Bunt w parafii

(WOJCIECHÓW, powiat lwówecki) – To co wyprawia nasz ksiądz, przechodzi ludzkie pojęcie. Wyzywa, szarpie, a biedniejszych ma za nic. Kto nie zapłaci, ile proboszcz każe, musi liczyć się z szykanami – skarżyli się nam mieszkańcy Wojciechowa. – Mam prawo wymagać od parafian ofiarności – ripostował ks. Jan Słomba.

– W naszym kościele kazania, to jeden stek przezwisk. Ksiądz wyzywa nas od głąbów kapuścianych, gnoi, niedorozwiniętych. Przyjedźcie i posłuchajcie, zobaczcie co z nami wyprawia nasz wielebny – prosili mieszkańcy wsi Wojciechów w gminie Lubomierz. – A po mszy ludzie przyjdą do świetlicy i opowiedzą, co się u nas dzieje. Wielokrotnie prosiliśmy biskupa, żeby dał nam innego proboszcza, ale nasze pisma pozostały bez odzewu.

W niedzielę, o godz. 10.30, wojciechowski kościół wypełnił się wiernymi. – To była wyjątkowa msza – twierdzili potem mieszkańcy. – Bardzo krótka, bez kazania, każdemu kto przystąpił do komunii, proboszcz jej udzielił, a nie jak to ma w zwyczaju – po uważaniu. Wiedział, że w kościele są obcy, ktoś mu o waszym przyjeździe powiedział. Dlatego był taki zły.

Po mszy…

… wieś się podzieliła. Jedni przyszli do wiejskiej świetlicy, żeby opowiedzieć o poczynaniach swego proboszcza, inni zgromadzili się pod sklepem, czekając na rozwój wypadków.
– Nasz ksiądz dręczy nas od lat – mówiła starsza pani. – Ludzi traktuje okropnie. Wyzywa na mszach od najgorszych. Pod koniec roku w kościele była awantura. Proboszcz kazał młodzieży zająć ławki z przodu, a dorosłym przejść na tył kościoła. W przedniej jednak ławce, jak zawsze, siedział taki jeden dziadzio. Powiedział głośno, że nigdzie nie pójdzie, bo on w tej ławce siedział jeszcze za Niemca więc i teraz się nie ruszy. Ksiądz kazał mu wyjść z kościoła, a potem zaczął go szarpać i wyprowadzać.
– Dzisiaj na mszy ksiądz się modlił za rodziny wielodzietne. Ja mam taką rodzinę. Czy ksiądz chociaż raz zainteresował się nami, czy mamy na chleb? Nie, tylko płacić na kościół każe. Skąd mam na to brać, jak czasem do garnka nie ma co włożyć? – opowiadała inna rozgoryczona kobieta. – Parę lat temu musiałam się z księdzem sądzić, po oskarżył mego 14. letniego syna, że ukradł mu 35 mln złotych! Wygrałam, ale ile to mnie nerwów kosztowało.
– Dostałem od księdza w twarz, jak byłem ministrantem – wtrąca młody mężczyzna. – Chlusnął mi też podczas mszy winem z kielicha, bo się zezłościł. Tak postępuje kapłan?

Groźby i kary

– Nasz ksiądz sobie umyślił, żeby wyłożyć kostką brukową teren wokół kościoła. Zażądał, aby każda rodzina dała w zeszłym roku 85 złotych i 85 złotych teraz – mówili parafianie. – Dla jednych to małe pieniądze, ale dla innych to suma ogromna. W efekcie 37 rodzin pieniądze zapłaciło w całości, 40 – tylko połowę, a 34 nie dały nic, bo naprawdę nie mają z czego. Proboszcz tego nie przyjmuje do wiadomości.
– Ci, co nie zapłacili, nie mają co się spodziewać księdza po kolędzie. Zapowiedział też, że nie będzie święcił pomników na cmentarzu – opowiada Maria Łozińska. – Ja tam podam swoje nazwisko, ja się nie boję. Dosyć wycierpieliśmy od proboszcza. To się kiedyś musi skończyć. Jak mój mąż był w radzie parafialnej, to stale wyzywał go od knypów, bo jest niskiego wzrostu. Teraz w radzie ma dwie osoby, które tańczą jak ksiądz zagra i jest zadowolony.

Bogaci i biedni

– U nas jest teraz tak, że wieś jest podzielona na tych, którzy płacą, ile ksiądz każe, bo mają z czego i na biedniaków, którzy są w totalnej pogardzie – skarżyli się nasi rozmówcy. – Czy my już zawsze będziemy musieli znosić upokorzenia?
– Wiele razy zwracaliśmy się do biskupa, żeby nam przysłał innego proboszcza, ale zawsze bez skutku – mówili ludzie. – Czy tak już zostanie? Czemu nie mamy tyle szczęścia, co parafianie w Lubomierzu? Tam przyszło dwóch młodych, sympatycznych księży, którzy lubią i rozumieją ludzi…

Szkoda młodzieży

– Ja teraz w naszym kościele bywam rzadziej – mówiła nam studentka, która tej niedzieli odwiedziła rodziców. – I widzę, że w ławkach coraz bardziej pusto. A przecież do księdza powinny się garnąć dzieci, młodzież. Ksiądz powinien ich skupiać wokół siebie, coś dla nich organizować, choćby wycieczki, czy imprezy, tak, jak to jest w innych parafiach. Tu nic takiego się nie dzieje, a przecież w Wojciechowie nie ma co robić…

Mam prawo…

– To nie jest sprawa Gazety Wrocławskiej – powiedział nam w drzwiach plebanii ks. Jan Słomba. – I nie udzielam żadnych wywiadów. Po raz pierwszy od 28 lat słyszę, żeby ktoś się na mnie skarżył. Pewnie to niepraktykujący. Kiedy poinformowaliśmy, że do świetlicy przyszło kilkadziesiąt osób prosto z kościoła, opowiadając o szykanowaniu tych, którzy nie płacą na kościół, ksiądz odpowiedział, że ma prawo od parafian wymagać ofiarności i zamknął drzwi.

[2001.01.15] NaszeMiasto.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: