Szok! Czy ten proboszcz naprawdę tak męczy psa?

Mieszkańcy krakowskiego osiedla Rżąka mieli dość tego, jak miejscowy proboszcz traktuje swojego psa. Zadzwonili do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami i opowiedzieli, że ks. Andrzej Pieróg nie leczy psa, mimo widocznej choroby i co jakiś czas więzi go w budzie, zabijając wejście do niej, gdy zwierzę jest w środku.

– Postanowiliśmy to sprawdzić. Gdy przyjechaliśmy na miejsce, okazało się, że ksiądz nie chce z nami rozmawiać – mówi Paulina Boba, inspektorka organizacji. – Niestety, to co zobaczyliśmy na terenie parafii potwierdziło, że zgłaszane w interwencji zarzuty nie są bezpodstawne.

Pies był widoczny zza ogrodzenia. Sprawiał wrażenie bardzo wystraszonego i gdy inspektorzy próbowali podejść bliżej, uciekał do budy. Według pracowników KTOZ czarny psiak ma ok. 7 lat. Ma duże trudności z chodzeniem. Na dachu budy inspektorzy zauważyli deskę z gwoździami oraz dziury po gwoździach dookoła otworu budy.

– Na szczęście zwierzak nie wyglądał na głodzonego, w misce była też woda – mówi Paulina Boba. – Kilka razy usiłowaliśmy porozmawiać z księdzem. Bardzo się denerwował, że zawracamy mu głowę w takiej sprawie.

Po kolejnej wizycie inspektorów KTOZ stwierdził, że ma wielkie pretensje do ludzi: tak bardzo kochają zwierzęta, a to przecież tylko zwierzęta. Dodał, że pies jest już stary, ma 13 lat i jest leczony.

Kontrole KTOZ-u bardzo wyprowadziły proboszcza z równowagi. Zaczął grozić inspektorom, że jeśli się nie odczepią, to psa w końcu uśpi. – Obawiamy się, że może spełnić swoją groźbę – mówi Paulina Boba. Ostatecznie jednak proboszcz przestał więzić psa w budzie. Potwierdziła to osoba, która interweniowała w organizacji.

Nasz reporter wybrał się do proboszcza, aby zapytać dlaczego zabijał wyjście z budy deskami. Ksiądz odmówił jednak rozmowy z „Gazetą Krakowską”. Stwierdził, że jest zajęty i odłożył słuchawkę domofonu. Na rozmowę zgodziła się jedynie parafialna kucharka. Kobieta zapewniała, że pies regularnie, dwa razy dziennie, otrzymuje jedzenie i ma doskonałą opiekę. Podczas naszej wizyty miski psa – także ta z wodą – były jednak puste.

Na pytanie dlaczego pies nie może stanąć na lewej łapie i kuleje, kobieta odpowiedziała, że przecież… ludzie też kuleją. Zarzekała się jednak, że zwierzę jest pod opieką weterynarza.

Na pierwszy rzut oka widać jednak, że pies boi się ludzi. Gdy tylko zbliżamy się do ogrodzenia pies chowa się w drewnianej budzie. Leży na gołych deskach, choć są już przymrozki.

Ksiądz Robert Nęcek, rzecznik kurii archidiecezji krakowskiej, skomentował ten przypadek krótko: – Jeśli to prawda, to nie jest to styl św. Franciszka z Asyżu.

Obiecał też, że przyjrzy się sprawie.

[2011] NaSygnale.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: