FiM – Pociąg do forsy

Głośna sprawa orżnięcia 4000 pielgrzymów na sprzedaży lipnych biletów kolejowych do miejsca popasu umiłowanego JPII ma już niby swój finał. Oszusta złapano. Poniżej wykażemy, że oszust – ten prawdziwy – chodzi sobie po wolności.

Przypomnijmy, było tak: Polskie Koleje Państwowe są firmą o tak „znakomitej” kondycji finansowej, że może sobie szastać forsą na prawo i lewo. Ot, choćby fundować bilety na spotkanie z Wielkim Pielgrzymem z ponad 80–proc. upustem. Bo taki mały pielgrzym jest w Papistanie osobą kategorii „S” i jako taki ma prawo przejechać się np. z Gdańska do Krakowa (i z powrotem) za 35 złotych. Inny obywatel – kategorii II – płaci za to samo grubo ponad stówę.

Takie półdarmowe bilety trzeba jednak przed pielgrzymką rozprowadzić wśród chętnych, więc zajęły się tym rozmaite przykościółkowe organizacje. Na przykład w Gdańsku Wrzeszczu robiła to parafia przy ul. Mireckiego. Włodarzy w niej imć ks. prałat Mikołaj Samp, człowiek, który – jak się za chwilę okaże – spadł z księżyca.

Facet twierdzi bowiem teraz, że nic a nic nie wiedział o fakcie, iż w jego włościach (dokładnie – w budynkach tuż obok kościoła) jakiś oszust sprzedawał lewe bilety na nieistniejące pociągi. Jego parafia – ależ skąd?! – w żadną dystrybucję biletów nie była zaangażowana. To tylko jakiś oszust (duchowny twierdzi, że sam kupił od niego bilety!) się podszył i w konsekwencji nie było żadnych pielgrzymkowych pociągów i forsy też nie było…

Jakiś oszust? Szybko złapała go policja i wszyscy byli zadowoleni: media – bo miały kozła ofiarnego, gliny – bo się wykazały, ksiądz Samp – bo okazał się niewinny jak niemowlę.

Pojechaliśmy do Gdańska na zaproszenie pewnego uczciwego proboszcza (tak, tak – są i tacy), który przy zimnej pepsi chciał  z nami pogadać: – Zaprosiłem panów, bo nie mogę na to patrzeć. Cztery tysiące niewinnych ludzi zostało oszukanych. Nigdy nie odzyskają swoich pieniędzy, a w dodatku okłamuje się ich, twierdząc, że parafia Najświętszego Serca Jezusa we Wrzeszczu – a konkretnie prałat – to sama niewinność.

– Podobno nic nie wiedzieli o działaniach oszusta – zdziwiliśmy się.

– Nie bądźcie śmieszni. Czy gdyby u was, w redakcji „Faktów i Mitów” w Łodzi, ktoś sprzedawał na przykład bilety do cyrku i robił to przez kilkanaście dni, to Jonasz nie prześwietliłby intruza? Poza tym, mam i inne dowody na to, że prałat Samp o wszystkim doskonale wiedział. Przecież zachęta do kupowania ulgowych biletów płynęła z… jego ust po każdej niemal mszy – podczas ogłoszeń parafialnych. Co więcej, budynki parafii upstrzone były strzałkami z napisem: „SPRZEDAŻ BILETÓW”, które wskazywały właściwe pomieszczenie koło plebani. Poza tym na każdym bilecie była pieczątka plebanii. Dziś się mówi, że sfałszowana, a ja wiem, że prawdziwa.

– Jednak jakiegoś oszusta złapano, więc na czym miał polegać przekręt?

– Policzcie: aresztowany Piotr K. przyznał się do zagarnięcia 30 tysięcy złotych i nawet obiecał oddać te pieniądze. Ale co stało się z resztą? Przecież oszukano ludzi na 140 tysięcy złotych. Gdzie jest pozostałe 110 tysięcy?!

– Rozumiemy Pana sugestię, jednak ów oszust K. za to, co zrobił, trochę posiedzi – może nawet 8 lat. Gdzie więc opłacalność takiej ewentualnej spółki?

– Wcale nie posiedzi. Już dziś mówi się, że to wariat i jako taki spędzi parę miesięcy w szpitalu, a za pół roku zobaczymy go w dobrym zdrowiu i na wolności. Chcecie się założyć?

Nie chcieliśmy. Nikt nie lubi przegrywać. Tym bardziej więc będziemy śledzić losy oszusta Piotra K. I nie tylko tego oszusta..

[2002] FaktyiMity.pl Nr 35(130)/2002

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: