FiM – Uwaga, wielebni!

Że co? Że nie czytacie „Faktów i Mitów”? Wiemy, że czytacie, a ten artykulik przestudiujcie szczególnie starannie. Jeśli nie odnaleźliście w nim siebie, nic straconego …

W Ostrowie Wlkp. dwojgu młodym ludziom, którzy wybrali się na grzyby w rejon Lasów Antonińskich, zamiast prawdziwka wyrósł jak spod ziemi ksiądz pedofil. Łatwo sobie wyobrazić, jakie było ich zaskoczenie, gdy natknęli się na kopulującego w zaroślach Michała M. – znanego im proboszcza jednej z ostrowskich parafii.

– To było przy Czarnym Lesie. Jego partnerem był mały chłopiec. Z pewnością nie miał więcej niż 12 lat – twierdzą naoczni świadkowie sekscesu i opisują dalszy bieg wypadków: – Pierwszy uciekł dzieciak, w tym czasie ksiądz szukał schronienia za drzewami. Widzowie tej sceny starali się dyskretnie wycofać. Przy drodze zauważyli jeszcze samochód proboszcza.

O incydencie napisała lokalna „Gazeta Ostrowska”, nie ujawniając wszakże nawet inicjałów jurnego plebana. Czytam oto, że młodzi ludzie „…nie wiedzą, co zrobić. Oboje są wierzący, szanują swojego księdza. Do tej pory nie mówili i nie myśleli o nim inaczej jak »superksiądz«. Jednocześnie pojawia się w ich głowach przekonanie, że wiara i Kościół nie usprawiedliwiają takich zachowań”.

Zwierzyli się dziennikarzowi, ale czy odważą się zeznawać w prokuraturze, która czeka na formalne doniesienie o przestępstwie? Wątpliwe.

– Afera już jest, ale ukręcą jej łeb, bo proboszcz ma w mieście świetne układy. A poza tym, na tych młodych ludzi spadłby niesłychany ciężar. Na prowincji ksiądz jest nietykalny i tylko samobójca odważy się przeciwko niemu zeznawać – twierdzi jeden z miejscowych notabli.

No właśnie!
Spraw tego typu lub podobnych mam w podręcznym archiwum kilkanaście. Nie upubliczniamy ich, gdy poszkodowani zastrzegają sobie anonimowość. Boją się, wstydzą i nie chcą powiedzieć prokuratorowi tego, z czego zwierzają się dziennikarzowi. Nie jesteśmy wszechmocni, więc w pierwszej kolejności podejmujemy sprawy w naszej ocenie najważniejsze. Pozostałe odkładamy na niższą półkę. W tym czasie ktoś cierpi, a my wiemy i milczymy z powodu braku druzgocących dowodów. Paskudne uczucie.

Postanowiłam więc opublikować kilka „żółtych kartek” zredagowanych tak, by redakcji nie narazić na przegrany proces (ach, ty ironio losu!) o zniesławienie zboczeńców, ale żeby zainteresowani księża zrozumieli, że o nich mowa. Żywię nadzieję, że jeśli uprzytomnią sobie, iż są „na celowniku” – ich ofiary odetchną z ulgą.

A zatem uwaga, wielebni!
Księże Stanisławie z diecezji wrocławskiej – gdy jeszcze uczyłeś religii, uwielbiałeś sprawdzać (w ramach higieny?), czy dzieci mają czyste majteczki. Teraz ściągasz do mieszkania wagarowiczów, upijasz ich i zabawiasz się. Jesteś ostrożny, ale znamy już adres twojej garsoniery w Bielawie, gdzie wymykasz się z położonej niedaleko wiejskiej parafii.

Księże Michale z diecezji toruńskiej – „szczupły, wysoki brunecie, 178/70/18 cm, poszukujący chłopców do uprawiania seksu”. Już wiemy, kto kryje się za anonsem w prasie gejowskiej. I przestań się wreszcie przechwalać tymi rzekomymi „18 cm”…

Ojcze Marku z Legnicy – twoje wyprawy „łowieckie” pod Zgorzelec wkrótce wyjdą na światło dzienne.

Ojcze Bogdanie z tego samego zakonu – zgadnij, kto cię zdradził? Tomek, Leszek, a może Rafał?

Księże Marianie, krajowy duszpasterzu pewnej struktury oświatowej – chcesz spokojnie dożyć 60.? Odczep się od chłopców w wieku szkolnym!

Księże Antoni z diecezji elbląskiej – myślisz, że temu upośledzonemu młodzieńcowi nikt nie uwierzy? Być może. Ale wiedz, że gdy zapytałam go, czy bardzo bolało w łóżku z księdzem, odpowiedział: – Tak mocno nie, ale księdza bolało, bo sapał i stękał…

Księże Pawle z Wrocławia – w końcu musiałeś wpaść nam w oko, skoro afiszujesz się z… nastoletnim ministrantem. Jeśli jeszcze raz będzie u ciebie nocował, to samochód który mu kupiłeś, może spłonąć, bo Krzysztof, ten cherubinek, jest szalenie zazdrosny.

Niech to na razie wystarczy. Ale słuchajcie, chłopaki. Nie obiecuję wam, że to ostrzeżenie jest równocześnie rozgrzeszeniem. Może tak, a może nie. Myślcie i drżyjcie (również ci, których nie wymieniłam), bo choć nie jestem żadnym Zorro czy innym Janosikiem, spadnę wam na kark w najmniej oczekiwanym momencie.

[2003] FaktyiMity.pl Nr 41(188)/2003

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: