Dom Maleńkiej Miłości w Kobylnicy: siostry działały nielegalnie

Schorowane starsze panie nie miały prawa przebywać w Domu Maleńkiej Miłości w Kobylnicy, a siostry korzystać z ich emerytur.

Kornelia Kramny, przełożona generalna zgromadzenia sióstr Franciszkanek, odpiera zarzuty Teresy Szady-Borzyszkowskiej, byłej siostry Józefy, karnie wydalonej z zakonu. Przypomnijmy, była zakonnica winą za przerwanie budowy kompleksu opiekuńczego w Kobylnicy obarcza przełożoną. Zarzuca jej, że najpierw przyjęła starsze osoby do Domu Zakonnego znajdującego się przy budowanym kompleksie, a później kazała je wyrzucić.

Z listu, jaki otrzymaliśmy od Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Maryi Nieustającej Pomocy w Krzyżanowicach wynika, że zgromadzenie nic nie wiedziało, że na budowie przebywają starsze osoby, którymi opiekują się siostry. Ich jedynym zadaniem była kwesta i budowa kompleksu. Siostry tłumaczyły przełożonym, że starsze panie są tylko ich gośćmi.

Zgromadzenie bezskutecznie próbowało się dowiedzieć, jakimi osobami siostry się opiekują, czy są ubezwłasnowolnione i na jakie choroby cierpią. Pensjonariuszki przekazywały siostrom swoje emerytury i renty w zamian za opiekę. Tymczasem, jak czytamy w liście od przełożonej generalnej, „Dom Zakonny nie był przystosowany do pełnienia funkcji domu pomocy społecznej, a także nie zostały uzyskane stosowne zezwolenia na prowadzenie domu pomocy”.

Przełożona, nie otrzymując informacji od podwładnych z Kobylnicy, sama próbowała rozwiązać sprawę i znaleźć miejsce dla pań w domu pomocy we Wrocławiu. Podwładne odmówiły. Wtedy zgromadzenie „podjęło dramatyczną decyzję” – pisze przełożona – o wezwaniu starszych osób do opuszczenia Domu Zakonnego.

Wówczas zapadła decyzja o odwołaniu siostry Józefy za nieposłuszeństwo i o przerwaniu budowy Domu Maleńkiej Miłości. Za symboliczną złotówkę budowę wraz z pięcioma starszymi osobami, które wciąż przebywają tam nielegalnie, przejęła gmina Kobylnica. Siostra została wydalona z zakonu i nie ma prawa nosić habitu.

Była zakonnica uważa jednak inaczej. Ona i jej matka, która była jedną z pensjonariuszek, otrzymają mieszkanie komunalne od gminy, ponieważ miały zameldowanie. Nie wiadomo, co się stanie z pozostałymi pensjonariuszkami, o których nikt właściwie nic nie wie.

– Dlatego poprosiliśmy o interwencję policję, która ma ustalić tożsamość przebywających tam osób – mówi Leszek Kuliński, wójt gminy Kobylnica. – Chcemy, aby ich rodziny zabrały je do domów.
Kobiety mają opuścić nieruchomość do końca września. Ich dalsza obecność nie jest możliwa, ponieważ wznowione zostaną prace budowlane. W DMM ma powstać centrum rehabilitacyjne oraz zakład opiekuńczy.

Niestety, Stowarzyszenie Dom Maleńkiej Miłości, którego prezesem jest Teresa Szada-Borzyszkowska, do dziś, mimo obietnic, nie przedstawiło rozliczenia finansowego. Nie wiadomo, ile pieniędzy zebrały siostry i na co zostały one wydane.

– Sprawozdanie finansowe przedstawimy w drugiej połowie września po zebraniu zarządu – mówi Teresa Szada-Borzyszkowska.

Wiadomo, że siostry działające w Kobylnicy i osoby z nimi związane pozostawiły po sobie potężne długi, m.in. pożyczyły i dotąd nie oddały ponad 100 tysięcy złotych od słupskiego biznesmena na organizację festynu z FC Barceloną.

Słupski urząd skarbowy zwrócił się do wójta Kulińskiego z pytaniem, czy stowarzyszenie dalej funkcjonuje i spełnia swoje zadanie. Chodzi o to, czy zasadnym jest przekazanie na jego rzecz jednego procenta podatku dochodowego.

Według wójta, stowarzyszenie już dawno nie zajmuje się budową, dlatego nie powinno dostać pieniędzy i musi zostać rozwiązane.

[2009] GP24.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: