FiM – Ksiądz kat(olicki)

Podczas lekcji religii ksiądz bił dzieci gumową pałką policyjną i żelazną sprężyną. Dopiero po kilku latach jego sprawa trafiła do sądu.

Nawet dziś, po wielu miesiącach od tamtego zdarzenia, Bartek nie może mówić spokojnie. Gdy opowiada o tamtej lekcji religii, głos mu drży i jest bliski płaczu:

– Rozmawiałem z kolegą, gdy ksiądz nagle krzyknął, aby go nie przedrzeźniać. Nic takiego nie robiliśmy, ale ksiądz wyciągnął sprężynę, rozłożył ją i uderzył mnie z całej siły w plecy. Zacząłem płakać. Ksiądz uderzył jeszcze trzech innych kolegów, ale lżej. Już wcześniej na lekcjach bił dzieci gumową pałką.

Po szkole Bartek przyszedł do domu zapłakany. Gdy pokazał plecy, matka ujrzała potężną pręgę.

Później biegły sądowy podczas oględzin lekarskich napisze: „Krwiak na plecach długości około 30 cm zakończony w kształcie główki, szerokość około 1 cm. Główka 3 cm x 2 cm. Krwiak biegnie wzdłuż pleców od łopatki ukośnie do kręgosłupa”.

– Był to dla mnie szok – mówi Elżbieta Kowalczyk, matka chłopca. – Ksiądz, jak się później dowiedziałam, już niejednokrotnie bił dzieci podczas lekcji religii, ale nikt nie śmiał zgłosić tego np. policji. Bano się zemsty, a ponadto ksiądz jest na wsi panem i władcą. Nawet dyrektor szkoły, do której uczęszcza Bartek, nie potrafił tego przeciąć błyskawicznie, choć zapewne wiedział o skłonnościach księdza. Przecież kilka lat wcześniej miał miejsce podobny przypadek. Tym razem postanowiliśmy jednak nie darować.

W połowie czerwca do Sądu Rejonowego w Grójcu wpłynął pozew przeciwko kapłanowi z Worowa. „Oskarżam Czesława Wróbla, zam. Worów, gm. Grójec, księdza parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Worowie – czytamy w piśmie skierowanym do sądu – o to, że w dniu 13 czerwca 2002 r. na lekcji religii uderzył metalową sprężyną  w plecy mojego nieletniego syna Bartłomieja Kowalczyka, powodując u niego obrażenia w postaci krwiaka o dł. 30 cm, które to obrażenia naruszyły czynności narządów jego ciała na okres do dni siedmiu”.

Szkoła podstawowa w Bikówku, do której uczęszcza Bartek. Dyrektor Jan Kołodziejczyk doskonale pamięta zdarzenie z czerwca tego roku, gdy w jego gabinecie pojawił się ojciec Bartka.

– Skierowałem wówczas ojca chłopca do dziekana w Grójcu, ale to nic nie dało. Sam też rozmawiałem z księdzem proboszczem. Potwierdził on, że uderzył chłopca, gdyż zdenerwował się.

– Z pisma skierowanego do sądu wynika, że podczas lekcji ksiądz uderzył jeszcze kilku uczniów.

– Nic mi na ten temat nie wiadomo – odpowiada dyrektor.

– Dlaczego nie reagował pan na wcześniejsze sygnały w sprawie bicia dzieci podczas lekcji religii?

– Chyba rok wcześniej było podobne zdarzenie, ale rodzice szybko wycofali skargę, więc nie było podstaw do jakiegokolwiek działania z mojej strony. Rozmawiałem jednak z księdzem i przyrzekł on potem publicznie, podczas posiedzenia rady pedagogicznej, że już nigdy nie dojdzie do podobnego zdarzenia.

– A jednak doszło, choć można było tego uniknąć. Przecież sprawa bicia dzieci gumową pałką policyjną i metalową sprężyną była powszechnie znana w szkole, wiedzieli o tym zarówno nauczyciele, jak i dzieci.

– Nic na ten temat nie wiedziałem.

Magda, uczennica szkoły w Bikówku: – Ksiądz bił dzieci na każdej lekcji religii i krzyczał na nas.

Maciek: – Proboszcz bił nas gumową pytą, którą nazywaliśmy „pasztetówą”. – Baliśmy się go,  a szczególnie jego walizki, w której nosił tę gumową pałkę i jeszcze dodatkowo sprężynę.

Pani Anna, matka jednego z uczniów: – O biciu dzieci przez księdza słyszeliśmy niejednokrotnie, ale baliśmy się na ten temat mówić cokolwiek. Proboszcz jest tutaj ustosunkowany, dobrze żyje z władzą i dyrektorem szkoły, ponadto bierze udział w polowaniach, proszonych obiadkach, na których załatwia się różne sprawy. Łatwo może zniszczyć człowieka.

Lucjan Kaźmierski, mieszkaniec jednej z wsi w rejonie Worowa: – Ludzie są zastraszeni, bo proboszcz potrafi być mściwy i okrutny. Nawet wikarego nie wpuścił do nowej ogromnej plebanii, choć powstała za nasze pieniądze. Jest u nas już blisko dwadzieścia lat, zna ludzi, układy. Nikt nie śmie mu się sprzeciwiać. Nawet wypadek samochodowy, który miał przed laty, błyskawicznie zatuszowano, choć sprawą zajmowała się policja. Inny za coś takiego odpowiadałby przed sądem.

– Gdy rodzice wielu uczniów szkoły w Bikówku dowiedzieli się o tym, że skierowaliśmy sprawę do sądu – mówi matka Bartka – gratulowali nam. „Nareszcie ktoś odważył się ukarać księdza za katowanie dzieci” – słyszałam.

Gdy rodzice Bartka przesłali do kurii w Warszawie opis zdarzenia i protokół z obdukcji, ta zareagowała stosunkowo szybko. Po kilku tygodniach proboszcz z Worowa przestał być nauczycielem religii.

Gdy po rozmowach z uczniami i ich rodzicami trafiamy wreszcie do plebanii w Worowie, drzwi zastajemy zamknięte. – Proboszcz wyjechał rano swoją limuzyną – informuje jedna z pobliskich mieszkanek. Plebania prezentuje się niczym pałac. Jak mówią parafianie, proboszcz żyje tu jak pączek w maśle. Wiadomo, tereny sadownicze, nawet w tych czasach ludziom nie powodzi się tutaj źle.

Sprawa księdza Wróbla z Worowa znajdzie się na wokandzie Sądu Grodzkiego w Grójcu w najbliższych miesiącach.

[2002] FaktyiMity.pl Nr 43(138)/2002

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: