Szantażysta księdza trafił za kratki!

Za dwadzieścia tysięcy złotych gotów był zrezygnować z szantażowania proboszcza Zenona z Mogilna. Rozsyłał w sieci kompromitujące go zdjęcia. Po kilku miesiącach poszukiwań wpadł w ręce chojnickiej policji.

– Policjanci zatrzymali 40-latka poszukiwanego listem gończym wydanym przez sąd – informuje sierżant sztabowy Renata Konopelska, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Chojnicach. – W piątek około godziny 11 patrol przejeżdżający ulicą Nowe Miasto w Chojnicach zauważył osobę podobną do mężczyzny z portretu pamięciowego. Policjanci zatrzymali się, wylegitymowali przechodnia i okazało się, że jest nim właśnie sam poszukiwany.

W rezultacie 40-latek trafił wprost z ulicy do aresztu śledczego w Chojnicach.

Z puszkami piwa i męską nogą

O sprawie huczało w całym Mogilnie i okolicach. W sieci krążyły kontrowersyjne zdjęcia księdza Zenona Lewandowskiego, proboszcza parafii pw. św. Jakuba Apostoła w Mogilnie.

Przedstawiały kapłana (z prostokątem zasłaniającym oczy) w negliżu za stołem zastawionym puszkami z piwem. W kadrze widać jeszcze męską nogę. Na jednym ze zdjęć pojawiło się zbliżenie męskich genitaliów.

Nadawca e-maili oskarżał księdza, że „zapewne lubi nie tylko imprezować. Chcesz ostrzejsze zdjęcia to napisz.”

Wśród bogatej listy adresatów e-maili widniały parafie w Mogilnie, Dąbrowie, Niestronnie, Kwieciszewie oraz Sekretariat Prymasa Polski, Trybunał i Kuria Metropolitalna w Gnieźnie.

Arcybiskup: żadnych kontaktów!

Tuż po tym jak dwie „przesyłki” trafiły do mogileńskiego klasztoru, ksiądz Andrzej Panasiuk, proboszcz parafii św. Jana Apostoła, dziekan dekanatu mogileńskiego opowiedział o sprawie arcybiskupowi Henrykowi Muszyńskiemu, który spotkał się z księdzem proboszczem. Współczuł mu i zakazał jakichkolwiek kontaktów z szantażystami.

Przyjąłem go pod swój dach

Ksiądz proboszcz Zenon Lewandowski upatrywał początku tej bulwersującej sprawy w konflikcie z mężczyznami, którzy remontowali plebanię.

– Przyjąłem ich pod swój dach, mieszkali na plebanii – opowiadał ksiądz Lewandowski. – Umowa była ustna, ale za wynagrodzeniem. W tym czasie pojechałem do Bydgoszczy na operację, nie doglądałem prac. Po powrocie nie byłem zadowolony z tego, co zrobili. Powiedziałem im to. Później doszło do wyzwisk, obrazy Kościoła. Nie mogłem tego tolerować, podziękowałem im za pracę. Rano zrobiłem im jeszcze śniadanie, ale nie mieli odwagi zjeść. Po kilku dniach ktoś zadzwonił i powiedział, że ma kompromitujące mnie zdjęcia i jeśli nie zapłacę 20 tysięcy złotych, to będę mocno żałował. Poznałem głos. I za co? Za dobro, które okazałem? Nie mam nic sobie do zarzucenia, nikogo nie skrzywdziłem, a tu taka czarna niewdzięczność. Dopiero później zauważyłem, ze zginął z plebanii mój aparat fotograficzny. Prokuratury od razu nie zawiadomiłem, bo myślałem, że ta próba szantażu to była sytuacja jednorazowa.

A zdjęcie? – Powiem z bólem serca: – Było lato, stawiałem im piwo, sam też wypiłem. Nie mam problemu z piciem. O wszystkim rozmawiałem z księdzem arcybiskupem, współczuł mi. To będzie we mnie siedziało do końca życia. Jestem księdzem i muszę przebaczać.

Podejrzany czterokrotnie karany

Od trzech miesięcy Prokuratura Rejonowa w Mogilnie chciała postawić mężczyźnie zarzuty: kradzieży mienia (aparatu fotograficznego) i gróźb karalnych w celu zmuszenia do określonego zachowania (żądanie 20 tys. zł za odstąpienie od rozpowszechniania fotografii księdza pijącego piwo).

Oba czyny zagrożone są karą łączną do pięciu lat pozbawienia wolności.

Mężczyzna podejrzany o szantaż od 1996 roku był już czterokrotnie karany za m.in. usiłowanie oszustwa i groźby karalne.

[2009] Pomorska.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: