FiM – Laska pasterska

Dziewczynka miała 13 lat, gdy po lekcjach religii ksiądz zaczął jej udzielać korepetycji z seksu. Matka dziecka zaalarmowała kurię biskupią, skąd odesłano ją do diabła. Poszła… Odsłaniamy kulisy tajnego śledztwa prokuratury w Nowym Targu.

Gdy w drugiej połowie 2005 r. zniknął nagle ze Szczawnicy (woj. małopolskie) ksiądz Andrzej S., wikariusz parafii św. Wojciecha Biskupa Męczennika, będący też nauczycielem religii w miejscowym gimnazjum, stali mieszkańcy uzdrowiska zgrzytali zębami na kościelną biurokrację, która bez słowa wytłumaczenia zabrała im fajnego duszpasterza.

Czym kierował się jego przełożony, biskup tarnowski Witold Skworc?

– Wśród młodzieży krążyła wprawdzie plotka o jakichś przyczynach natury obyczajowej, ale nasz ksiądz proboszcz Franciszek Bondek wyjaśnił, że to normalna zmiana wikariuszowska. Dziwiło nas tylko, że ksiądz Andrzej nawet się nie pożegnał i w ogóle do dzisiaj się nie odzywa, a proboszcz nie chciał ujawnić, dokąd go przeniesiono – wspomina Agnieszka, jedna z byłych wychowanek księdza S.

– Grono pedagogiczne było całkowicie zaskoczone, że ksiądz Andrzej przestał u nas uczyć religii.  Nie mam żadnej wiedzy zarówno na temat powodów jego odwołania, jak i miejsca, gdzie obecnie przebywa – twierdzi Jacek Piotrowski, wicedyrektor szczawnickiego gimnazjum.

###  

Czemu się tak nagle ulotnił? Otóż Prokuratura Rejonowa w Nowym Targu postawiła księdzu Andrzejowi S. zarzut pedofilii z użyciem przemocy (art. 197 par. 1 i art. 200 par. 1 kk) wobec małoletniej uczennicy, a prowadzone od maja 2005 r. tajne śledztwo w tej sprawie (sygn. akt 2 Ds. 779/05) zostało właśnie zakończone aktem oskarżenia.

Dodajmy, że choć przestępstwo zagrożone jest karą do 12 lat więzienia (w przypadku ks. S. do 10, gdyż zarzut dotyczy okresu przed nowelizacją kodeksu karnego), jedynymi środkami zapobiegawczymi zastosowanymi wobec podejrzanego są… poręczenie majątkowe (10 tys. zł) i zakaz pracy z dziećmi.

Tak więc ksiądz S. bez policyjnej asysty stawi się 6 lutego 2006 r. o godzinie 8.30 w nowotarskim Sądzie Rejonowym, gdzie w sali 121 zostanie wywołana sprawa o sygn. II K 475/05. Zasiądzie na ławie oskarżonych, a obrona wniesie o wyłączenie jawności rozprawy, na co przewodniczący składu orzekającego sędzia Jerzy Bogacz wyrazi oczywistą w tego typu sytuacjach zgodę.

I nikt z wiernych nie usłyszy, że znany w diecezji tarnowskiej duchowny „od września 2001 roku do 31 grudnia 2003 roku, działając czynem ciągłym, doprowadzał przemocą małoletnią(…) poniżej 15 lat (nazwisko i imię znane redakcji) do obcowania płciowego oraz do wykonania innych czynności seksualnych, w tym seksu oralnego…” (cyt. z aktu oskarżenia).

Ksiądz S. nie przyzna się do winy, konsekwentnie podtrzymując przyjętą w śledztwie linię obrony, że padł ofiarą podłego oszczerstwa. Owszem – powie – Eleonora (imię dziewczynki zmienione) często u mnie bywała, a kiedyś to nawet wyjechaliśmy razem na Słowację, ale nigdy nie doszło między nami do intymnego zbliżenia czy stosunku płciowego.

Sąd przesłucha następnie 14 świadków. Będzie wśród nich biegły psycholog, którego ekspertyza wyklucza, iżby dziewczynka zmyślała, opowiadając o seksualnych upodobaniach kapłana i jego metodach „gry wstępnej”, zakwalifikowanych przez prokuraturę jako przemoc.

O czym będą zeznawać inni?

Oto szczegóły tej równie wstrząsającej, co obrzydliwej historii…

###

Eleonora miała 13 lat, gdy we wrześniu 2001 r. rozpoczęła edukację w gimnazjum, gdzie 40-letni wówczas ksiądz Andrzej był nauczycielem religii.

– Przyjechał do Szczawnicy w 1999 r. Przedtem był wikarym u Matki Bożej Fatimskiej w Tarnowie i słyszałem, że tamtejszy proboszcz ksiądz Stanisław Bilski nie był zachwycony swobodnym trybem życia swojego pomocnika. Tutaj, w tętniącym rozrywkami uzdrowisku, młody byczek miał wymarzony „klimat” do działania. Dobry samochód, markowe ciuchy, żądne wrażeń kuracjuszki… Że też go podkusiło na małolatkę – zdumiewa się w rozmowie z „FiM” policjant z Krościenka.

Oprócz nauczania religii ksiądz Andrzej sprawował (do 2003 r.) funkcję dekanalnego duszpasterza młodzieży.

– Facet był wysportowany, podczas szkolnych imprez grywał w siatkówkę w reprezentacji nauczycieli… Bardzo dbał o zachowanie młodzieńczego wyglądu. Do tego stopnia, że nawet farbował sobie włosy na czarno. Dziewczyny, nie tylko Eleonora, lubiły przebywać w jego towarzystwie. Wyglądało to nawet na pewną rywalizację o względy księdza Andrzeja, który jednak zdecydowanie najwięcej czasu poświęcał Eleonorze… – waży słowa Agnieszka.

Czy rodzice faworytki księdza Andrzeja dostrzegli coś niepokojącego w tym, że dziewczynka często gościła na plebanii?

– Nie będę z nikim na ten temat rozmawiała. Żadnych komentarzy – ucina matka Eleonory.

Wiadomo nam skądinąd, że gdy na początku 2005 r. dorastająca córka ujawniła rodzicielce, w jakich okolicznościach i z kim straciła – mając zaledwie 13 lat – dziewictwo, oraz czego katecheta „nauczał” ją po lekcjach religii, zdruzgotana kobieta zażądała od biskupa tarnowskiego natychmiastowego usunięcia ks. S. ze Szczawnicy. Potraktowano ją w kurii normalnie, czyli spławiono frazesami, że jest katoliczką, a dobro Kościoła wymaga poświęceń, dyskrecji itp. Nie doczekawszy się reakcji, zdecydowała się na zawiadomienie prokuratury o pedofilu
w sutannie, czyniąc krok prawdziwie desperacki w realiach (mało)polskiego katolicyzmu.

– Po mieście już krąży plotka, że któraś z dziewcząt podkablowała księdza. Wśród kilku wytypowanych „sprawczyń” znajduje się też, niestety, Eleonora. Komentarze są różne: przeważa bezlitosne szyderstwo i pogląd o zemście zakochanej nastolatki; rozumnego współczucia bardzo niewiele. Tutaj Kościół rządzi duszami i obawiam się, że dziewczyna zmuszona będzie wyjechać ze Szczawnicy, gdy stanie się jasne, kto tego drania oskarżył – uważa cytowany wcześniej policjant.

– Ksiądz Andrzej? Chodzi o tego pedofila? Miał pseudonim Bokser, bo zakładał taki aparacik, żeby zlikwidować szparę między zębami. Kawał ch…a, to fakt, ale dziewczyny, które się przy nim kręciły, mają przechlapane. Normalnie każda by przyszła na dzisiejszą imprezę. A tak… Siedzą w domu i boją się wychylić nos za drzwi. Ja tam do nich nic nie mam, ale smród się ciągnie, bo jakby suka nie dała, to pies by nie wziął – komentuje sytuację rówieśnik Eleonory, z którym rozmawialiśmy podczas koncertu kultowego zespołu Voo Voo, gdzie obecność była dla szczawnickich nastolatków po prostu obowiązkowa.

Policjant dodaje: – Nie pojmuję, dlaczego nikt z nauczycieli nie zwrócił uwagi na ten chory związek księdza z uczennicami, o którym – jak się dzisiaj okazuje – wiedziało całkiem sporo osób.

Wicedyrektor Piotrowski, który w końcu przyznał, że słyszał niedawno „jakieś pogłoski” o toczącym się śledztwie, mówi: – Trudno, żeby nie ufać duchownemu, a żadna z uczennic nie zgłaszała wychowawcy klasy, aby ona lub któraś z jej koleżanek miała problem z księdzem Andrzejem. Szkoła absolutnie nie poczuwa się do winy. Niezależnie od tego, jaki będzie finał sprawy, na pewno trzeba współczuć tej dziewczynie. Nawet jeśli okaże się, że jest faktycznie pokrzywdzona, będzie jej bardzo trudno żyć w mieście, gdzie wszyscy się znają…

###

Księdza Andrzeja S. odnaleźliśmy we wsi G. położonej ok. 20 km od Tarnowa. Szczawnica to nie jest, ale „Bokser” biedy nie ma. Pełni obowiązki wikarego w miejscowej parafii, mieszkaw eleganckiej plebanii, odprawia msze w nowoczesnym kościele…

Zaproponowaliśmy, żeby skomentował prokuratorskie zarzuty:

– A z jakiej jesteście gazety? – zainteresował się na wstępie rozmowy.

Gdy okazało się, że to, niestety, nie „Nasz Dziennik” czy „Gość Niedzielny”, wyraźnie zdenerwowany odparł:

– Nic wam nie powiem, bo nie piszecie prawdy, a tylko krzywdzicie ludzi i Kościół. Tę sprawę ze Szczawnicy rozstrzygnie Pan Bóg, bo tylko on zna całą prawdę. Absolutnie nie życzę
sobie, żebyście się ze mną więcej kontaktowali!  

###

„Od 2002 r. sprawę rozstrzygania, co zrobić z takim księdzem [pedofilem], zastrzegł sobie Rzym. Każdy biskup na całym świecie, jeśli jego podwładny jest posądzony o akty pedofilne, musi zgłosić to do Watykanu, a dalsze decyzje uzależnione są od wskazań papieża i kongregacji” – ujawnił w jednym z wywiadów jezuita o. Jacek Prusak, znany w polskim kat. Kościele psychoanalityk.

No i proszę, nad losem ks. Andrzeja S. musiał się zastanawiać sam Benedykt XVI.

A kto pochyli się nad dzieckiem..

[2006] FaktyiMity.pl Nr 5(309)/2006

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: