Proboszcz kontra kamieniarze. Reprymenda w kościele

Proboszcz z Borzym (gm. Kalinowo) na niedzielnej mszy zganił pracowników firmy kamieniarskiej za wtargnięcie na teren parafialnego cmentarza. Twierdzi, że ci powinni wcześniej zapytać o zgodę, czego nie zrobili, a na dodatek, źle się zachowywali. Kamieniarze mówią, że ksiądz sprawę wyolbrzymia.

W maju pracownicy firmy kamieniarskiej, na zlecenie prywatnej osoby, wylewali fundamenty pod nagrobek. Wtedy pojawił się proboszcz i kazał kamieniarzom opuścić teren cmentarza. Doszło do wymiany zdań i ksiądz zadzwonił po policję. Pracownicy zakładu opuścili cmentarz. Jak twierdzi właściciel zakładu kamieniarskiego, po uregulowaniu przez zleceniodawcę kwestii pozwoleń, pracownicy dokończyli prace na cmentarzu. Sprawa poszłaby w zapomnienie, gdyby nie to, że proboszcz postanowił poruszyć sprawę podczas niedzielnej mszy świętej.

— Ksiądz powiedział, że kamieniarze niewłaściwie się zachowywali i że właściciel firmy powinien lepiej dobierać pracowników — relacjonuje parafianka. — Wprawdzie nie podał nazwy firmy, ale zaznaczył, że ten pan pochodzi z naszej parafii. Znam właściciela tej firmy. Wiem, że wcześniej miał jakieś spięcia z księdzem. W czasie, kiedy doszło do tego zdarzenia na cmentarzu, był pogrzeb. Ksiądz pozmieniał fakty. Osoby, które były wtedy na cmentarzu, wiedzą, jak było naprawdę. Uważam, że to ksiądz zachował się nie tak, jak trzeba, poruszając tę sprawę na mszy. Kościół to nie jest miejsce na roztrząsanie takich spraw.

Proboszcz z Borzym całą sytuację przedstawia następująco:
— Panów, którzy bez pozwolenia wjechali samochodem na cmentarz, poprosiłem o opuszczenie tego miejsca — mówi ks. Mirosław Baranowski. — Odpowiedzią były wulgaryzmy i wyzwiska. Prośba, aby nie palić papierosów, spotkała się z odpowiedzią: „palę w samochodzie, a nie na cmentarzu”. Na uwagę, aby nie zwracać się do mnie „na ty” usłyszałem: „ty to jesteś dla mnie nikim”. Do przekleństw doszły obsceniczne gesty, narastała agresja.

— Telefonicznie poprosiłem właściciela firmy o szybkie przybycie, niestety, bez skutku. W obawie przed rękoczynami wezwałem policję, której przybycie załagodziło sytuację. W niedzielę, w ramach ogłoszeń duszpasterskich, opisałem zaistniały incydent. Zaapelowałem (nie wymieniając nazwisk i nazwy firmy), aby przy wyborze firmy zwracać uwagę na to, czy stawiający pomnik potrafią w sposób godny zachować się nad grobami zmarłych. Firma, o której mowa, zna zasady obowiązujące na tym cmentarzu. To nie pierwszy przypadek ich łamania.

— Dopiero w ostatnich dniach, w ramach rozmowy z właścicielem tej firmy, zostałem przeproszony za zachowanie pracowników na cmentarzu. Do pracowników odzywałem się kulturalnie. Tyle wulgaryzmów i przekleństw nie słyszałem nigdy w tak krótkim czasie. Podkreślam, że poprosiłem o opuszczenie cmentarza.

Zdaniem właściciela firmy kamieniarskiej sprawa wyglądała inaczej.
— Ksiądz wyolbrzymił sprawę — mówi Jan Rozmysłowicz. — Zdenerwowany pracownik zadzwonił do mnie, żeby powiedzieć, co się stało. W czasie rozmowy przeklął. Słowa były skierowane do mnie, nie do księdza (przeprosiłem za to). Ufam moim ludziom i ręczę za to, że zachowywali się stosownie. To proboszcz narobił zamieszania. Przyszedł i powiedział do pracowników, cytuję: „wypad z mojej ziemi!”. Obok był pogrzeb, a on, zamiast spokojnie sprawę wyjaśnić, wezwał policję. Ksiądz powinien nauczyć się szanować ludzi.

[2012] WM.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: