Cmentarna masakra piłą mechaniczną

Ksiądz wyciął bez pozwolenia lipy z cmentarza. Nie czekał na opinię i zgodę urzędników O sprawie zaalarmował nas Grzegorz Kołacz, mieszkaniec Woliborza koło Nowej Rudy. – Prawo jest jedno dla wszystkich.

Ksiądz wyciął bez pozwolenia lipy z cmentarza. Nie czekał na opinię i zgodę urzędników

O sprawie zaalarmował nas Grzegorz Kołacz, mieszkaniec Woliborza koło Nowej Rudy.

– Prawo jest jedno dla wszystkich. Na wycinkę trzeba mieć zgodę wójta. Ksiądz wyciął jednak rosnące na cmentarzu lipy pod koniec kwietnia, a dopiero na początku maja złożył wniosek o pozwolenie.

Sprawdziliśmy i rzeczywiście taki wniosek ks. proboszcz Marek Bordiakiewicz złożył 5 maja. Wczoraj Janusz Król z wydziału ochrony środowiska Urzędu Gminy w Nowej Rudzie pojechał, by ocenić, czy wskazane przez duchownego lipy trzeba rzeczywiście usunąć.

– Drzew, niestety, już nie było. Zostały tylko pniaki – mówi Król. – Na podstawie ich wyglądu można domniemywać jedynie, że część drzew rzeczywiście była chora i prawdopodobnie zdecydowalibyśmy o ich wycięciu. Nie wiem, dlaczego ksiądz nie zaczekał. To dziwne, bo wcześniej kilka razy występował o zgodę na wycinkę w Woliborzu i Dzikowcu. Robił to dopiero, gdy dostał pozwolenie.

W kwietniu bardzo głośno było o rolniku ze wsi Kromnów w gminie Stara Kamienica, który bez zgody ściął drzewa i wójt nałożył na niego 1,5 mln zł kary. Czy podobnie zachowa się Sławomir Karwowski, gospodarz Nowej Rudy?

– Ewidentnie złamano prawo – mówi wójt. – Zanim jednak podejmę decyzję, zlecę leśnikom wydanie opinii na temat wyciętych drzew. Ekspertyza musi wykazać, jakie to były okazy i czy rzeczywiście z powodu choroby należało je usunąć. Porozmawiam też z duchownym, by dowiedzieć się, dlaczego złamał przepisy.

Proboszcz Bordiakiewicz nie chciał wczoraj rozmawiać o wycince. W rozmowie telefonicznej stwierdził jedynie, że zrobił słusznie, bo lipy były w fatalnym stanie, mogły złamać się i zniszczyć cmentarne nagrobki. Podobnie uważa Janusz Poproch, sołtys wsi. Dla niego złożenie wniosku przez księdza jest równoznaczne z pozwoleniem na wycinkę.

– A drzewa były spróchniałe – dodaje.

Jednak ani on, ani ksiądz nie mieli opinii wykwalifikowanego leśnika.

W Polsce wciąż dochodzi do samowolnych wycinek, mimo grożących za to wysokich kar. W zależności od gatunku i wielkości okazu wahają się od kilkunastu do kilku tys. zł za 1 cm obwodu drzewa.
Rolnik ze Starej Kamienicy wyciął ze swojej łąki 60 drzew, dlatego wójt wyliczył, że ma zapłacić 1,5 mln zł kary. Radni zgodzili się jednak umorzyć 99 proc. drakońskiej sumy. Jeszcze wyższą karę nałożył 4 lata temu prezydent Ostrowa Wielkopolskiego na parafię ewangelicko-augsburską za wcięcie 321 drzew. 4,1 mln zł to jedna z najwyższych kar orzeczonych w kraju za wycinkę na cmentarzu.

[2008] NaszeMiasto.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: