Reportaż: Samowolka budowlana ks. Natanka

Ponad sto obiektów, w tym także drogi dojazdowe i pomniki, to dorobek księdza Natanka i jego pustelni Niepokalanów, która w sposób niekontrolowany rozrasta się z tygodnia na tydzień. Okazuje się, że w obrębie posiadłości w Grzechyni wszystko powstało bez pozwolenia na budowę. Miejscowy inspektorat budowlany od dwóch lat bezskutecznie usiłuje doprowadzić do rozbiórki samowoli.

Historia samowoli budowlanych księdza Natanka sięga 1988 roku, wówczas zaczął budowę bez stosownych pozwoleń. W 2002 roku wystąpił o legalizację stojących już na jego działce dwóch budynków. Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego był wówczas skłonny przychylić się do jego prośby, jednak ksiądz nie dostarczył projektu i stosownych dokumentów. Sprawa utknęła w martwym punkcie. Budowa – wręcz przeciwnie- kwitła.

W 2009 roku pojawił się nowy inspektor budowlany, którego kontrola doliczyła się już 32 nielegalnych obiektów. Większość z nich nie była nawet wybudowana zgodnie ze sztuka budowlaną. Tymczasem na terenie pustelni przebywało mnóstwo ludzi, na tzw. kolonie przyjeżdżały także dzieci. Wejścia do dziecięcych pokoików urągały wszelkim zasadom bezpieczeństwa.

– Podczas kontroli ks. Natanek cały czas jest bardzo życzliwie nastawiony do wszystkich, jest szczęśliwy. Bóg dał im to wszystko więc nie rozumie zarzutów. Jego zdaniem tak musi być. Od dostał misję od Boga, którą konsekwentnie realizuje, mówi Marek Borzestowski, Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Suchej Beskidzkiej.

Jedna z kontroli zaowocowała decyzją Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Suchej Beskidzkiej nakazującą rozbiórkę wszystkich obiektów na terenie pustelni. Ksiądz Natanek od tej decyzji odwołał się do Wojewódzkiego Inspektoratu w Krakowie. Krakowski urząd uznał odwołanie księdza za słuszne i przekazał sprawę do ponownego rozpatrzenia. Ta sytuacja powtórzyła się dwukrotnie.

– My oddaliśmy tą sprawę do ponownego rozpatrzenia ze względu na zaistniałe, naszym zdaniem, błędy formalne. Musimy działać w takich i podobnych sprawach w pewnej ustalonej kolejności, mówi Artur Kania, Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego.

Ksiądz Natanek ma podpisana umowę z dostawcą energii. Umowa dotyczy przesyłu prądu na plac budowy, którym de facto pustelnia Niepokalanów jest bezustannie. Prąd może zostać przez dostawcę odcięty, jeśli instalacja zagraża życiu i zdrowiu.

– Dostaliśmy sygnały, że na tym terenie są instalacje mogące zagrażać zdrowiu i życiu ludzi. Nasi pracownicy przeprowadzili wizję lokalną, jednak bez wchodzenia na posesję, z miejsc ogólno dostępnych np. dróg w pobliżu posiadłości. Nie zauważono żadnych elementów instalacji mogących stanowić zagrożenie, mówi Kazimierz Szypuła, Inżynier-Koordynator, Tauron w Bielsku-Białej.

Ksiądz Natanek postawił swoje obiekty nie tylko na działkach, które należały do niego, lecz także okolicznych ziemiach. Stąd na kontrolę wezwane zostały także osoby nie mające w praktyce nic wspólnego z budową. Stan prawny niektórych działek nie jest do końca jasny, co ksiądz skwapliwie wykorzystuje.

Wydaje się, że ksiądz Natanek wciąż jest ponad prawem. Kontrole i decyzje nie przeszkadzają mu wcale w kontynuowaniu budowy.

Samowolka budowlana ks. Natanka REPORTAŻ

[2012] TVN.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: