FiM – Ala ma kota, a Zosia seks…

Dzieci pozbawione opieki rodziców nasze świeckie państwo oddaje zakonnicom…  na zmarnowanie.

Szczelnie zamknięte podwójne okna, zza których często dochodzi płacz. Kłodzko, ulica Wandy 6. Siedziba sióstr służebniczek śląskich oraz prowadzonego przez zakonnice Domu Małego Dziecka. Nazwa myląca, gdyż oprócz przedszkolaków, przebywają tam również dzieci jedenasto- i dwunastoletnie. Choć siostry otrzymują z publicznych pieniędzy dotację w wysokości 2135 zł miesięcznie na jednego podopiecznego, gospodarują oszczędnie, wykazując nadzwyczajną wprost pomysłowość w uniwersalnym wykorzystaniu pomieszczeń. Jeszcze kilkanaście dni temu dzieci małe i duże spędzały noce we wspólnej, koedukacyjnej sypialni.

Skandal wybuchł pod koniec czerwca bieżącego roku. Do Urzędu Wojewódzkiego we Wrocławiu dotarł sygnał, że świątobliwe zakonnice tolerują seks uprawiany pod osłoną nocy przez najstarszych wychowanków. Potwierdzały to relacje zatrudnionych przez siostry kobiet, którym dzieciaki opowiadały o wzajemnym „całowaniu w siusiaka”. Jedna z dziewczynek uspokajała zatrwożoną opiekunkę: „Ja też wpuszczam chłopaka do łóżka, ale nie zdejmuję majtek”. Niektóre uświadamiały, że skoro już – to, wzorem dorosłych, trzeba „wtedy” jęczeć.

W domu utrwaliła się swoista hierarchia: dzieci nie biorące udziału w seksualnych ekscesach pozostawały na marginesie społeczności. Wyszło też na jaw, że nadmiernie dokazujące zmuszane są przez zakonnice do spożywanie chleba zalegającego w śmietniku („to święty pokarm” – mówiły). Nieformalny katalog kar obejmował m.in. bicie szczotką do podłogi, wielogodzinne „stanie w kącie”, dotkliwe szczypanie, szarpanie za włosy. Gdy siostrom już zabrakło fantazji, odsyłały niesfornych maluchów do obierania kotła ziemniaków.

Odpowiedzialność za społeczny nadzór nad kłodzkimi placówkami opiekuńczo-wychowawczymi spoczywa na Wydziale Polityki Społecznej Urzędu Wojewódzkiego (kierowanym przez Dorotę Grzybowską) oraz Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie, którego szefową jest Halina Bernat. Ta instytucja podlega staroście Adamowi Łąckiemu. Wyniki speckontroli zainicjowanej przez ww. urzędy wciąż jeszcze utrzymywane są w głębokiej tajemnicy. Siostry odmówiły podpisania protokołu. Wniosły zastrzeżenia do niektórych jego fragmentów i mają teraz siedem dni na pisemną odpowiedź na zarzuty.

Dotarłam do jednej z osób biorących udział w inspekcji przeprowadzonej u sióstr służebniczek.

– Rozmawialiśmy indywidualnie ze wszystkimi zatrudnionymi świeckimi osobami, które wcześniej informowały o nocnych ekscesach seksualnych i o braku na nie reakcji ze strony siostry przełożonej Marietty Pyrek. Owszem, wiemy, że „te rzeczy” faktycznie się wydarzyły. Niestety, panie nie odważyły się złożyć oficjalnych oświadczeń do protokołu. Żyją w środowisku głęboko religijnym i – jak twierdzą – „obawiają się konsekwencji zaszkodzenia zakonnicom”. Tuż przed naszą wizytą siostry ewakuowały sypialnię dziewczynek do odrębnego budynku. Potwierdziliśmy jej koedukacyjny wcześniej charakter, a także system drakońskich kar, nie wyłączając bicia. Ujawniliśmy też nadmierne przepełnienie – okazuje się, że dotacje są łakomym kąskiem. Katolicka indoktrynacja wobec dzieci aż biła w oczy, lecz nie napisaliśmy o niej nawet jednego zdania. Ze względu na okres wakacyjny nie było okazji rozmawiać z wychowankami. Niestety, obawiam się, że sprawie łeb będzie ukręcony, gdyż nie widzę po naszej stronie specjalnej determinacji w radykalnym jej rozwiązaniu – ujawnia mój rozmówca.

Do s. Marietty Pyrek zwracam się telefonicznie z prośbą o umożliwienie mi zapoznania się z warunkami panującymi w kierowanym
przez nią domu dziecka.

– Przyjadę w terminie dla siostry dogodnym – proponuję. I choć na wszelki wypadek nie ujawniam, że reprezentuję „FiM”, s. Pyrek kategorycznie odmawia. Zwracam się więc do s. Dominiki Weiner, przełożonej prowincjalnej służebniczek śląskich. Tu podobnie:

– Matka prowincjalna jest właśnie w Kłodzku i bada sprawę – odpowiada zastępująca ją zakonnica.

– Czy władze prowincji mogłyby zgodzić się na poznanie przez dziennikarza warunków socjalnych panujących w domu dziecka?

– W najbliższym czasie nie będzie to możliwe.

– Siostro, dom otrzymuje państwowe dotacje i społeczeństwo ma prawo wiedzieć, jak te środki są wykorzystywane. Otrzymujemy bardzo niepokojące sygnały…

– Nie będziemy udzielać żadnych informacji – oświadcza i przerywa rozmowę.

Przychodzę więc bez uprzedzenia. Przed zaryglowanymi drzwiami czekam kwadrans na pojawienie się s. Marietty. Nie zaprasza do środka.

– Zostałam strasznie skrzywdzona niesprawiedliwymi zarzutami – tłumaczy odmowę wpuszczenia.

– Ma siostra okazję wyjaśnić, gdzie leży prawda.

– Nie będę z nikim rozmawiać.

– Czy można chociaż zobaczyć, w jakich warunkach żyją tu dzieci?

Siostra przełożona zaczyna histeryzować, nadbiega inna zakonnica…

Jeszcze tego samego dnia odwiedzam w Kłodzku „państwowy” dom dziecka przy ul. Korczaka. Mimo nieobecności dyrektora placówki – Bronisława Krawczyka – zastępująca go Monika Szlak („Szef jest z naszymi dziećmi na obozie żeglarskim” – wyjaśnia) otwiera przede mną wszystkie drzwi. I ona, i jedna z wychowawczyń chętnie opowiadają o troskach i radościach:

– Większość z nas jest rodzicami, a wszyscy – wykształconymi pedagogami. Dzieci wystarczy mądrze kochać, a reszta, nawet gdy jest biednie, sama się układa – tłumaczą.  U służebniczek jest inaczej. Zakonnice, w większości panny wychowane w surowej regule klasztornej, zdają się pragnąć macierzyństwa. Jedna z sióstr służebniczek domagała się, by dzieci mówiły do niej „mamo”. Posłuszne żądaniom wyraźnie faworyzowała, krnąbrne – dotkliwie karała za najdrobniejsze przewinienia, często policzkowała.

Dlaczego na taki model wychowawczy nasze państwo skazuje bezbronne dzieci?

[2003] FaktyiMity.pl 28(175)/2003

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: