Arcybiskup broni dobrego imienia księdza Andrzeja

– Czym kierowali się autorzy artykułu i osoby, które dostarczyły im materiałów – pisze w liście na Niedzielę Palmową. – Czym kieruje się arcybiskup, powtarzając o mnie nieprawdę? – pyta dominikanin, który ujawnił ukryty grzech Kościoła

Tydzień temu w reportażu „Ukryty grzech Kościoła” Roman Daszczyński i Paweł Wiejas opisali relacje mężczyzn, którzy – jak twierdzą – kilkanaście lat temu byli wykorzystywani seksualnie przez ks. Andrzeja, dyrektora szczecińskiego Ośrodka im. Brata Alberta.

Wyznania pokrzywdzonych zebrał i przekazał szczecińskiej kurii dominikanin o. Marcin Mogielski. Ale trzech kolejnych biskupów: Stanisław Stefanek, Marian Przykucki i Zygmunt Kamiński przez lata nie robili nic, by ją ostatecznie wyjaśnić.

„Ubolewam, że tak łatwo wystawiono na widok publiczny sferę intymną człowieka. Jeszcze raz przypominam, że każda ze stron ma prawo do dobrego imienia” – napisał arcybiskup Zygmunt Kamiński w liście czytanym w Niedzielę Palmową. Sam poprowadził procesję z palmami do szczecińskiej katedry, ale na temat skandalu się nie wypowiedział.

– Trudno, żeby w tak drażliwej sprawie nie było słychać głosu biskupa – mówi rzecznik szczecińskiej kurii ks. Sławomir Zyga. – To słowo tłumaczy, dlaczego arcybiskup nie zajmuje w tym momencie jednoznacznego stanowiska w tej sprawie. Nie chce wywierać nacisków na kościelny trybunał, który ją teraz bada.

Wierni, którzy przysłuchiwali się słowom swojego metropolity, mieli różne zdania. – To atak na Kościół! – mówiła o tekście „Gazety” starsza kobieta, która wychodziła z mszy w szczecińskiej katedrze. – Szukają sensacji, i to przed Wielkanocą!

– Trudno powiedzieć coś jednoznacznie, bo sprawę znam bardziej ze słyszenia, ale to rzeczywiście mogło się wydarzyć – mówią pan Andrzej z żoną, wychodząc z mszy u o. dominikanów. – Najważniejsze, by sprawy nie zamiatać pod dywan. Kościół powinien dojrzeć do tego w tych czasach.

Z mszy u dominikanów ze łzami w oczach wyszli rodzice o. Marcina Mogielskiego. – Nie mam pretensji do arcybiskupa, przynajmniej wprost syna nie zaatakował – mówił ojciec. – Jest arcybiskupem i starszym już człowiekiem. Ale żal mi syna.

– Strasznie to przeżywa, rozchorował się, ale on i my wiemy, że zrobił dobrze, ujawniając tę sprawę. Poparł go jego prowincjał – dodaje matka. – To dobry chłopak. Co nam dziś zostało, modlić się za niego. Ale za księdza Andrzeja też się modlimy.

Sam ojciec Mogielski mówił wczoraj publicznie: – Czuję się przez biskupa oczerniony, odarty z godności – powiedział w TVN 24. – Dlaczego wciąż powtarza nieprawdę, że jestem homoseksualistą wyrzuconym za homoseksualizm z seminarium?

W zeszłym tygodniu arcybiskup Kamiński zażądał od prowincjała zakonu dominikanów w Polsce o. Krzysztofa Popławskiego, by ukarał o. Mogielskiego. W liście do prowincjała napisał, że wyciąganie publiczne skandalu „naraża Stolicę Apostolską na utratę autorytetu” i że wierzy, że prowincjał mógł takie postępowanie aprobować. O. Popławski odpowiedział, że w postępowaniu swojego podwładnego „nie widzi niczego rażąco niewłaściwego” i że o. Mogielski działał za zgodą przełożonych.

– To wymiana głosów między kościelnymi hierarchami i myślę, że to niedobrze, że następuje ona na drodze publicznej – komentuje tę ostrą polemikę w Kościele ks. Sławomir Zyga. – Niech hierarchowie sobie te sprawy wyjaśnią. Z drugiej strony to, że taka korespondencja, jest świadczy o tym, że ta sprawa nie leży, tylko jest rozpatrywana. Ale konfliktu między hierarchami nie widzę.

[2008] Wyborcza.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: