Bunt w parafii

Obrzucanie wiernych obelgami, windowanie cen za udzielanie sakramentów, remont plebanii zamiast kaplicy. Takie zarzuty padają pod adresem proboszcza z Raszyna. Zbulwersowani parafianie postanowili wywieźć go na taczce.
58-letni Grzegorz Krysztofik objął parafię pod wezwaniem św. Szczepana w Raszynie dwa lata temu. Ma pod opieką 10 tys. dusz, a do pomocy trzech wikariuszy. Wcześniej prowadził parafię w Lewiczynie w okolicy Grójca. Opuścił ją po awanturze i groźbach wywiezienia na taczce. Miało pójść o opryski drzew owocowych: oskarżył sadowników, że go trują.

– Źle go wspominamy. Rodziców dzieci komunijnych obrzucał obelgami, bo nie chcieli, by do sakramentu przystąpiły w albach, – opowiada mieszkanka Lewiczyna.

Potem ksiądz przeniósł się na 12 lat do parafii w Nadarzynie. Grupa mieszkańców tej miejscowości opowiada, że po jego odejściu zamówili mszę dziękczynną.

W Raszynie Krysztofik również nie ma dobrej opinii. Ponad siedmiuset parafian podpisało się pod petycją do kardynała Józefa Glempa oraz biskupa Mariana Dusia. Domagają się natychmiastowego przeniesienia kapłana do innej parafii. Teraz czekają na odpowiedź. To już drugie pismo do zwierzchników proboszcza.

Taca bez kontroli

Petycja jest skutkiem konfliktu, który wybuchł na początku 2004 roku. Zaczęło się od sposobu, w jaki Krysztofik potraktował swojego poprzednika ks. Stanisława Leszczyńskiego. Kapłan ten sprawował posługę przez 29 lat. Po wylewie nie mówił i nie chodził. Kuria zastąpiła go Krysztofikiem. Mieszkańcy mieli nadzieję, że dla proboszcza znajdzie się miejsce w parafii. Jednak Leszczyński trafił do domu spokojnej starości w Otwocku.

– Potem zniknęły pieniądze na budowę kaplicy cmentarnej. Zebraliśmy na nią ponad 200 tys. złotych. Za te pieniądze proboszcz prawdopodobnie wyremontował plebanię – opowiada „Rz” parafianin. Tę informację potwierdzają inni. Mieszkańcy Raszyna dopatrzyli się braku zgody od konserwatora zabytków na remont zabytkowej plebanii. W oczy kłuło ich też bogate urządzenie budynku, m.in. telewizor plazmowy z zestawem kina domowego wart ok. 30 tys. zł.

Gdy wierni dowiedzieli się o rozrzutności, rozpoczęli akcję pod nazwą: „złotówka na tacę”. Niskimi datkami bojkotowali rozrzutnego księdza. Grzmiał z ambony, że parafialna kasa jest pusta. Ponieważ przed jego przyjściem było w niej ok. 250 tys. zł, stanem finansów zainteresowała się rada parafialna.

– Wtedy ksiądz ją rozwiązał i ani myśli o utworzeniu nowej – mówią mieszkańcy.

– Zgodnie z prawem kanonicznym powołanie rady ekonomicznej, która jest organem doradczym dla proboszcza, jest obowiązkowe – wyjaśnia ks. prof. Wojciech Góralski, specjalista od prawa kanonicznego z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego.

Nie ufają proboszczowi

Brak możliwości kontroli sprawił, że wierni sami zaczęli patrzeć księdzu na ręce. Zauważyli, że po jego przyjściu wzrosły opłaty za udzielenie sakramentów, m.in. ślub kosztuje 1,6 tys. złotych, a wcześniej 600 zł.

– Proboszcz domaga się 150 zł za otwarcie bramy cmentarza. Biednym odmawia pochówku, odsyłając słowami: „jak nie stać cię na nasz cmentarz, to idź na Wólkę” – denerwuje się Jacek Wiśniewski, przewodniczący rady Szkoły Podstawowej nr 1 w Raszynie.

Kontrowersje budzą też opłaty za sprzątanie kościoła (11 tys. zł!), remont pieca (11 tys. zł; choć była propozycja za 7 tys.) oraz sprezentowanie bp. Piotrowi Jareckiemu obrazu wartego 36 tys. zł. Parafianie mają też księdzu za złe zamontowanie za 16 tys. zł hałaśliwych kurantów.

– Księdza powinna obwiązywać ustawa o zamówieniach publicznych. Przecież wydaje nasze pieniądze – uważają parafianie.

Dostrzegli, że z kościoła znikają elementy wyposażenia, m.in. krzyż z XVI wieku. Zagadnięty o niego ksiądz, lawirował w wyjaśnieniach. Najpierw winą obarczał poprzednika, potem opowiadał, że sam przekazał go muzeum archidiecezjalnemu. Wierni spytali, czy tam jest, ale nie było go tam. Dopiero po interwencji u konserwatora zabytków krzyż się odnalazł.

Skąd ten brak zaufania do księdza? – Nasza czujność pojawiła się po sygnałach od parafian z Nadarzyna – przekonuje Jacek Wiśniewski. – Zyskał tam przydomek „kolekcjoner” po tym, jak z konserwacji nie wróciło sześć obrazów. Wspominają go tam jako „najdroższego księdza”, bo zostawił parafii blisko 120 tys. długu.

Informacji o długu i znikających obrazach nie potwierdza jednak Leokadia Wyłupek, dyrektorka przedszkola w Nadarzynie i członkini rady parafialnej.

– Biskup Duś w osobistej rozmowie z nami nie zaprzeczał, gdy pytaliśmy o dług w Nadarzynie – odpiera Wiśniewski.

Na taczkę przez alby

Raszyniacy skrzyknęli się przeciwko księdzu we wrześniu 2005 r. po awanturze o strój, w jakim 115 dzieci miało przystąpić w tym roku do pierwszej komunii. Ksiądz upierał się, by były to alby. Rodzice woleli skromne sukienki dla dziewczynek i komże dla chłopców. Ich sprzeciw budziła też oplata za komunię: 350 zł (150 zł za alby i po 50 zł za sprzątanie kościoła, kwiaty, pamiątki i datek na ubogich). Okazało się, że proboszcz wliczył w tę kwotę prezent dla siebie. Od każdego dziecka miał otrzymać 50 zł. Krysztofik chciał też wynająć własnego fotografa i zlecić szycie alb wyznaczonej przez siebie krawcowej.

– Gdy obstawaliśmy przy swoim, powiedział, że szaty, w których nasze dzieci pójdą do komunii, będą zbrukanymi szmatami – oburza się Janusz Modrzecki, ojciec córki, która szła do komunii.

– Straszył nas, że jeżeli nie ustąpimy, to sprawi, iż żaden ksiądz nie udzieli naszym dzieciom sakramentu – oburza się inny rodzic i radny Tomasz Szwed.

– Kiedy uprzedzaliśmy, że zawiadomimy o jego zachowaniu zwierzchników, śmiał się, mówiąc, iż nic mu nie zrobią, bo jest bliską rodziną prymasa Polski abp. Józefa Glempa – dodaje Jacek Wiśniewski.

Mimo gróźb w listopadzie 2005 roku parafianie napisali do prymasa. Po kilku tygodniach na list odpowiedział bp Jarecki. Napisał, że występowanie przeciw proboszczowi jest złamaniem IV przykazania, bo „ksiądz jest jak ojciec”.

Pod koniec marca ktoś przykuł do drzwi kościoła żółtą taczkę z napisem: „proboszcz won”. Sekatorami odcięła ją straż pożarna.

Kto taczkę postawił?

– Tylu ludzi sobie zraził, że mógł to zrobić każdy – uważa Tomasz Szwed.

Mieszkańcy Raszyna mają żal do wójta gminy Piotra Iwickiego. Zamiast poprzeć ich starania, pojechał bronić proboszcza do kurii. Tymczasem w rozmowie z „Rz” wójt wyjaśniał, że niewiele wie na temat sporu z proboszczem.

Sam ks. Krysztofik nie znalazł czasu na rozmowę z dziennikarzami „Rz”. Zasłaniał się „ciszą potrzebną na skupienie” podczas rekolekcji dla księży, w których obecnie uczestniczy. Zarzuty wiernych nazywa „papierowymi pomówieniami i plotkami”.

Tymczasem w Raszynie akcja zbierania podpisów pod odwołaniem księdza trwa. Do wczoraj na liście było 120 kolejnych nazwisk.

[2006.04.21] Rezeczpospolita.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: