Ksiądz pobił czy pogonił?

Proboszcz parafii pod wezwaniem św. Jacka i Doroty w Piotrkowie miał pobić dwie dziewczynki. Policję zawiadomiła o tym matka jednej z nich. Następnego dnia spod pobliskiego sklepu nocnego odprowadzili go na plebanię …

Proboszcz parafii pod wezwaniem św. Jacka i Doroty w Piotrkowie miał pobić dwie dziewczynki. Policję zawiadomiła o tym matka jednej z nich. Następnego dnia spod pobliskiego sklepu nocnego odprowadzili go na plebanię policjanci. Kuria Archidiecezji Łódzkiej stara się w tej chwili ustalić fakty.

Ksiądz Władysław Kmieciak, proboszcz parafii pw. św. Jacka i Doroty, nie ma dobrej opinii, przynajmniej wśród niektórych parafian. Nawet dzieci mieszkające w pobliżu kościoła mówią, że chodzi pijany. Skąd to wiedzą? – Bo czuć od niego wódkę – odpowiadają. Nastoletni chłopcy skarżą się, że kiedyś, rok temu, pogonił ich z policyjną pałką i nawet jednego nią zdzielił.

– Tak było – mówi 16-letni dziś chłopak, który boi się podać swoje imię i nazwisko. – Byliśmy na wiśniach w ogrodzie przy szkole (dawna podstawówka nr 9 – przyp. mj) i usiedliśmy na schodach pod plebanią. Wtedy on wyskoczył z pałką.

Dzieci z okolicznych kamienic nie są, jak widać, bez winy. Tak samo było w poniedziałek wieczorem, kiedy do ogródka przy plebanii wybrały się po róże trzy dziewczynki w wieku 9 – 10 lat. – Chciałyśmy je urwać dla kolegi, który był w szpitalu – tłumaczy Jowita Wałkuska (jej matka zgodziła się na podanie nazwiska).

Z relacji Jowity wynika, że proboszcz wyszedł i zawołał je do siebie. Podeszła ona i Kinga Ś. Wtedy ksiądz złapał je za głowy i uderzał nimi o siebie. Kiedy dziewczynki mu się wyrwały, Kinga i trzecia z nich, Ola, pobiegły po matkę Jowity.

– Kiedy weszłam na teren parafii, zobaczyłam mężczyznę w majtkach i koszulce tarmoszącego moją córkę – opowiada Lucyna Wałkuska. – Zawiadomiłam policję.

Dyżurny Komendy Miejskiej Policji w Piotrkowie przyjął, jak informowaliśmy, takie wezwanie i wysłał na miejsce patrol.

Ksiądz Władysław Kmieciak potwierdził w rozmowie z nami, że faktycznie zauważył trzy dziewczynki, które kradły kwiatki, i pogonił je.

– A co by pan zrobił, gdyby ktoś przyszedł kraść i niszczyć to, co do niego nie należy? – zapytał.

Okoliczności tego zdarzenia stara się teraz wyjaśnić policja. Z kolei rodzice Kingi Ś. zawieźli ją do lekarza, by uzyskać obdukcję. – Od tego, jaki będzie jej wynik, zależy, czy sprawa będzie prowadzona z urzędu, czy z powództwa cywilnego – mówi komisarz Artur Matera, rzecznik komendanta miejskiego policji.

Lucyna Wałkuska zapowiada, że nie ulegnie i założy sprawę, jeśli będzie trzeba. – Jeżeli kradły, to ksiądz powinien zaprowadzić je do rodziców, a nie bić – tłumaczy. – A co mogłoby się stać, gdybym nie przyszła?

Następnego dnia Wałkuska raz jeszcze wezwała policję. Tym razem do sklepu nocnego przy ul. Wojska Polskiego, do którego ks. Kmieciak przyszedł po wódkę i stawiał piwo. I tę interwencję (jako „odprowadzenie pijanego księdza na plebanię”) odnotowano w policyjnej książce.

– Ksiądz kupił pół litra i postawił piwo – mówi 35-letni Piotr (nie chce podać nazwiska). – Nie był trzeźwy. Później przyszedł jakiś mężczyzna i zaczął go bić. Dodajmy, że był to prawdopodobnie ojciec Kingi.

– Zaprzeczam, że poszedłem do sklepu po wódkę – mówi ks. Władysław Kmieciak. – Poszedłem po wodę mineralną. I wtedy ktoś mnie pobił. Nieprawdą jest też, że policja odprowadziła mnie na plebanię. Ktoś chce mi uszyć buty. Podejrzewam kto, ale nie mogę panu powiedzieć.

Kuria Archidiecezji Łódzkiej nie zajęła na razie stanowiska. – Jesteśmy na etapie ustalania faktów – powiedział nam wczoraj ks. Zbigniew Tracz, notariusz kurii. – Przedstawimy je w przyszłym tygodniu księdzu arcybiskupowi i wtedy on, jeżeli uzna to za stosowne, takie stanowisko zajmie.

[2004.07.30] NaszeMiasto.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: