Odszedł, bo tak wybrał

Nad starym kościółkiem w Pogwizdowie powiewa czarna flaga. We wsi panuje smutek. Ksiądz dobrodziej mszy już nie odprawi. Odszedł z tego świata, i to na własne życzenie. Powiesił się na drążku od kotary koło chóru. Parafianie są w szoku. Dlaczego to zrobił? Tego nie dowiemy się, bo ksiądz nie zostawił listu – pisze Małgorzata Gleń.

Tragedia wydarzyła się w środę rano. Kucharka księdza Janina Brzegowa nie mogła odnaleźć proboszcza Stanisława Steca. Nie zszedł na śniadanie, a tu zaraz religia w szkołę miała się rozpocząć.

Zadzwoniła do domu organisty, mieszkającego obok po drugiej stronie ulicy.

Ten cały w nerwach, bo takiej sytuacji nigdy jeszcze nie było, pokuśtykał o lasce szukać księdza. Chwycił za klamkę drzwi wejściowych starego drewnianego kościółka. Był otwarty. Wszedł i zobaczył księdza. Wisiał na sznurze niedaleko drzwi kościoła. W ręku miał różaniec.

– Nie potrafię o tym mówić – szepce Władysław Dudek, organista. Jest mu ciężko żyć z widokiem, jaki zobaczył w świątyni.

Godził się z Bogiem
– Ten różaniec, co ksiądz ściskał w ręku… On chyba się modlił przed śmiercią – mówi Janina Brzegowa, która nie potrafi pogodzić się z tragedią. Ludzie we wsi boją się najbardziej tego, że ich ksiądz nie może liczyć na życie wieczne po śmierci. Przecież jeszcze niedawno samobójców nie chowano na poświęconej ziemi. Ale teraz Kościół zmienił podejście. – Nasz ksiądz proboszcz był chorym człowiekiem. Zmagał się z depresją – tłumaczy Andrzej Sobol, wikariusz pogwizdowskiej parafii. – Spocznie na naszym cmentarzu – dodaje wikary. Msza odbędzie się jutro, w sobotę. Na pogrzeb przyjdą tłumy.

Cukierki nosił dzieciom
– Często jak szedł do szkoły, to wstępował do nas i kupował cukierki dzieciom. Zawsze miał też dla każdego dobre słowo – mówi sprzedawczyni ze sklepu obok szkoły. Jej słowa potwierdzają dzieci. – Cukierki dawał za dobre oceny, ale też na pocieszenie – opowiada Kamil Korba z IV klasy podstawówki. Proboszcz przygotowywał chłopca do komunii świętej dwa lata temu. – Był spokojny i często się uśmiechał – dodaje.

Stanisław Stec potrafił zjednoczyć parafian. Przez 25 lat jego probostwa stary kościółek odzyskał blask. Wypiękniało otoczenie wokół świątyni, a ostatnio zajął się cmentarzem leżącym na wzgórzu nad wsią. Jest nowe ogrodzenie, a robotnicy kończą układać chodniki. – On niczego nie brał dla siebie. Wszystko, co miał, szło tu – pokazuje na świeżo ułożone płyty Zdzisław Głogowski, wykonawca remontów.

Zdrowie miał coraz słabsze
Z księdzem Stecem Głogowski rozmawiał we wtorek wieczorem. – Skarżył się na zdrowie. Jeszcze w czerwcu to na górę wybiegał. Teraz ledwo mógł wejść – opowiada Głogowski. Rozmawiali długo. Ks. Stec siedział na drewnianych paletach. – Przybity był. Ludzie żyć mu nie dawali – mówi Głogowski. Proboszcz opowiadał mu, jak to na tacę parafianie kładli puste koperty i ciągle mieli pretensje, że ksiądz robi za mało. – Nie mógł sobie z tym poradzić. Martwił się – wyjaśnia. Ksiądz proboszcz od lat chorował na cukrzycę i nadciśnienie. Z tym jakoś sobie radził. Niedawno jednak dopadła go o wiele gorsza choroba – depresja.

W poniedziałek był u lekarza. Ten kazał mu iść do szpitala. Nie poszedł. – Nie chciał teraz zostawiać parafii, bo pod koniec miesiąca mamy odpust. Chciał wszystkiego przypilnować – tłumaczy wikariusz Andrzej Soból. – To był bardzo odpowiedzialny człowiek. Wspaniały kapłan – podkreśla zalety swojego przełożonego.

To właśnie depresja była najprawdopodobniejszą przyczyną targnięcia się na życie duszpasterza. Ale mieszkańcy wsi szukają jeszcze innych przyczyn. Trudno im uwierzyć, że ich ksiądz tak postąpił.

Wierni są zagubieni
W sobotę na plebanii byli goście z kurii. To w parafianach budzi podejrzenie. Snują domysły, że nie była tylko wizyta gościnna, ale po prostu kontrola. Tych dywagacji nie zamierza komentować Jerzy Zoń, rzecznik tarnowskiej kurii. – Nie będę o tym rozmawiać – mówi. Ludzie wiedzą jednak swoje. Większość parafian księdza proboszcza wychwala pod niebiosa. Ale są też niezadowoleni. Ksiądz na remonty, które przeprowadzał, potrzebował pieniędzy. Zbierał je w kopertach na mszach

– A ludzie dawali puste, i to oni najgłośniej krzyczeli, że ksiądz przekręty robi. Jakie on mógł robić machlojki, jak on nie miał nawet samochodu i wytartą sutannę nosił… – podkreśla Stefan Kobiela z sąsiedniej Zawady.

Ksiądz Stec miał jednak pewną słabość. Kochał konie. W swoim gospodarstwie zawsze miał ich kilka. Zaprzęgał bryczkę i woził się po wsi – dla przyjemności. – Ale coraz rzadziej. Bo ludzie skarżyli się do kurii, że na konie pieniędzy dawać nie będą – przyznaje Tadeusz Marszałek, pracownik na księżym gospodarstwie.

Był równym facetem
Oprócz koni ksiądz miał jeszcze kilka świń i kilka hektarów uprawnej ziemi i łąk.
Teraz księdza żałują wszyscy. Nie ma nikogo, co by o nim złe słowo powiedział. – To był taki zwyczajny człowiek. Po robocie na jego gospodarce to zawsze obiad dał i bączka potrafił postawić – twierdzi jeden z mieszkańców Pogwizdowa. To, że z księdza był swój chłop, potwierdzają mieszkańcy, którzy pomagali proboszczowi przy ostatnich wykopkach. – Wesoły, pogadał i nie wywyższał się. Jak kto przyklął, to rozumiał, że niektórzy tak mają – wspomina Tadeusz Marszałek.

Ksiądz Stanisław Stec sam pochodził ze wsi. Urodził się w Biadolinach Szlacheckich pod Brzeskiem. Miłość do ziemi wyniósł stamtąd, choć przez chwię wydawało się, że zostanie… kolejarzem. Skończył Technikum Kolejarskie w Krakowie i dopiero po nim poszedł do seminarium.

Jan Grzywacz, który z przyszłym księdzem, a wtedy po prostu Staszkiem, siedział w jednej szkolnej ławce, pamięta, że decyzja o kapłaństwie była dla kolegów Staszka zaskoczeniem. – Wszyscy myśleliśmy, że wybierze polonistykę. Jak widać, odmieniło mu się – mówi Grzywacz. – Ta śmierć to dla mnie szok. Staszek zawsze był rozsądny, odpowiedzialny i twardy – twierdzi i wspomina, jak jeździli do szkoły. – Staszek wsiadał do pociągu kilka stacji przed Bochnią. Nadal mam przed oczami obraz, jak wychyla się z pociągu uśmiechnięty i macha mi, bo zajął mi i drugiemu koledze miejsce – Grzywacz uśmiecha się z nostalgią. Takiego chce go zapamiętać.

[2010] GazetaKrakowska.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: