FiM – Rażąca krzywda

Przestańmy się oszukiwać. Niechaj w Kodeksie drogowym pojawi się nareszcie zapis, że tenże kodeks dotyczy wszystkich… z wyjątkiem księży. Nawet wówczas, gdy zabijają oni ludzi na drogach.

Ksiądz Artur M. ze Strzelina jest młodym i nadzwyczaj energicznym kapłanem. Nie przekroczył jeszcze trzydziestki, a już zdążył się dorobić luksusowego samochodu, na który nie byłoby stać nawet nieźle sytuowanych „cywilów”. A jak się już ma taką brykę, to przecież nie po to, aby jeździć nią 60 km/h.

Jesteśmy przekonani, że takie mniej więcej myśli przebiegały przez głowę księdza, gdy 13 maja ub.r. swoją alfą romeo gnał jak szalony przez gęsto zabudowany teren. Dodatkowo nastrój poprawiała mu głośna muzyka wydobywająca się z samochodowego stereo, a także pisk opon na zakrętach. Następny ostry łuk, jeszcze następny i… w polu widzenia pirata pojawia się młody chłopak naprawiający na poboczu motorower. Rozpędzony do grubo ponad setki wóz nie ma żadnych szans na ominięcie przeszkody. Rozlega się makabryczny huk i chłopiec – wyrzucony w powietrze jak z katapulty – upada obok zmiażdżonego motoroweru.

– Gdy dobiegłem do miejsca wypadku, dzieciak leżał nieprzytomny – wspomina zdarzenie jeden ze świadków. – Kierowca, który spowodował wypadek, był księdzem i udzielił swojej ofierze ostatniego namaszczenia.

– Właśnie wracałem z ryb, gdy 400 metrów od domu usłyszałem sygnał karetki ratunkowej – wspomina Mieczysław Chustecki, ojciec chłopca. – Rzuciłem wszystko i pobiegłem na miejsce wypadku. Mój Krzyś był ciężko ranny, w zasadzie umierający. Wiedziałem, że to koniec, że w jednej sekundzie straciłem 15-letniego syna! Jeszcze przez dwa tygodnie lekarze walczyli o jego życie, ale nie odzyskał już przytomności. Tuż po Bożym Ciele, pochowaliśmy go na cmentarzu w Cybince.

Ojciec i matka Krzysztofa do dziś nie mogą otrząsnąć się z tragedii. Od tamtej chwili kobieta nie przespała spokojnie ani jednej nocy, ciągle płacze. Podupadła na zdrowiu.

Śledztwo w sprawie wypadku w Drzeniowie, prowadzone przez Prokuraturę Rejonową  w Krośnie Odrzańskim, potwierdziło winę kierowcy alfy romeo. Biegli ustalili, że w chwili tragedii samochód jechał z prędkością ponad 130 kilometrów na godzinę, czyli ponad dwa razy tyle, ile dopuszczają przepisy w terenie zabudowanym. Stosowny akt oskarżenia został skierowany do sądu.

W styczniu bieżącego roku Sąd Rejonowy wydał wyrok: dwa lata pozbawienia wolności… w zawieszeniu na trzy lata! A na otarcie łez dodał pięcioletni zakaz prowadzenia pojazdów.

Od tego orzeczenia odwołuje się zarówno prokurator, jak i… obrońca oskarżonego. Ten ostatni twierdzi, że – UWAGA! – „wyrok jest rażąco krzywdzący i powinien być znacznie łagodniejszy, bo ksiądz nie był jeszcze karany, a ze względu na młody wiek i zawód nie można go krzywdzić”. Pięknie!

Prokurator tymczasem domaga się 2 lat bezwzględnej odsiadki i uzasadnia swój wniosek tym, że rozmiar winy kierowcy jest zatrważający, zważywszy, że śmiertelną ofiarą idiotycznej brawury stało się dziecko.

Na początku kwietnia Sąd Okręgowy w Zielonej Górze zmienił zaskarżony wyrok… nie uwzględniwszy ani jednego argumentu prokuratury. Przeciwnie. Temida okazała się jeszcze łagodniejsza dla pirata i zmniejszyła okres wstrzymania prawa jazdy z pięciu do dwóch lat. No i koniec. Prokurator nic nie może zrobić.

– Gdybyśmy byli bogaci, mieli znajomości lub gdyby brata zabił ktoś inny, a nie ksiądz – mówi siostra Krzysztofa, Sylwia – zapewne nie taki byłby wyrok.

Wyrok w sprawie wypadku w Drzeniowie jest już prawomocny. Ksiądz Artur już niedługo znowu zasiądzie za kierownicą swojej śmiercionośnej limuzyny. Cóż zatem pozostało rodzinie zabitego Krzysia? Mogą teraz skarżyć księdza w procesie cywilnym, ale na to potrzebne jest zdrowie i wielkie pieniądze, których Chusteccy nie mają. Jest jeszcze jedna rzecz – proces nie powinien się toczyć w państwie wyznaniowym…

[2003] FaktyiMity.pl 30(177)/2003

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d bloggers like this: