FiM – Ciepło w majtkach

Ręka księdza potrafi pogłaskać, skarcić, pobłogosławić, ale też czasem zawędrować pod cudze majtki. Prokuratura bada prawdziwość zarzutów o molestowaniu seksualnym dwóch chłopców przez proboszcza z diecezji zamojsko-lubaczowskiej.

Machnów Nowy, wieś położona tuż przy granicy państwowej z Ukrainą. Administracyjnie – województwo lubelskie. Jeśli chodzi o jurysdykcję kościelną – własność biskupa Jana Śrutwy, ordynariusza diecezji zamojsko-lubaczowskiej, który swoim plenipotentem w Machnowie (i pięciu okolicznych wsiach) uczynił 37-letniego księdza Stanisława G., proboszcza parafii św. Apostołów Piotra i Pawła.

Ks. Stanisław nie ma żadnych wikarych, więc rządzi niepodzielnie ponad 1300 duszami, a jego tarczą i mieczem są „moherowe” służby specjalnenoszące nazwę Legion Maryi.

Zdawać by się mogło, że na tzw. głębokim zadupiu nikt nie jest w stanie podskoczyć plebanowi.
A jednak…

– Potwierdzam, że Prokuratura Rejonowa w Tomaszowie Lubelskim prowadzi śledztwo mające wyjaśnić zasadność oskarżeń księdza Stanisława G. o znęcanie się nad dziećmi oraz ich seksualne molestowanie. Postępowanie w tej sprawie – podkreślam, że w sprawie, a nie przeciwko osobie – było już umorzone, jednak ze względu na ujawnienie nowych okoliczności, w lutym 2006 roku zostało – decyzją własną prokuratury – ponownie podjęte. Na razie były przesłuchiwane tylko osoby dorosłe, ale właśnie zamierzamy uruchomić procedurę przesłuchania dzieci przed jedynie władnym do tego sądem rodzinnym – ujawnił nam Jerzy Piechnik, szef prokuratury w Tomaszowie Lubelskim.

Zainteresowaliśmy się działaniami prokuratury, wstrząśnięci relacjami rodziców, których pociechy płci męskiej miały być najpierw obiektami westchnień, a później – agresji, wylewanej przez odtrąconego zalotnika podczas nauczania religii w miejscowej szkole podstawowej.

Oto co usłyszeliśmy od dorosłych:

– Mamy zgłoszone dwa przypadki molestowania seksualnego małoletnich przez księdza G. Nie chodzi tu o bezpośrednie stosunki płciowe, lecz usiłowania „doprowadzenia do poddania się innej czynności seksualnej albo wykonania takiej czynności”. Według naszych dotychczasowych ustaleń, najostrzej dobierał się do młodego F. Kiedy matka dzieciaka dowiedziała się i skoczyła księdzu do pyska, zapłacił jej tysiąc złotych za milczenie. Ta historia pozostałaby prawdopodobnie tajemnicą rodzinną, podobnie jak molestowanie dziecka państwa J., gdyby w ubiegłym roku nie zaczął się znęcać nad synem Jana Chmielewskiego. Ten odważył się pójść na wojnę z proboszczem i powoli wszystko zaczęło wyłazić. W ostatnich dniach doszła nam jeszcze sprawa domniemanego molestowania przez księdza nieletniej dziewczynki ze wsi Nowe Dyniska, trzy kilometry od Machnowa. Ale na razie pomińmy szczegóły, bo tutejsze duchowieństwo z dużym zainteresowaniem czyta „Fakty i Mity” – zastrzega policjant z Tomaszowa Lubelskiego.

– Trudno mi o tym rozmawiać, gdyż syn ma dopiero 16 lat. Był ministrantem i w grudniu 2003 roku pojechał z księdzem do Hrubieszowa. No i po drodze proboszcz wziął się za pieszczoty… Po powrocie dzieciak wszystko nam opowiedział. Choć ma dziewczynę, do tej pory nie może się pozbierać. Milczeliśmy. Przyznaję, że ze strachu, bo w takiej maleńkiej wsi zadrzeć z władzą duchową to jakby popełnić samobójstwo. Milczeliśmy nawet wówczas, gdy ksiądz zaczął – nie wiedzieć czemu – poniżać naszego młodszego syna. Dopiero jak prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie znęcania się nad dziećmi w szkole, złożyliśmy zeznania – opowiada Marian J.

Księdzu Stanisławowi zrobiło się ciepło w majtkach (tym razem jemu…), gdy zaczął dokuczać synowi Jana Chmielewskiego z Wierzbicy, wsi należącej do parafii w Machnowie:

– Kiedyś dużo pomagałem przy parafii, zwłaszcza przy budowie kościoła. Na początku 2005 roku, ze względu na pracę zawodową, kilka razy nie pojawiłem się na mszy. A proboszcz od razu z awanturą: „Co ty sobie myślisz, na tacę nie dajesz!”. Odpaliłem mu, że to wolny kraj i nie będzie mi dyktował, na co mam wydawać ciężko zarobione pieniądze. No i mój jedenastoletni syn nagle stał się najgorszy. Okazał się nie tylko idiotą oraz bezbożnikiem, ale również zboczeńcem i pedofilem – takimi wyzwiskami publicznie natrząsał się z dziecka ksiądz G. Dokuczał też innym dzieciom. Potrafił złośliwie przytrzasnąć ławką palce, uderzyć, opowiadać przy całej klasie o rzekomo niemoralnym prowadzeniu się matki jednej z uczennic… – wylicza Chmielewski.

Grupka zdesperowanych matek postanowiła ujarzmić plebana. Wśród rodziców dzieci uczęszczających do miejscowej „podstawówki” zebrały 55 podpisów, a petycje o odsunięcie ks. Stanisława od nauczania religii trafiły do kuratorium, kurii diecezjalnej, do biskupa Śrutwy (osobiście) i do dyrektorki szkoły.

– Wtedy rodziców skontrował Legion Maryi. „Mohery” zebrały 563 podpisy w obronie swojego guru. Ja akurat tę bojówkę z Legionu pogoniłem, ale innym opornym groziły, że ich dzieci nie będą dopuszczone do komunii, ksiądz wyklnie z ambony, będzie problem z katolickim pochówkiem… Nieładnie zachowała się dyrektorka szkoły. Zamiast porozmawiać z dziećmi na osobności, przyszła na lekcję religii i w obecności księdza G. wypytywała, czy mają do niego jakieś pretensje. Ostatecznie na placu boju pozostali osamotnieni małżonkowie J. i Chmielewski. Nie jest im lekko, bo komando proboszcza robi wszystko, żeby te dwie rodziny wyrzucić poza nawias lokalnej społeczności – twierdzi mieszkaniec Machnowa.

O znęcaniu się nad synem Chmielewski zawiadomił prokuraturę.

– Sprawę szybko umorzono. Jeden z prokuratorów powiedział mi nieoficjalnie: „Co też ci, człowieku, strzeliło do głowy? Z księdzem nie wygrasz!”. Biskup Śrutwa milczał jak zaklęty. W grudniu rozmawiałem z kanclerzem kurii, księdzem Adamem Faroszem: „Teraz nie jest dobra pora, ale zaraz po świętach Bożego Narodzenia problem z księdzem proboszczem rozwiążemy” – obiecał. Okazało się, że kłamał. Już machnąłem ręką na to wszystko, tym bardziej że G. chwalił się znajomościami w prokuraturze. Aż tu w lutym… niespodzianka.

Do Machnowa zjechała ekipa policyjna z Tomaszowa Lubelskiego oraz posterunku w Lubyczy Królewskiej (stolica gminy). Zainstalowali się w popegeerowskiej świetlicy i przystąpili do przesłuchań ludzi z „listy 55”:

– Kto miał problem z transportem, tego dowozili. Jak ktoś był chory, pojechali do niego do domu. Spanikowany proboszcz przyleciał odprawić egzorcyzmy nad zeznającymi, ale wyproszono go z sali. „Ależ ja jestem księdzem” – protestował. „Nikt tu pana nie wzywał. Proszę natychmiast opuścić pomieszczenie” – zgasiła go policjantka. Chyba tym razem gościu ma przesrane, choć kobitki z Legionu przekonują kurię biskupią, że proboszcz jest żywym przykładem spełniania się jakichś przepowiedni, bodajże fatimskich, o atakach szatana na Kościół – opowiada cytowany wcześniej obserwator wydarzeń w Machnowie.

###

Opisaliśmy niedawno („Pociąg pod specjalnym nadzorem” – „FiM” 8/2006) przypadek ks. Mirosława W., wikarego parafii w Trawnikach (diecezja lubelska), podejrzanego o molestowanie seksualne 10-letniej dziewczynki. Stanowczo nie przyznawał się do winy, a wspierały go zastępy kółek różańcowych, których aktywistki zebrały ok. 800 podpisów pod petycją o uwolnienie „ciepłego i serdecznego kapłana” z aresztu.

Tymczasem 30 marca, tuż po zamknięciu śledztwa, ks. Mirosław W. złożył do akt wniosek o dobrowolne poddanie się karze, bez konieczności przeprowadzania procesu. Zaproponował dla siebie 5 lat odsiadki, i to bez zawieszenia…

Co na to ks. G.?

„Nigdy w życiu nikogo nie obrażałem ani – tym bardziej – molestowałem. Stawiane mi przez niektórych parafian zarzuty są ordynarnymi oszczerstwami” – twierdzi.

[2006] FaktyiMity.pl Nr 15(319)/2006

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: