Hiszpańska zakonnica oskarżona o rabunek dziecka

Sprawa Marii Gomez Valbueny jest pierwszą, która idzie do sądu. Ale na rozpatrzenie czeka ponad tysiąc kolejnych.

– Niech za to zapłaci tu i teraz. A jak nie, to zapłaci w niebie – oświadczyła zgromadzonym pod sądem w Madycie dziennikarzom Maria Luisa Torres, której w 1982 r. ukradziono noworodka w madryckiej klinice katolickiej Santa Cristina.

W środę podpisała ostateczne zeznania, a sędzia śledczy Adolfo Carretero wytoczył sprawę. O kradzież dziecka oskarża siostrę Marię Gomez Valbuenę, 80-letnią dziś zakonnicę ze zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia.

Pani Torres odzyskała córkę Pilar dopiero sześć miesięcy temu.

Siostra Maria pracowała przez 30 lat w dwóch katolickich szpitalach, Santa Cristina i San Ramon, jako asystentka społeczna. W obu nagminnie rabowano dzieci matkom w ciężkej sytuacji materialnej lub psychologicznej i oddawano je do adopcji bezdzietnych małżeństwom. Metryki urodzenia fałszowano.

O kierowanie procederem podejrzewany jest doktor Eduardo Vela – na razie nie został jednak oskarżony. Twierdzi, że niczego nie pamięta, a wszystkie dokumenty kliniki zniszczył.

– W moich zeznaniach nie zmieniłam ani przecinka – mówi pani Torres. – Siostra Maria powiedziała, że zabierają mi dziecko, bo jestem cudzołożnicą. Groziła, że mnie oskarży, a jak ja ją zaskarżę, postara się, by mi odebrano drugie dziecko.

Maria Luisa Torres w 1982 r. miała już dwie córki i rok wcześniej rozstała się z mężem. Pod koniec trzeciej ciąży (ojcem dziecka był jej nowy partner) poszła rodzić do kliniki Santa Cristina. Powiedziano jej bowiem, że pracuje tam siostra zakonna, która pomaga matkom w trudnej sytuacji.

Kłopot pani Torres polegał na tym, że jej partner nie chciał słyszeć o dziecku. Siostra obiecywała, że po porodzie znajdzie dlań żłobek, gdzie matka będzie mogła je doglądać.

Kiedy jednak urodziła się Pilar Maria Luisa usłyszała od Marii Gomez, że dziecko zmarło po porodzie, a potem, że zostało oddane do adopcji, bo ona nie nadaje się na matkę. Siostra zagroziła też, że oskarży ją o cudzołóstwo.

Pani Torres, prosta kobieta, nieświadoma że cudzołóstwo nie jest przestępstwem, próbowała protestować. Zastraszona postanowiła milczeć. Z kliniki wróciła do domu bez córki.

Tę zaś oddano do adopcji bezdzietnemu małżeństwu, które siostra Maria sumiennie wypytała o sytuację materialną i przywiązanie do religii. Powiedziała też, że matka niemowlęcia jest prostytutką. I kazała zapłacić za koszty jej pobytu w hotelu i szpitalu.

Jednak ojczym Pilar, Alejandro Alcalde, nigdy nie ukrywał przed córką, że jest adoptowana; tłumaczył, że biologiczna matka ją porzuciła. Kiedy dziesieć lat temu Pilar postanowiła ją odszukać, sam wynajął detektywa i adwokata. Pewnego dnia w programie telewizyjnym zobaczyli panią Torres, która też szukała córki. Badania DNA ustaliło, że to ona jest matką Pilar.

– Nie sądziłam, że znajdą się odważni ludzie i oskarżą kogoś z Kościoła, ale teraz jestem szczęśliwa – mówi Maria Luisa Torres.

Pod budynkiem sądu czekało na nią około 20 osób szukających swoich dzieci oraz dzieci szukające rodziców. Na piersiach mieli plansze z napisem: „Wszyscy jesteśmy Marią Torres”, bo to pierwsza taka sprawa, która trafia na wokandę. Niektóre umorzono z braku dowodów.

Enriqueta Pelayo mówiła: – Gdy słyszę nazwisko tej zakonnicy, przechodzą mnie ciarki. W 1980 r. w klinice San Ramon siostra powiedziała, że moje dziecko umarło, choć słyszałam jego płacz za ścianą.

– Chyba jestem dzieckiem ukradzionym – mówiła ponad 30-letnia Camino. – Urodziłam się w San Ramon w 1980 r. Moim przybranym rodzicom siostra Maria powiedziała, że aby mnie adoptować muszą znaleźć kobietę w ciąży, która nie chce mieć dziecka, a ona zrobi wymianę. I tak się stało. Ale nie mogę odnaleźć dokumentów adopcyjnych, więc nie wiem, komu mnie odebrano.

W Madrycie prokuratura bada ponad 100 spraw, a w całej Hiszpanii jest ich przeszło 1500. Niemal wszystkie zaskarżone przypadki dotyczą klinik katolickich. Większość tych historii wydarzyła się w latach 70. i 80.

W sytuacji, gdy matkom mówiono, że niemowlęta zmarły, dokonano ekshumacji – co najmniej trzy dziecięce trumienki okazały się puste. W innych przypadkach badane jest DNA.

Minister sprawiedliwości Alberto Ruiz-Gallardón oznajmił ostatnio, że sprawa zrabowanych dzieci będzie priorytetem jego urzędu.

Makabryczny proceder zaczął się latach 40. i 50., kiedy przedstawiciele frankistowskiej dyktatury kradli dzieci republikańskim więźniom i oddawali je rodzinom politycznie i religijnie prawomyślnym. W latach 70. i 80. lekarze, pielęgniarki i zakonnice robili to dalej już na własną rękę i dla pieniędzy.

[2012] Wyborcza.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: