Na plebanii zmarło dziecko wikarego. Proboszcz: – Ja nie jestem śledczym

Kobieta urodziła dziecko wikarego na plebanii pw. św. Andrzeja Boboli na Junikowie w Poznaniu. W czasie porodu dziecko zmarło, wikary nie wezwał pogotowia. Prokuratura postępowanie umorzyła, a księdza wysłano na misję na Ukrainę

Do zdarzenia doszło półtora roku temu. Do dokumentów sprawy w prokuraturze dotarł teraz „Głos Wielkopolski”.

Z informacji ujawnionych w piątek przez dziennik wynika, że 24 lutego 2011 r. w mieszkaniu ks. Mariusza G. na plebanii rozpoczął się poród jego dziecka. Matką była dziewczyna, którą poznał na rekolekcjach. Według jej zeznań w prokuraturze spotykali się regularnie, a kobieta u niego mieszkała.

Wikary miał zeznać w prokuraturze, że kiedy kobieta zaczęła odczuwać skurcze porodowe, przygotował jej posłanie i poszedł do swojego pokoju słuchać muzyki. Nad ranem obudziły go jej krzyki. Dziewczyna krwawiła i prosiła o wezwanie karetki. Kapłan nie zareagował, a dziecko zmarło. Prokuratura umorzyła sprawę. Oparła się na opinii doktora Krzysztofa Kordela, który uznał, że szanse na uratowanie dziecka w szpitalu byłyby nikłe, bo dziecko było owinięte pępowiną.

Wikary od sekt, plotki krążyły

Jak ustaliliśmy – wikary, ksiądz Mariusz G., służył w parafii pw. św. Andrzeja Boboli przy ul. Junikowskiej w Poznaniu. Trafił tam w 2008 r., zaledwie trzy lata po święceniach. – Wybitnym studentem to on nie był, ale miał artystyczne zacięcie i tym ludzi przyciągał. Zresztą z tego, co pamiętam, po święceniach arcybiskup wysłał go na studia do Torunia, na historię sztuki i konserwację zabytków. Zrządzeniem losu po latach trafił do parafii, gdzie znajdowało się liceum plastyczne – mówi jeden z kapłanów, który studiował w seminarium dwa lata wyżej od ks. Mariusza.

Parafia pw. św. Andrzeja Boboli mieści się naprzeciwko liceum plastycznego. Teraz są wakacje i uczniów nie możemy pytać o kapłana, ale wierni pamiętają go doskonale. – Miał świetny kontakt z młodzieżą, organizował wyjazdy, prowadził grupy oazowe. Naprawdę sporo się działo – mówi starsza pani, która po południu przyszła do świątyni na krótką modlitwę. Jej mąż zapamiętał kapłana jako specjalistę od sekt. – Często ten temat poruszał w kazaniach, zwłaszcza przed wakacjami. Mówił młodym, żeby się nie dali nabrać na różne sekciarskie „bajery”. Mówił młodzieżowym językiem, dlatego uczniowie go lubili – dodaje mężczyzna. Małżeństwo przyznaje, że różne plotki po parafii krążyły. – Coś się słyszało, ale nikt nie był pewny na sto procent – w podobnym tonie wypowiada się kobieta w średnim wieku, klientka położonej niedaleko apteki Junikowskiej. I dodaje: – Fakt faktem, że go szybko odwołano. Nagle proboszcz ogłosił, że ksiądz Mariusz odchodzi. To było spore zdziwienie.

Proboszcz: Ja nie jestem śledczym

Ksiądz Włodzimierz Koperski był proboszczem junikowskiej parafii, gdy doszło do zdarzenia na plebanii. Dwa tygodnie temu przeszedł na emeryturę, ale nadal mieszka w domku przy kościele. – Owszem, prokuratura wzywała mnie na przesłuchanie, ale co ja im mogłem powiedzieć, jeśli nie było mnie wtedy w parafii – odpowiada, pytany o wydarzenia sprzed półtora roku. – Ksiądz Mariusz prowadził różne grupy, ale nie zauważyłem, żeby zachowywał się nieodpowiednio. Owszem, młodzież przychodziła do niego, czasem siedzieli, modlili się i rozmawiali po kilka godzin, ale żeby on miał jakieś kochanki, to naprawdę gruba przesada. Nie mieszkała u niego regularnie żadna kobieta, bo przecież bym zauważył i zareagował – mówi zdecydowanie ks. Koperski. Były proboszcz przyznaje, że wikary powiedział mu o tym zdarzeniu. – Ale ja nie jestem śledczym. Nie mnie oceniać cokolwiek. Jako duszpasterz pytałem go tylko o jego sumienie. Powiedział, że może pełnić kapłańską posługę – kończy ks. Koperski i dodaje, że poinformował o wszystkim kurię metropolitalną.

Wikary zostaje misjonarzem na Ukrainie

Krótko po zdarzeniu przełożeni odwołali wikarego z parafii na Junikowie i przenieśli do klasztoru pod Ostrowem Wielkopolskim, a potem wysłali na Ukrainę. Dziś jest jednym z siedmiu kapłanów archidiecezji poznańskiej, którzy wyjechali na misję. Stanowisko kurii jest jednoznaczne: prokuratura umorzyła postępowanie, a więc nie ma sprawy, poza tym to wewnętrzna sprawa Kościoła.

Czy w kapłańskim środowisku mówiło się, że ksiądz Mariusz jest ojcem dziecka? – pytamy jego kolegę ze studiów w seminarium. – Jakieś wersje krążyły, ale bez szczegółów. Jeśli ni z tego, ni z owego w środku roku kapłan jest odwołany z parafii i zesłany do klasztoru, a potem na misję na Wschód, to coś jest na rzeczy. Ale niech pan nie oczekuje, że my, kapłani, będziemy o takich sprawach informować media – kończy nasz rozmówca.

[2012] Gazeta.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: