FiM – Pięść proboszcza

Gdy księża katują dzieci, tłumaczą zazwyczaj,  że „puściły im nerwy”. Jakimś cudem potrafią się opanować przy bardziej wyrośniętych…

Ksiądz Stanisław Madeja jest proboszczem parafii w Czermnej (gm. Szerzyny, powiat tarnowski) oraz etatowym katechetą w miejscowym zespole szkół (podstawowa i gimnazjum). Wieś to wprawdzie maleńka, ale po uzyskaniu przez kościół rangi sanktuarium pleban stał się też głównym rozgrywającym w całej gminie i – wedle opinii tubylców – „bez wiedzy i zgody Madei nic się nie dzieje”.

Gdy zaprzyjaźnił się z pewną nauczycielką (córka lokalnego dygnitarza samorządowego) i zaczął prowadzać się z nią po rozmaitych imprezach lub gościć na plebanii (w celach ma się rozumieć ściśle religijnych), wieś wzięła go na języki. Można by nawet rzec, że trzęsła się od plotek, aczkolwiek nikt nie śmiał wyartykułować ich otwarcie. Z szeregu wyłamał się 12-letni chłopiec, który – jak to dziecko – bezmyślnie palnął w szkole, że „pani jest w ciąży z księdzem proboszczem”. Wieść o incydencie błyskawicznie dotarła na plebanię, a po kilku dniach ks. Madeja zwabił małoletniego przestępcę do kancelarii na przesłuchanie, podczas którego zrobił zeń kotlet siekany (zwłoka w czasie oznacza, że bynajmniej nie działał w stanie „silnego wzburzenia usprawiedliwionego okolicznościami”, iż faktycznie nie miał z rzekomą ciążą nic wspólnego). Wracającego do domu i ledwo trzymającego się roweru malucha zobaczyła nauczycielka. Zagadnęła, w czym rzecz, i usłyszała relację. Gdy podniosła chłopcu koszulę, zobaczyła kilkanaście pręg i nabierających koloru siniaków. Nie odważyła się sama zawiadomić policji, ale usiłowała nakłonić do tego rodziców dziecka. Ci również woleli nie ryzykować…

– Skatowanego widziało więcej osób, zaś informacja o tym draństwie rozeszła się po całej gminie. O pobiciu doskonale wiedziała cała lokalna elita: wójt, radni, nauczyciele, dyrektor szkoły (działacz PO, wiceprzewodniczący Rady Powiatu Tarnowskiego – dop. red.). Niestety, okazało się, że nikt nie zgłosił sprawy prokuraturze, choć jako funkcjonariusze publiczni mieli taki obowiązek. Nawet tarnowska kuria biskupia nie zareagowała, choć ją osobiście zawiadomiłem – podkreśla Alfred Strugała, właściciel sklepu w Szerzynach.

Ponieważ wszystkich ogarnęła ślepota, a oprawca pozostawał bezkarny, pan Alfred wybrał się na sesję Rady Gminy. Miał tam do załatwienia sprawy związane z działką i usytuowanym na niej sklepem oraz pragnął wyjaśnić, czy prawdą jest, że kilka dni wcześniej (podczas zebrania z udziałem wójta, radnych i taty „pewnej nauczycielki”) proboszcz publicznie wyraził się o jego żonie słowami: „Kurwa mać, ta franca Gośka dalej handluje w niedziele, że też klątwa na nią nie spadnie”. Korzystając z okazji, przypomniał też rajcom o chłopcu: „Pan Strugała zabierając głos powiedział, że to nie jest proboszcz tylko łobuz. Ostatnio pobił na plebanii dziecko i wszystko ucichło, tylko ksiądz Rydzyk może ubliżać i ksiądz Madeja” (cyt. z protokołu sesji – z zachowaniem pisowni oryginału).

– Protokół ewidentnie ocenzurowano, bo bardzo obszernie opowiedziałem im o napaści oraz jej skutkach i okolicznościach, choć jeden z radnych, nawiasem mówiąc, nauczyciel w Czermnej, usiłował przerywać, po czym zażądał dokładnego zaprotokołowania moich słów, żeby mieć „dowód na pomówienie proboszcza” – opowiada Strugała.

Plebanowi się upiekło, ale pan Alfred ma teraz ciężkie problemy. Zaczęło się od fali kontroli i ograniczeń (nawet nieformalnych zakazów kupowania w jego sklepie), a przed kilkunastoma dniami otrzymał nakaz rozbiórki budynku (efekt błędu w gminnych papierach geodezyjnych). Do sprawy wkrótce wrócimy, bo jej perfidia jest doprawdy niespotykana…

###

Ks. Michał Wieczorek, proboszcz parafii we wsi Sidzina nieopodal Nysy (diec. opolska), potraktował niczym worek treningowy twarz 11-letniego Grzegorza Z., który uporczywie przeszkadzał mu podczas lekcji religii w tamtejszej szkole podstawowej. Najpierw zrobił to „dyskretnie”, wyprowadziwszy przedtem dzieciaka na korytarz, później poprawił przy całej klasie i raz jeszcze na osobności.

Dzisiaj mówi, że żałuje, i skarży się na… swój ból („To jest zawsze cios dla tego, kto wymierza karę”). Jednocześnie podkreśla, że wszyscy mają z chłopcem problem, ale tylko on odważył się wymierzyć sprawiedliwość („Nauczyciele narzekają, lecz nie ma narzędzi, żeby coś takiego ukrócić”).

Matka Grzegorza zawiadomiła o incydencie prokuraturę i kuratorium. Kuria biskupia w Opolu jeszcze nie ma pomysłu, jak wybrnąć z tej paskudnej sytuacji, ale na wszelki wypadek proboszcz dobrowolnie „zawiesił się” w funkcji katechety. Na lokalnym forum internetowym roi się od ohydnych komentarzy na temat kobiety, która ośmieliła się ścigać plebana, choć sama tkwi w ciężkim grzechu związku niesakramentalnego…

[2011] FaktyiMity.pl 18(583)/2011

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: