Wytrysku dokonał na moją twarz, a później kazał mi iść się umyć” – to jedno z niewielu nadających się do publikacji wspomnień Adama, weryfikowanych obecnie przez prokuraturę.

Dla dobra śledztwa (trzymamy rękę na jego pulsie) nie chcemy ujawnić więcej szczegółów, ale możemy zdradzić, że dzięki naszym publikacjom zgłosiły się jeszcze inne ofiary księdza Zbigniewa R., które podaliśmy prokuraturze na przysłowiowej tacy. Adam chce nie tylko ukarania złoczyńcy. Domaga się od diecezji choćby symbolicznego zadośćuczynienia finansowego za to, że zmuszono go do odejścia z seminarium, gdy ujawnił swoim przełożonym fakt molestowania seksualnego przez ich kolegę po fachu, a biskupi tolerowali i awansowali ks. Zbigniewa, choć jego preferencje seksualne były powszechnie znane.

„Niech nienawiść cię nie zniszczy, modlimy się o to” – próbuje teraz przekabacić Adama (w liście sprzed kilkunastu dni) prefekt WSD ks. dr Jarosław Kodzia, który wcześniej zarzucał klerykowi: „Nie miałeś najmniejszego prawa i bardzo źle zrobiłeś, osądzając kapłana! Powinieneś milczeć i nikomu nic nie mówić o molestowaniu”.

Z wielebnym ks. Jarosławem oraz jego szefami biskupami prawdopodobnie spotkamy się wkrótce przed sądem cywilnym. Daliśmy Adamowi słowo, że w razie potrzeby dostanie od nas pomoc prawną.
On jest zdecydowany, żeby iść na wojnę, a my nie rzucamy obietnic na wiatr…

###

Na portalu internetowym Kaszubskie Forum pojawiły się relacje o pedofilskich sprawkach ks. Andrzeja S., byłego wikariusza parafii św. Kazimierza w Kartuzach (diec. pelplińska), któremu ówczesny ordynariusz bp Marian Przykucki (późniejszy arcybiskup metropolita szczeciński) pozwolił umknąć przed wymiarem sprawiedliwości. Pewnie po to, żeby mógł „po odbyciu rekolekcji i obietnicy poprawy wylądować na posadzie proboszcza w diecezji toruńskiej oraz zająć bardzo wpływowe stanowisko w obejmującym tę parafię dekanacie” – co ujawniliśmy niedawno w „Alfabecie mafii” („FiM” 17/2010).

W zamieszczonych na forum wspomnieniach czytamy m.in.:
# „Mój brat był w czasach ks. Andrzeja S. ministrantem. Pewnego dnia wrócił do domu i powiedział, że nikt go nie zmusi do powrotu do ministrantury. Miał wtedy 15 lat. Mama dociekała dlaczego, co się stało, ale on wstydził się rozmawiać. Po 3 tygodniach przerwał milczenie. Pamiętam, jak razem z rodzicami poszli do proboszcza (ks. Tadeusz M. – dop. red.). Niestety, proboszcz zaczął zamiatać sprawę pod dywan. Uważał, że posadzenie sobie chłopca na kolanach i wspólne oglądanie z nim zdjęć i dotykanie jego krocza wcale nie musi oznaczać molestowania”;
# „Pamiętam, jak plebania i biuro parafialne św. Kazimierza było jeszcze u państwa K. (okres budowy nowego kościoła – dop. red.), gdzie odbieraliśmy kartki do spowiedzi. Koledzy ze szkoły często tam zachodzili, ale zawsze sami. Dziwnie się później zachowywali, nie umieli spojrzeć w oczy. Mieli po wizycie różne rzeczy. Ser żółty, twixy (batony czekoladowe – dop. red.), a nawet butelki ze smoczkiem dla dzieci”.

List dotyczący tego samego ks. Andrzeja, ale nie sprzed lat, nadesłał nam przed kilkoma dniami jego obecny parafianin: „Boję się taty, bo chyba by mnie zabił za to, że ksiądz mnie obmacywał i nie tylko, a ja komuś o tym powiedziałem. Ale taka jest prawda. To samo robił jeszcze jednemu chłopakowi. Mówiłem pani w szkole, ale powiedziała, że zwariowałem. Najlepiej, żeby ktoś zgłosił na policję i podał mnie na świadka, to wtedy wszystko bym opowiedział” – podpowiada 14-letni Wojtek ze wsi nieopodal Brodnicy.

Przypominamy więc rodzicom, nauczycielom i opiekunom, że przecież sam santo subito Jan Paweł II w 1978 r., gdy wybrali go papieżem, wołał: „Nie lękajcie się!” i zapewniał, że „prawda nas wyzwoli”…

[2010] FaktyiMity.pl Nr 19(531)/2010

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: