Parafianie wyrzucili księdza: „On bił nasze dzieci!”

– Mamy dość! Nie chcemy go tutaj! – skandowało w niedzielę blisko stu mieszkańców Kotlisk, małej wsi na Dolnym Śląsku, przed kościołem. Pałali żądzą zemsty na proboszczu Franciszku J. (70 l.), z którym są skłóceni. Wybuch nienawiści studziło sześciu policjantów, którzy pilnowali, by nie doszło do linczu. Przed mszą kapłan uciekł z zakrystii…

Historia, której finał rozegrał się w Niedzielę Palmową przed kościołem w Kotliskach, tak naprawdę zaczęła się dziewięć lat temu. Wtedy ksiądz Franciszek J. (70 l.) objął parafię w Kotliskach i Niwnicach.

Nastały nowe porządki, które nie przypadły ludziom do gustu. Kapłan każdemu mieszkańcowi założył konto bankowe. Na nie miały być wpłacane pieniądze na remont dwóch świątyni.

– Płaciliśmy. A potem ksiądz wysyłał nam listy z rozkazami, co mamy robić na rzecz kościoła. Czuliśmy się, jak niewolnicy – opowiada wzburzony Norbert Woźniakiewicz (55 l.).

Wzburzenie zaczęło wzrastać, gdy proboszcz ogłosił z ambony zbiórkę pieniędzy na naprawę organów. – Wyłożyliśmy pieniądze na renowację instrumentów, ale teraz nie ma kto na nich grać! Bo nie ma organisty – oburza się pani Barbara Gawron (50 l.). Później jeden z parafian zgłosił pobicie syna – ministranta. Proboszcz miał naderwać mu uszy. – Mój syn był strasznie przestraszony i przestał być ministrantem – wyznaje Józef Pieniakowski (47 l.).

Ale prokuratura umorzyła postępowanie. Kolejne oskarżenia padły w połowie marca. Kilku ministrantów poskarżyło się rodzicom. Oni też mieli zostać pobici. – Mój syn wrócił z sińcami do domu. Zapytałam, co się stało. Odpowiedział, że ksiądz go uderzył – opowiada Renata Wójcik (34 l.).

To przelało czarę goryczy. W niedzielę parafianie zaryglowali łańcuchem drzwi do świątyni. Na miejscu pojawiła się policja, aby nie dopuścić do linczu.

Ksiądz proboszcz uciekł z zakrystii w pole zarośnięte chaszczami, a potem zamknął się na plebanii. Mszę o godz. 9.30 odprawił dziekan przysłany do Kotlisk przez biskupa z Legnicy.

Sam ksiądz proboszcz nie poczuwa się do winy. – To są pomówienia – komentuje zarzuty parafian. – Nigdy nie dopuściłbym się takich czynów. To ludzie chcą pozbyć się mnie za wszelką cenę. Zapowiedziałem już, że w stosownym czasie odejdę – zapewnia. Kiedy? Nie wiadomo. Decyzja należy do legnickiego biskupa.

– Chcemy usunięcia tego księdza z naszej parafii i już. Wysłaliśmy już list do kurii – opowiadają parafianie. – Jeśli biskup go nie odwoła, sami go wyrzucimy!

[2010] WP.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: