Norbertanki z Krakowa chcą sprzedać osiedle. Razem z mieszkańcami. Zdjęcia naszych mieszkań odkryliśmy w internecie

Norbertanki z Krakowa sprzedają domy razem z mieszkańcami. Całe osiedle wyceniają w sumie na 4,5 mln zł. – Dowiedzieliśmy się o tym od dziennikarzy i z ogłoszeń w internecie. Zobaczyliśmy tam zdjęcia naszych mieszkań – mówią lokatorzy. Boją się, że gdy nowy właściciel przejmie budynki, będą musieli się wyprowadzić lub płacić więcej.

TOK FM dotarło do dokumentów, ksiąg wieczystych, upoważnień i pełnomocnictw sióstr norbertanek z Krakowa, z których wynika, że planują sprzedać osiedle przy ul. Marglowej w Krakowie. Wszystko jest przeprowadzane zgodnie z prawem. Wątpliwości pozostawiają jednak: sposób postępowania z mieszkańcami ul. Marglowej, którzy o planowanej sprzedaży osiedla nic nie wiedzieli, oraz zaniedbania przy utrzymaniu nieruchomości.

– Okazuje się, że będziemy sprzedani razem z domkami. Jak bydło. Nie wiadomo, co z nami będzie – mówi nam Zbigniew Buras, jeden z mieszkańców. – Żyliśmy nadzieją, że będziemy mogli kiedyś kupić te domy – dodaje. – Siostry powiedziały nam dopiero, jak zaczęliśmy do nich dzwonić, że nie ma możliwości, by ktoś sobie pojedynczo wykupił dom. Chcą sprzedać tylko całość – twierdzi zaś Małgorzata Pikuła, inna lokatorka.

„Myśleliśmy, że to zdjęcia do dokumentacji”

Marglowa to małe osiedle domów dawnych pracowników kombinatu w Nowej Hucie. Wszystkie budynki i działki należą wyłącznie do norbertanek – świadczą o tym zapisy w księgach wieczystych z adnotacją, że ta nieruchomość (ul. Marglowa 1-9) decyzją Komisji Majątkowej zwrócona była zakonnicom przez miasto Kraków. Przejęcie majątku przez siostry na początku lat 90. odbyło się bez rozgłosu. – Dostaliśmy jakieś świstki do podpisania i wszyscy podpisali – przyznaje Pikuła.

Teraz zakonnice działki chcą sprzedać. W ogłoszeniu (zamieszczonym także w internecie) znalazł się opis nieruchomości przygotowanej do sprzedaży. Zaznaczono w nim, że osiedle wyceniono na 4,5 mln zł, co przy ponad 193 arach daje 23 tys. 292 zł za ar. Na osiedlu znajdują się domki (19 budynków) z przełomu lat 50. i 60. XX w. w zabudowie bliźniaczej oraz kamienica z ok. 1905 roku. W cenie jest także działka. Nieruchomość ma być sprzedana z lokatorami, gdzie zdecydowana większość ma podpisane umowy na czas nieokreślony.

Według pełnomocnika norbertanek, który zlecił zamieszczenie ogłoszenia, kominy, wentylacje i dachy remontowane były na bieżąco. Domki są ogrodzone, podpięte do sieci miejskiej (gaz, prąd, woda). Załączonych jest też kilka zdjęć mieszkań, ale tylko wnętrz. Na żadnym nie widnieją budynki z zewnątrz. Wybraliśmy się do mieszkańców tego osiedla.

Zdziwieni, rozpoznali na zdjęciach w ogłoszeniu swoje kuchnie i łazienki. – Były tu kiedyś takie panie, które robiły zdjęcia, ale mówiły, że to do dokumentacji technicznej. A tu widzę je w ogłoszeniu – dziwi się Zbigniew Buras. Na Marglowej mieszka od 1984 roku. – Siostry od lat tak mieszają, mydlą oczy, a teraz chcą nas sprzedać po cichu, jak bydło, z całym inwentarzem – dodaje.

[AKTUALIZACJA] Po naszej publikacji oferta sprzedaży zniknęła.

„Deweloper zrobi z nami, co będzie chciał”

– O, a to pokój syna – oburza się Buras, patrząc z niedowierzaniem w ekran komputera. Dodaje: – Całe mieszkanie wyremontowałem sam, od sióstr nie mogłem się doprosić pomocy, zwróciły mi tylko 30 proc. kosztów wymiany jednego okna na strychu, bo tam już był grzyb i pleśń, a w zimie w pokoju hulał wiatr. Łazienkę flizowałem sobie i sąsiadom; inni mają na ścianach odchodzącą lamperię, bo tu bogaci nie mieszkają – opowiada lokator spod numeru 4.

Małgorzata Pikuła drzwi otwiera w kurtce. W niewielkiej, skromnie urządzonej kuchni jest zimno. Ciepło daje tylko piecyk, na którym pani Małgorzata akurat gotuje obiad. Mieszka tu 35 lat. – Mąż pracował całe życie w kombinacie, zdrowie stracił, rentę ma – załamuje ręce. – Całość pewnie kupi teraz deweloper i zrobi z nami, co będzie chciał. Boimy się, bo nie wiemy, co dalej będzie – mówi.

„Chcieliśmy wykupić mieszkania”

Mieszkańcy relacjonują: – Norbertanki obiecały, że będziemy mogli wykupić mieszkania. Tłumaczyły, że chcą uporządkować dokumenty i wtedy złożyć konkretną ofertę – relacjonują. – Jakaś tam oferta wreszcie się pojawiła, ale siostry szybko się z niej wycofały – wspomina Małgorzata Pikuła.

Druga propozycja pojawiła się kilka lat później. Siostry chciały, by mieszkańcy Marglowej przenieśli się do bloku, który miał dopiero powstać. Zaproponowany czynsz na ówczesne czasy był duży. 17 zł/m kw. to dwa razy więcej niż opłaty w bliźniakach, w których mieszkali do tej pory. Do tego każdy z mieszkańców miał wpłacić kaucję za lokal. Lokatorzy, z którymi rozmawialiśmy, twierdzą, że nie byłoby ich na to stać. Pomysł upadł, ale był doskonałą wymówką, by nie wydawać pieniędzy na potrzebne remonty starych budynków.

Siostry: Nie stać nas na remonty

We wrześniu 2010 r. lokatorzy dostali od norbertanek pismo, w którym siostry tłumaczyły, że nie mogą finansować napraw i remontów, bo planują rozpocząć przy Marglowej inną inwestycję. W dokumencie podpisanym przez przełożoną klasztoru zaznaczono, że zakonnice sfinansują tylko naprawy tych uszkodzeń, które zagrażają zdrowiu i życiu mieszkańców. W piśmie przeorysza tłumaczy też mieszkańcom, że na złą kondycję wybudowanych ponad pół wieku temu budynków wpływ miała pogoda („długa zima, chłodna i mokra wiosna, krótkie lato”).

Mieszkańcy dostali od norbertanek też inne pismo, z informacją o tym, że jakiekolwiek finansowanie remontów nie będzie możliwe – brakuje na nie pieniędzy, bo część lokatorów z ul. Marglowej nie płaci czynszów. „Niestety, bardzo często zdarza się, że nie dotrzymujecie Państwo terminów i nie wywiązujecie się ze swoich zobowiązań. Klasztor co roku inwestuje duże środki finansowe na utrzymanie i obsługę budynków mieszkalnych, których jest właścicielem, a środki, które pozyskuje z czynszów najmu, są niewystarczające na ich pokrycie. Winę za tę sytuację ponosicie niestety Państwo sami” – czytamy w jednym z pism do lokatorów. Całe osiedle, jak wykazał klasztor, zadłużone było wtedy na ponad 75 tys. zł. Wtedy też siostry po raz kolejny zachęcały do przeprowadzki do bloku, którego budowa jest dopiero w planach.

Teraz norbertanki nic nie powiedziały mieszkańcom o sprzedaży domów.

Kuria o niczym wiedzieć nie musi

Badając całą sprawę, próbowaliśmy się skontaktować także z Zenonem Hajdugą, który był wieloletnim zarządcą majątku norbertanek i łącznikiem między zakonnicami a lokatorami z Marglowej. Ten jednak twierdzi, że ze sprawą sprzedaży nie ma nic wspólnego. Norbertanki ustanowiły innego pełnomocnika sprzedaży działek.

Przy tego typu transakcjach zakonnice nie muszą informować o niczym krakowskiej kurii. Zgodnie z przepisami prawa kanonicznego klasztor sióstr norbertanek w Krakowie jest klasztorem niezależnym. Jako taki, zgodnie z Ustawą o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego, ma osobowość prawną. Ciągle czekamy na wyjaśnienia przeoryszy klasztoru sióstr norbertanek w Krakowie Zofii Troszczyńskiej. Wielokrotnie próbowaliśmy się z nią skontaktować.

Zgodnie z posiadanymi przez nas dokumentami to ona odpowiedzialna jest za wszelkie decyzje i działania prawno- administracyjne oraz załatwianie spraw służbowych klasztoru.

[2012] TokFM.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: