Ksiądz ma zapłacić dwa miliony za wycięte lipy

2 162 433,30 zł – tyle musi zapłacić proboszcz Woliborza w gminie Nowa Ruda za wycięcie lip na parafialnym cmentarzu. – To jest nagonka prowadzona przez tutejszego posła Samoobrony – komentuje ksiądz.

Lipy, które rosły na cmentarzu od kilkudziesięciu lat, proboszcz wyciął pod koniec kwietnia – dwanaście sztuk, o obwodach od 110 do 276 cm. Pozwolenie o zgodę złożył dopiero po paru dniach. – Nie będę komentował, to jest nagonka posła Samoobrony, ja prawa nie złamałem. Jestem wykończony całą tą historią – irytuje się ks. Marek Bordiakiewicz, proboszcz Woliborza.

W maju do urzędu gminy w Nowej Rudzie przyszedł list od Grzegorza Kołacza, b.posła Samoobrony z Woliborza, donoszący o wycięciu drzew. Zaraz po tym gminny urzędnik wspólnie z komendantem straży miejskiej pojechali na woliborski cmentarz i skrupulatnie naliczyli wedle ministerialnego okólnika: wyszło im 2 162 433 złotych i 30 groszy kary.

Taką karę musi zapłacić proboszcz za wycięcie lip bez wcześniejszej zgody urzędu. Wedle stawek ustalonych przez ministra środowiska centymetr obwodu lipy kosztuje 77,77 zł. Mnoży się go przez obwód oraz współczynnik związany z wielkością drzewa (im drzewo okazalsze, tym współczynnik wyższy).

– To pierwsza taka sytuacja w gminie. Ludzie są świadomi, że zawsze trzeba składać do nas wniosek o wycięcie drzewa. No chyba że jest owocowe albo ma mniej niż pięć lat – tłumaczy Janusz Król z noworudzkiego urzędu.

W szufladzie oprócz listu posła Samoobrony trzyma także drugi list, od parafian. Prawie 900 osób podpisało się pod listem o umorzenie kary. Bo kwota astronomiczna, a księdzem nie kierowała chęć zysku, w dodatku akurat robi generalny remont kościoła. Umorzenie byłoby nie prezentem, ale inwestycją w zabytki – przekonują parafianie. Sprawa jest rozpatrywana przez Samorządowe Kolegium Odwoławcze, do którego odwołał się proboszcz.

[2008] Gazeta.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: