Proboszcz swój człowiek

Jeszcze nigdy Krzywiń nie był tak zjednoczony. Kiedy stało się jasne, że arcybiskup zamierza przenieść proboszcza do innej parafii, ludzie urządzili blokadę miejscowej plebani. Pod kościół przyszli starzy i młodzi, ci religijni i ci trochę mniej. – Biskupi nie zabiorą nam księdza – słychać było w tłumie.

Pierwszego dnia pod probostwo przyszło chyba z 500 osób. Ludzie rozwinęli transparenty. ,,Nie ma jedności Kościoła w Krzywiniu bez księdza Andrzeja Szczepańskiego’’, ,,Ksiądz Andrzej Szczepański naszym proboszczem’’. – Długo byliśmy cierpliwi. Siedzieliśmy cicho, ale teraz miarka się przebrała – podkreśla Józef Michałowicz.

Historia pewnej wizytacji

Wszystko zaczęło się od wizytacji duszpasterskiej. Biskup przyjechał, zobaczył kościół, pogratulował proboszczowi i powiedział, że pracy tu dla niego przynajmniej na następne pięć lat. Prawdę mówiąc wszyscy się tego spodziewali – parafia przecież prowadzona jest wzorowo, a i z ludźmi ksiądz żyje dobrze jak żaden inny. – Na poprzedniego proboszcza nie można było powiedzieć złego słowa. Ale to człowiek światowy. Po kilku latach na prowincji zapragnął czegoś nowego i sam poprosił biskupa o przeniesienie – wspomina Józef Michałowicz. Co innego ksiądz Andrzej. Do Krzywinia przyjechał ledwie pięć lat temu, a już zaskarbił sobie sympatię ludzi. – Bo nigdy się nie wywyższał. Zawsze zachowywał się jak jeden z nas – podkreśla Maria Tabatt. Kiedy mężczyźni przychodzili posprzątać kościół, ksiądz nie stał z boku. Przebierał się i chwytał za grabie, albo za miotłę. To samo przed Bożym Ciałem. Ludzie ustawiali ołtarze, a proboszcz objeżdżał miasto na rowerze i pytał, czy komu nie potrzeba jakiej pomocy. No i najważniejsze – ksiądz Andrzej nie zdzierał. – Opłaty za pogrzeb były dwa razy niższe niż w sąsiednich wsiach – podkreśla Jan Musielak. Dlatego ludzie cieszyli się, że i biskup docenił ich proboszcza. Wkrótce jednak okazało się, że nad krzywińską parafią gromadzą się czarne chmury. – Dziekan powiedział nam, że podczas wizytacji ksiądz Andrzej wcale nie wypadł tak dobrze, i że biskup ma do niego wiele uwag – wspomina Lucyna Wasyniak. A potem ludzie dowiedzieli się o dekrecie kurii.

Sprawa dla bezrobotnych

Mija godzina, a ludzie nadal pod kościołem. Niektórzy tylko schowali się przed słońcem w cieniu pobliskich drzew. Starsi siadają na przyniesionych z domu krzesłach, bo przecież nogi już nie te. O odstąpieniu od protestu nikt jednak nie myśli. – Będziemy tu stali dzień i noc. Tak długo aż biskupi zmienią swój dekret – zapowiada Jan Musielak. A co z obowiązkami domowymi, z pracą? – Większość z nas i tak jest na zasiłku. Żyjemy tylko tą sprawą – podkreśla Lucyna Wasyniak.

List od dwóch tysięcy

Kiedy stało się jasne, że arcybiskup zamierza przenieść księdza Szczepańskiego do innej parafii, do kurii pojechała delegacja mieszkańców. – Niestety, z Poznania wróciliśmy z niczym. Dowiedzieliśmy się tylko tyle, że decyzja o przenosinach jest nieodwołalna – wspomina Antoni Nowak. Ludzie jednak nie rezygnowali. Jeszcze w maju napisali do biskupów list, pod którym podpisało się prawie dwa tysiące parafian. Kilka tygodni później jeszcze raz pojechali do Poznania, by osobiście wręczyć go adresatom. – Tego, co spotkało nas w kurii, nie zapomnę do końca życia – kręci głową Nowak. – Najpierw nikt nie chciał z nami rozmawiać, potem przyjął nas biskup Balcerek, od którego dowiedzieliśmy się, że ksiądz jest dobry i dlatego powinniśmy podzielić się nim z innymi ludźmi. Później mówił, że w dekrecie postawiono księdzu konkretne zarzuty, które jednak zarzutami tak naprawdę nie są. Ksiądz musi zostać przeniesiony, bo nie prowadzi grupy neokatechumenalnej i nie uczy lekcji religii. A jak ma uczyć, skoro zabronił mu tego lekarz? O co tu chodzi? Może ksiądz podpadł, bo za mało brał na tacę? – gorączkuje się Józef Musielak.

Między młotem a kowadłem

Zbliża się wieczór i powoli staje się jasne, że jednak trzeba wrócić do domu. Demonstranci sięgają więc po grafik dyżurów. Pod kościołem zostanie zaledwie kilka osób, ale za to będą mieli szeroko otwarte oczy. Żeby czasem pod presją biskupów ksiądz ukradkiem nie wyjechał. – Nie więzimy naszego proboszcza. Może on chodzić gdzie chce, ale tylko w asyście kilku parafian – wyjaśnia Józef Michałowicz. Na razie jednak ksiądz opuszcza plebanię co najwyżej po to, by pójść do kościoła odprawić mszę. – Proboszcz stara się trzymać trochę na uboczu. Nic dziwnego. Jest teraz między młotem a kowadłem. Nie chce wyjeżdżać z Krzywinia, ale nie chce być też nieposłuszny biskupowi – tłumaczą parafianie.

Przykra historia

– Cała sprawa z pewnością jest przykra, zwłaszcza dla samego proboszcza, wkrótce jednak zostanie ona rozwiązana. Ksiądz Szczepański będzie przeniesiony, ale do innej parafii niż to początkowo planował ksiądz arcybiskup. Panują tam warunki bardziej sprzyjające jego nie najlepszemu zdrowiu. W zamian proboszcz zobowiązał się przekonać parafian, by odstąpili od protestu – informuje ksiądz Bogusz Lewandowski, rzecznik prasowy poznańskiej kurii. Ksiądz Szczepański od początku wstrzemięźliwy w komentarzach, teraz o zamieszaniu nie chce mówić w ogóle. W ostatnią niedzielę podczas mszy odczytał jednak list biskupów do parafian.

Od demonstracji pod kościołem upłynęły cztery dni. Telefon odbiera jedna z jej organizatorek, Bogumiła Kaniewska. – Tak, na początku bardzo się w tę sprawę zaangażowałam, ale chyba wzięłam na siebie zbyt wiele. Nerwy mam za słabe. No, wie pan, to duże emocje – tłumaczy. Ludzie się wykruszają, protest jednak trwa. – Noc przed kościołem spędziło Miąskowo, w dzień zmienił ich Krzywiń i tak w kółko – zaznacza Józef Michałowicz. Jak długo? – Jeszcze, jeszcze. Ale chyba we wtorek będziemy musieli się zebrać i pomyśleć co dalej.

Kapłan z powołania

W środę rano w Krzywiniu mówi się jeszcze o jakimś oświadczeniu, ale właściwie jest już po proteście. Parafianie zapowiadają, że proboszcz może wyjechać, kiedy tylko będzie chciał. – Zresztą nigdy mu tego nie broniliśmy. Chcieliśmy tylko zaprotestować przeciw decyzji biskupów. Pokazać, że mamy swoje racje. Stało się jednak tak, jak się stało. Moglibyśmy tylko narobić księdzu problemów – podkreślają zgodnie. – A przecież to swój człowiek i prawdziwy kapłan z powołania.

[2004] NaszeMiasto.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: