Jak pasterz swoje owce gubi

Czy to ksiądz Mirosław Culepa popełnia błędy, czy też trafia na wyjątkowo kłótliwych wiernych? Konflikt towarzyszył mu w parafii w Wąpiersku. Wojna zaczęła się w podbydgoskim Czarżu. Konieczna jest interwencja kurii.

Jaki powinien być dobry proboszcz? – Po pierwsze, nie powinien skłócać ludzi, lecz łączyć – mówi Cecylia Swinarska, właścicielka sklepu w Czarżu. To ona zaniosła na plebanię petycję w sprawie nabożnych pieśni. Jednym z pierwszych posunięć nowego proboszcza było zainstalowanie na kościelnej wieży głośników. O 6.00 rano i 21.00 czarżanie zaczęli wysłuchiwać „Kiedy ranne wstają zorze” i Apelu Jasnogórskiego. Bardzo głośno. Petycja podpisana przez prawie setkę ludzi pomogła. Pieśni wyciszono, a poranną audycję proboszcz przesunął na godzinę 7.00.

– Ale mnie się dostało – wzdycha pani Cecylia. – Dowiedziałam od księżej gospodyni, że rozpijam mieszkańców…

Proboszcz dzieli pieniądze

To jeden z bardziej humorystycznych wątków historii. Podobnie jak ten dotyczący wieńca z napisem: „Szczęśliwej drogi, już czas. Życzą parafianie”, który goniec przyniósł na plebanię – ksiądz wezwał policję. Albo ten związany z wykorzystywaniem zdobyczy techniki, czyli lornetki, dyktafonu i kamery w długopisie przez obserwujące się strony konfliktu. Niestety, więcej jest wątków bolesnych.

Ks. Mirosław Culepa objął parafię w Czarżu 5 miesięcy temu. Wraz ze swoją gospodynią, panią Jadwigą, zaczął od porządków. Stwierdził, że jego poprzednik, ukochany we wsi ks. Franciszek Kamrowski (42 lata w parafii), zostawił mu w spadku brud, bałagan i niepopłacone rachunki. – Zabolało nas, bo proboszcza bardzo szanowaliśmy. Był jak członek rodziny – mówi Tadeusz Rosa, który wystąpił z Rady Parafialnej.

Nowy pasterz zarządził kapitalny remont plebanii. To kosztuje, więc zaczęło się nawoływanie do składania specjalnych ofiar. Finanse zresztą ks. Culepa w ogóle postanowił uporządkować. Wprowadził np. nową opłatę za pogrzeb w wysokości 2 tys. zł. Szokująca stawka? Niekoniecznie.

– Za poprzedniego proboszcza osobno płaciło się grabarzowi, organiście i księdzu. Teraz opłata jest zbiorcza, a ksiądz proboszcz dzieli pieniądze – objaśnia Emilia Słomiana, jedna z parafianek broniących proboszcza.

W przypadku państwa Bartoszyńskich, którzy musieli pochować 14-letniego syna i zapłacili za pogrzeb 1650 zł, takie argumenty nie przekonują. Rodzina jest wielodzietna i niezamożna; dotknęła ją tragedia. Czy ksiądz nie mógł jej odpuścić? Czy na dodatek musiał matkę zganić za to, że z auta cieknie jej olej na kostkę przed plebanią? W końcu sami czarżanie tę kostkę kładli, w darze…

Na zachodnim skraju diecezji

W liście do biskupa Andrzeja Suskiego parafianie wyliczają wiele innych przykrych rzeczy. Ot, choćby podejście do dzieci na katechezie, szarogęszenie się księżej gospodyni, osobiste zbieranie przez proboszcza na tacę (wcześniej robili to członkowie Rady Parafialnej), skłócanie ludzi, obmawianie poprzednika…

– Ależ my to wszystko znamy! – łapią się za głowę wierni z Wąpierska koło Lidzbarka Welskiego, gdzie ksiądz Culepa był proboszczem do lipca ubiegłego roku. To też diecezja toruńska. Tyle że Wąpiersk to jej zachodni kraniec, a Czarże – wschodni. Wierni pokazują wielostronicowe pisma, które słali do kurii. Wyłania się z nich obraz podobny do czarżowskiego, choć o wiele ostrzejszy. Elementy zbieżne to rozpoczęcie posługi od stwierdzenia bałaganu, rozpoczęcia remontu kapitalnego plebanii, wymiany rady parafialnej i wprowadzenia nowej polityki finansowej.

– Brat z bratem był tu skłócony. Do tego doprowadził proboszcz – twierdzi Konrad Kaczorowski spod Lidzbarka. Jest jedną z kilkuset osób wspominających tamten koszmar. Bo jak inaczej nazwać wyczytywanie z ambony nazwisk wiernych, którzy nie zapłacili składek na remont plebanii i organów?

„Ksiądz proboszcz w ogłoszeniach parafialnych ogłosił, że składka na remont wynosi 185 zł od każdej rodziny i dał krótki termin zapłaty. Nie interesowało go, że na naszym terenie jest dużo bezrobotnych, rozpoczyna się nowy rok szkolny i dzieci potrzebują książek, zeszytów, ubrań” – żalili się w liście do kurii w Toruniu w 2003 roku. Napisali też o odebraniu dzierżawy parafialnej ziemi drobnym gospodarzom („proboszcz wydzierżawił dużemu rolnikowi z propozycją sprzedania”), nierozliczeniu się ze sprzedaży drewna, oddawaniu roboty „obcym”. Chodziło o remonty i wyręb lasu, do którego ksiądz nie zatrudnił miejscowych.

Odsunęli się od kościoła

Parafianie z Wąpierska zostali zapewnieni w kurii, że sprawa rychło zostanie rozpatrzona. Rozmawiano z nimi długo, serdecznie pożegnano. Uspokojeni wrócili więc do domów i czekali. Po miesiącu zadzwonili. Usłyszeli, ze proboszcz złożył obszerne wyjaśnienia, które są analizowane i że trzeba czekać. Po dwóch miesiącach znów zadzwonili. Znów kazano im czekać. Umilkli zrezygnowani.

– Wielu odsunęło się od kościoła. Jedni zaczęli jeździć na mszę do Lidzbarka, inni, młodzi w szczególności, w ogóle omijali świątynię. W ostatnich miesiącach probostwa księdza Culepy przychodziła już tylko garstka – wspomina Kaczorowski.

Jesienią 2008 r. nie wytrzymali. Pod pismem do kurii podpisało się 200 na około 800 parafian. „Zdecydowani jesteśmy na zachowania drastyczne, z okupacją naszej świątyni włącznie” – napisali biskupowi Andrzejowi Suskiemu 26 października. W lipcu 2009 r. ks. Culepa z Wąpierska odszedł. W ostatnich dniach urzędowania sprzedał dwie atrakcyjne działki nad jeziorem i 120 m sześciennych drewna z parafialnego lasu. Rada Parafialna, z którą zazwyczaj proboszczowie w takich sytuacjach się konsultują, dowiedziała się o transakcji dopiero w grudniu 2009 roku. Grupa wiernych złożyła doniesienie do prokuratury.

– Po przesłuchaniu świadków i rozpoznaniu sprawy przez policję, odmówiliśmy wszczęcia postępowania. Ziemię ksiądz proboszcz sprzedał zgodnie z prawem, za zgodą biskupa. Co prawda, dobre obyczaje nakazywałyby poinformowanie parafian, ale ta kwestia wykracza już poza nasz zakres zainteresowań – mówi Krzysztof Tyburski, zastępca prokuratora rejonowego w Działdowie.

Modli się za dziennikarzy

W miniony poniedziałek ks. kanclerz Andrzej Nowicki przyjął w siedzibie kurii delegację z Czarża. – Rozmowa trwała dwie godziny. Czujemy się wysłuchani, potraktowani poważnie. Liczymy na obiecane rozwiązanie sprawy – mówi Robert Borek, radny z tej wsi.

Ks. Culepa z mediami nie rozmawia. Nam drzwi od plebanii zamknęła przed nosem jego gospodyni. „Dziękujemy. Z Panem Bogiem!”. I trzask! Tak było po niedzielnej rannej mszy. Na sumie jednak proboszcz wezwał wiernych do modlitwy w intencji dziennikarzy. O rzetelny przekaz informacji. Nie tłumaczył, jak go sobie wyobraża bez dialogu.

W parafii

Satyrą w proboszcza

Mieszkańcy Czarża nie są bezbronni. Gdy nowy proboszcz zamknął przed wiernymi wjazd na plebanię, zrewanżowali mu się takimi właśnie karnecikami. Zakaz wjazdu ich ubódł, bo przecież wspólnymi siłami kładli kostkę w tym miejscu. Nie podobają im się też administracyjne innowacje wprowadzone przez panią Jadwigę, gospodynię księdza, np. zapisywanie przez nią nazwisk parafian składających ofiarę przy pobieraniu opłatka. Czemu miały służyć takie zapiski opatrzone kwotami? Zapewniają, że datków na kościół nigdy nie skąpili. Ale dawanych od serca…

[2010] Nowosci.com.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: