Proboszcz odebrał sobie życie

Proboszcz z malowniczej, leżącej u podnóża Gorców Ochotnicy Górnej, targnął się na swoje życie. Co sprawiło, że duchowny podjął decyzję tak bardzo sprzeczną z wartościami, jakie wyznawał – pisze Józef Słowik

Ochotnica Górna na pograniczu Pienin i Gorców. W poniedziałek wieś budzi się w szoku. Nie ma innego tematu jak niespodziewana, niezrozumiała śmierć proboszcza, księdza Zygmunta Kabata. Wszyscy zadają sobie pytanie: dlaczego? Mężczyźni pod sklepem pijąc kolejny łyk „harnasia” mają już swoją wersję wydarzeń z ubiegłego tygodnia.

Honor górala?

Mówią, że ksiądz, jak to prawdziwy chłop, miał swój honor.

A powiesił się, bo tak robią jeno prawdziwi górale. – Kie na górala przydzie hońba ni mo zodnyj świętości – mówi pan Staszek. – Chłopy idą w lasy i sie dziergają. Nikt później nie wie, co mu chodziło po głowie, a to najzwyczajniej nie tylko o góralski, ale i ten ludzki honor idzie. Tylko ze u nos go więcej, jako u innych i tyle…

Mężczyzna na chwilę zastyga w zadumie. Po chwili ciągnie dalej: – Nie sukojcie jakisi tom wymyślnych łodpowiedzi, bo była jest i bedzie jedna: boł się wstydu. A ksiądz przecie tyz człowiek. Nos człowiek, górol… Potakująca klientela sklepu Staszkowy wykład przyjmuje za pewnik. Ale czy to właśnie tę definicję honoru wziął sobie do serca ksiądz proboszcz Zygmunt Kabat?

W zeszły piątek spowodował po pijanemu wypadek samochodowy. W sobotę powiesił się w łazience na plebanii. Parafianie przeboleliby wszystko – i wypadek, i alkohol. Ale czy musiał odbierać sobie życie?

Między nimi wyrósł mur

Wielu zadaje sobie dziś pytanie, czy nie przyczynił się do tego narastający od dłuższego czasu konflikt pomiędzy proboszczem a wiernymi. Większość woli w tej sprawie milczeć.

7 maja proboszcza z zabójczego uścisku sznura odcinał sam jego wikary. Po południu ksiądz Kabat miał obchodzić swoje imieniny, zaprosił nawet księży z okolicznych parafii. Gosposi kazał przyszykować godne przyjęcie. Jednak długo się nie pojawiał. Poszedł go szukać zaniepokojony wikary. W końcu dotarł do łazienki… Gdy w plebanii policjanci dokonywali oględzin zwłok, zszokowany wikary musiał iść odprawić mszę ślubną. Ta tragedia siedzi w ludziach, choć mijają kolejne dni.

Wikary nie rozumie

Wikarego spotykamy gdy wraca powoli, ze spuszczoną głową, z miejscowego gimnazjum, gdzie prowadzi lekcje religii. – Dajmy może już spokój. Nie chcę o całej tej sprawie rozmawiać – mówi ks. Andrzej Gadzina. – Proszę mieć dla mnie trochę zwykłej ludzkiej wyrozumiałości. W międzyczasie odbiera kolejny telefon. – Nie wiem co się stało, sam w ogóle tego nie rozumiem…

Ksiądz Zygmunt Kabat urodził się 5 listopada 1953 roku w Tarnowie. Pochodził z parafii Zbylitowska Góra. Po skończeniu szkoły średniej wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Tarnowie. Święcenia kapłańskie otrzymał z rąk biskupa tarnowskiego Jerzego Ablewicza 25 maja 1980 roku.

Jako wikariusz pracował w parafiach: Kamionka Wielka, Mielec, Szymbark, Baranów Sandomierski i Stary Sącz. – W latach 1993-2003 pełnił urząd proboszcza parafii Głębokie. Ponadto sprawował obowiązki wicedziekana i dekanalnego referenta misyjnego w dekanacie Piwniczna – informuje krótko i zwięźle ks. Marek Podgórski, który pełni funkcję notariusza Kurii Diecezjalnej w Tarnowie.
Ks. Kabat objął parafię w Ochotnicy Górnej w 2003 roku, po proboszczu prałacie ks. Leopoldzie Misterce.

Poprzednik zbudował nowy kościół i dom parafialny. Mieszkańcy pamiętają jeszcze dobrze, gdy ks. Leopold kończył inwestycję. Poprosił wtedy parafian, aby ci… nie dawali dużych sum na składkę! Ci go nie słuchali. Wówczas tłumaczył im: „Sami zmuszacie mnie do kolejnej inwestycji”. W Ochotnicy mówią, że ks. Kabat miał zupełnie inną postawę od poprzednika: tak w sprawach duchownych, moralnych, etycznych i relacji z wiernymi. – Brakowało u niego dyplomacji w rozmowach z parafianami, bardzo pryncypialnie, radykalnie podchodził do wielu spraw – mówi sołtys Zdzisław Błachut. – Nie liczył się z wolą większości parafian. Ludzi najbardziej bulwersowały sprawy finansowe. Nie zawsze pieniądze były wydawane na „zbożne cele”.

Proboszcz nawoływał do składek, a to w każdy pierwszy piątek miesiąca, na chrzcinach, na ślubach, a parafia – i to bez nakładów na większe inwestycje, popadła w długi. Ta sytuacja bulwersowała parafian.

Wypominają, że nawet nie postarał się o utworzenie rady parafialnej, bo – jak mówią niektórzy – za bardzo patrzyłaby mu na ręce. Oliwy do ognia ksiądz dolał miesiąc temu kazaniem, w którym ostro zrugał wiernych za odstępstwa od dekalogu. – Mówił, że jesteśmy winni wszystkiemu, co tylko złego dzieje się w parafii, która jest genetycznie obciążona alkoholizmem – wspomina sołtys Błachut. – To przez nas do naszej parafii mieli nie przyjeżdżać inni księża.

Jednak sołtys dodaje szybko, że fakt wykrycia alhoholu u proboszcza po wypadku, nikogo nie uprawnia do wydawania opinii, iż był alkoholikiem. – Znałem go i wiem, że nie nadużywał alkoholu.
Na wczorajszy pogrzeb księdza Kabata przyjechała liczna delegacja parafian ze Zbylitowskiej Góry. Wśród nich był Kazimierz Jarosiński, który z tym kapłanem chodził do szkoły.

Ministrant, lektor, ksiądz

– Od początku było widać, że czuje większy pociąg do kościoła, jak do zwyczajnej chłopięcej zabawy. Był ministrantem, później lektorem – mówi Jarosiński. – Był zawsze, jak na swój wiek, ustatkowany. My, jak to chłopcy, chcieliśmy czasami popsocić, a on jednak wolał iść do kościoła.

Władysława Gorzkowska mieszka naprzeciw plebanii. O tym, że proboszcz nie żyje, dowiedziała się w sobotę przed południem, kiedy pod plebanię zajechała karetka. – Było to dziwne, bo podjechała, a jednak nikogo nie zabrała – opowiada Gorzkowska. – Dopiero później przyjechali nieoznakowanymi radiowozami policjanci. A gdy przyjechał karawan, to wiedzieliśmy, że coś złego się stało.
Kobieta, gdy słyszy, że ksiądz mógł kierować po pijanemu, oburza się. Jak twierdzi, widywała go codziennie, bo byli sąsiadami, i przekonuje, że na pewno zauważyłaby, gdyby spożywał alkohol.

Feralna noc

– Nieraz rozmawiałam z nim, przecież bym się zorientowała. – To, że ludzie mówią, że był alkoholikiem, jest nie do przyjęcia. Nigdy bym tak nie powiedziała – mówi Gorzkowska.
W nocy z czwartku na piątek ksiądz Kabat, mając około 1 promila alkoholu we krwi, wjechał w dom.

Trafił do szpitala, gdzie opatrzono mu niewielkie rany. – Może ta tragedia to efekt urazu głowy? – zastanawia się dziś Władysława Gorzkowska. Mieszkańcy Ochotnicy zauważyli jednak, że w ostatnich miesiącach ksiądz proboszcz stawał się coraz bardziej zamknięty, apodyktyczny, nerwowy. Może miał problemy, które narastały, a on był wobec nich bezradny? Elżbieta Bartnik z rodzinnej miejscowości księdza Kabata, czyli Zbylitowskiej Góry: – Był wspaniałym kapłanem.

Bo presja jest większa

Psycholog, prof. Zbigniew Nęcki uważa, że samobójstwo księdza mogło być reakcją na wypadek spowodowany po pijanemu. Ale aż samobójstwo?! – W przypadku księdza jest większe obciążenie psychiczne niż u innych – mówi prof. Nęcki. – To może trudne do zrozumienia, ale ksiądz ma czasami więcej powodów do targnięcia się na własne życie niż zwykły śmiertelnik. Na jego profesję jest po prostu większa presja społeczna. Seria niepowodzeń zaakcentowanych wypadkiem samochodowym i być może innymi kłopotami, przelała przysłowiową czarę, mogła spowodować kryzys wiary, a później ostateczny krok. – Jeżeli ktoś jest bez winy niech rzuci pierwszy kamień. Chrześcijańska postawa wymaga przebaczenia – mówił wczoraj do tłumu wiernych, podczas pogrzebu księdza, biskup tarnowski Wiktor Skworc.

[2011] GazetaKrakowska.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: