Jak pedofil z ośmiornicą

W głośnej w USA aferze księży kat. molestujących seksualnie dzieci jest wątek polski. W naszej prasie nigdzie nie padło nazwisko duchownego z Polski.

Nie było też nawet wzmianki o jego związkach z Markiem B. – świadkiem koronnym w sprawie „łódzkiej ośmiornicy”.

Według prasy amerykańskiej tylko w tym roku, a ściślej w ciągu jego 4 pierwszych miesięcy, od pracy duszpasterskiej odsunięto tam ponad 190 katolickich księży oskarżonych o pedofilię. Oficjalne skargi na molestowanie seksualne przez dobrodziei złożyło nie mniej niż 500 wiernych i liczba ta z każdym dniem wzrasta. Fali kolejnych oskarżeń nie zatrzymało oficjalne potępienie kleszej pedofilii przez J. P. 2. Ocenia się też, że tylko w tym roku Kościół kat. w USA wypłacił od 300 do 400 mln dolarów odszkodowań ofiarom gwałtów i molestowań.

Bankructwo grozi diecezji bostońskiej w stanie Massachusetts kierowanej przez wpływowego kardynała Bernarda Lawa. Publicznie obwiniany kardynał przyznał się, że przez wiele lat ukrywał w podległych sobie parafiach księży pedofili. Papież odpuścił mu winy pozostawiając na dotychczasowym zydlu („NIE” nr 17/2002).

Klimat do figli panuje tam szczególny. Tylko jeden katolicki duchowny – John Geoghan, beknął niedawno za gwałty i molestowanie 130 (!) nieletnich. Bawił się tak przez 20 lat („NIE” nr 5/2002). Szczyt jego seksualnej aktywności przy-pada na połowę lat 80.

Wtedy to przyjechał do Bostonu prześladowany przez komunę ksiądz Andrzej – duchowny z ojczyzny papieża – jak ponoć powitała go jedna z bostońskich gazet. 16 lat później, 2 października 2001 r., gazety „Boston Herald” i „Boston Globe” napisały, że polski proboszcz Andrzej Sujka z parafii „Lady of Częstochowa”, w południowym Bostonie, w pośpiechu wyjechał do Polski. Powód: pedofilia.

Plebania

Franciszkanin Andrzej Sujka ma teraz 52 lata. Jest niskim mężczyzną o średniej budowie ciała. Po przeszczepie włosów uznać go należy za bruneta. Gdy w 1985 r. przyjechał do Bostonu i został wikarym w „Lady of Częstochowa”, robiono z niego niemal męczennika. U nas: komuna, Jaruzelski, „Solidarność”, Popiełuszko. Skromnemu i czystemu jak lilia franciszkaninowi – ojcu Andrzejowi, cudem udało się wyjechać z Polski. Szybko zaskarbił sobie zaufanie i miłość Polonii. Jak się później okazało – szczególnie dzieci.

Po odbębnieniu 10 lat wikarowania, w 1996 r. oficjalnie został proboszczem. Jego parafia skupia przede wszystkim Polonię – ok. 400 rodzin. Pracę duszpasterską mógł Sujka rozpocząć bez znajomości angielskiego.

W każdą niedzielę w parafii dwukrotnie zbierana jest taca. Datki z popołudniowej mszy są teoretycznie przeznaczane na różne zbożne cele i franciszkanie nie zwykli informować, ile zgarniają. Dochód z porannej tacy przeznaczony jest na działalność parafii i tę kasę, przynajmniej teoretycznie, kontroluje 15-osobowa rada parafialna. Jest skrupulatnie przeliczana przez parafialnych wolontariuszy. Było tak i jest. Wyjątek stanowi 5-letni okres (1996–2001), gdy parafią rządził Sujka. Zażyczył on sobie, by najpierw szmal trafiał do jego biura, potem dopiero był komisyjnie liczony. Wpływy zaczęły maleć. Mimo apeli nie rosły.

W październiku ub.r. przyjechał na kontrolę parafii ekonom franciszkanów z Warszawy. Dyskutowano w obecności rady parafialnej i innych aktywistów (członków chóru itp.). Mówiono nie tylko o znikającej kasie. Łącznik z Pomrocznej pouczał wiernych, jak mają się odnosić do ataku mediów na duchownych katolickich, którym przypisuje się skłonności pedofilskie.

W pewnym momencie do Sujki podeszła jedna z parafianek:

– Ty świnio! Ty zboczeńcu! Ty kłamco! Coś ty gnoju mojemu dziecku zrobił?

– Ja? – miał wydukać ocipiały jak wszyscy ksiądz Andrzej.

– Teraz dopiero nam to syn powiedział. Teraz, jak ma 25 lat, żonę i własne dziecko. Wiem już, jak go w dzieciństwie gwałciłeś!

Zamarli wszyscy z wyjątkiem jednego mężczyzny. Ruszył z końca sali spokojnie, ale tak jakby szedł zabić. To ojciec molestowanego, który dopiero w tej chwili dowiedział się, że przed kilkunastu laty wielebny zcwelił mu dziecko.

Ksiądz Andrzej Sujka udał zasłabnięcie. Wyprowadzono go i więcej się już nie pojawił. Kilka dni później ekonom franciszkanów powiedział na mszy, oficjalnie przy 300 wiernych, że ks. Andrzej Sujka został odesłany do kraju za pedofilię.

Incydent podzielił wiernych. Jedni współczuli rodzinie, inni ją straszyli i odradzali pójście na policję. Ale byli też tacy, którzy opowiadali o innych podbojach duchownego.

Życie w „Lady of Częstochowa” wracało do normy. Dochód z każdej porannej tacy podskoczył o ponad 300 USD. Spokój powracał do końca kwietnia br. Do czasu gdy do Bostonu trafił tygodnik „NIE”.

Sami swoi

Artykułem, który zbulwersował Polonię, był nasz tekst „Olejnik w ramionach ośmiornicy” („NIE” nr 17/2002). W tekście opisywaliśmy kulisy afery nazwanej przez prasę „łódzką ośmiornicą”. W zasadzie cała konstrukcja aktu oskarżenia przeciwko domniemanym członkom największego gangu Najjaśniejszej opiera się na zeznaniach świadka koronnego – Marka B. Chyba skutecznie podważyliśmy jego wiarygodność.

Na reprodukowanym przez nas zdjęciu Marka B. mieszkańcy Bostonu, Brockton, Nowego Jorku, Stowntown, Los Angeles – dostrzegli faceta, który przewalił ich na kasie. W redakcji rozdzwoniły się telefony, zostaliśmy zasypani faksami i e-mailami. Ludzie dosłownie przechodzili samych siebie w opowieściach o setkach tysięcy dolarów, które im podpieprzył Marek B. Ci z Bostonu cały czas wymieniali
nazwisko wspólnika B., które na początku nic mi nie mówiło. Był nim właśnie ks. Andrzej Sujka.

Wielki Szu

Świadek koronny w sprawie „łódzkiej ośmiornicy” Marek B. przyjechał do Bostonu w 1986 r. Zaproszenie od polskiej rodziny załatwił mu otóż franciszkanin ks. Andrzej Sujka. Z wizą pomógł ksiądz z Polski.

Natychmiast trafił do „Lady of Częstochowa”. Udawał nieszczęśnika-biznesmena prześladowanego w PRL za wiarę. Do kościoła zawsze przychodził z różańcem na szyi. Rzucał się na kolana przed każdym napotkanym krzyżem czy świętym obrazkiem. Dzięki pomocy franciszkanina szybciutko zdobył zaufanie parafian.

Żył z pożyczek. Zaciągał je wszędzie, gdzie się dało, na superatrakcyjny procent. Za 8 tys. dolarów na 3 tygodnie zwracał 10 400! I płacił tyle, zdobywając zaufanie pożyczkodawców. Do czasu, aż pożyczał naprawdę pokaźną sumę i wtedy wsiąkał. Frajerów podsyłał mu ks. Andrzej.

Marek B. trafił do bostońskiego aresztu w kwietniu 1990 r. za wyłudzenie 27 tys. USD. Z pomocą przyszedł mu ks. Andrzej i jego adwokat. Sąd zgodził się wypuścić aresztowanego za kaucją równą wyłudzonej kwocie.
Mecenas oświadczył, że jego klient jest biednym człowiekiem, któremu po prostu biznes nie wyszedł, a do USA trafił jako prześladowany działacz „Solidarności”. Sąd zmniejszył kaucję do 500 dolarów.

Gdy teraźniejszy świadek koronny Marek B. wyszedł z amerykańskiego pierdla, szybko pojechał do naszego konsulatu w Nowym Jorku z prośbą o wydanie paszportu „blankietowego”, bo właściwy zgubił (oczywiście kłamał – paszport leżał w bostońskim sądzie).

Kiedy B. był już w Polsce, konsulat dowiedział się, że ściga go bostońska policja za wyłudzenie od miejscowych polonusów już circa 700 tys. dolarów. Dalsze losy świadka koronnego opisaliśmy wcześniej.

Świat się śmieje

18 maja br. spotkałem się w Warszawie z jedną z wielu osób oszukanych przez Marka B. i ks. Andrzeja Sujkę. Pani ta jest w stanie udowodnić winę obu dżentelmenów. Została szczegółowo poinstruowana przez amerykańskiego i polskiego prawnika, co ma robić, ale z wiedzą swoją się nie wychylała. Pani Bogusia umówiła się na spotkanie w łódzkiej Prokuraturze Okręgowej z prokuratorem prowadzącym przed laty dochodzenie w sprawie bostońskich wyłudzeń – prok. Markiem Smusem. Według mojej rozmówczyni pan prokurator poinformował ją, że „sprawa jest w toku”. Zaproponował spotkanie we wtorek, 21 maja, o godz. 10.00 w łódzkiej prokuraturze. Zamiast niego na pokrzywdzoną czekała niezorientowana w sprawie młoda pani prokurator.

Pan prokurator Smus nie chciał widocznie kłamać, a nie chciał też powiedzieć, że na wniosek łódzkiej prokuratury z 21 września 1999 r., niespełna tydzień później – 28 września, Sąd Rejonowy w Łodzi umorzył postępowanie przeciwko Markowi B. za oszukanie

Polonii. Zapomniał też poinformować o tym zainteresowanych. O tym, że aferzysta w ogóle żyje, jest pod ochroną polskiego prawa i właśnie zamierza wsadzić do pierdla 199 osób, ludzie w Bostonie dowiedzieli się z naszej publikacji.

– Panie! Co za sąd wierzy temu oszustowi?! – retorycznie pyta pani Bogusia.

Moja rozmówczyni wróciła już do Bostonu z dobrymi dla amerykańskich adwokatów informacjami. W prokuraturze nie poinformowano jej, że w myśl polskiego prawa Marek B. jest teraz już czysty. Jeśli pani prokurator faktycznie nie wiedziała o tym, to pomogę: polecam lekturę karty nr 481 z tomu III sprawy VI K 725/96.

Oszukani zamierzają teraz dochodzić zadośćuczynienia od skarbu państwa. A suma odszkodowań pójdzie w miliony dolarów. Udowodnią, że „odpuszczenie” Markowi B. winy jest elementem układu, jaki zawarł z prokuraturą. Pokrzywdzeni zaś potraktowani zostali przedmiotowo.

Przed trzema tygodniami („NIE” nr 19/2002) apelowałem do rodziciela „ośmiornicy”, prok. Kazimierza Olejnika, o przesłuchanie ks. Andrzeja Sujki. Podawałem, gdzie go szukać. Zmienił miejsce pobytu. Pomogę teraz po raz drugi: jest w klasztorze w Wyszogrodzie. Zrób Pan coś! Sytuacja finansowa franciszkanów jest lepsza od sytuacji polskich prokuratur. Ma kto spłacać złodziejskie długi pana świadka koronnego.
Jego ksiądz i wspólnik.

[2002] NIE.com.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: