Druga wpadka wikarego

Dwa lata kapłaństwa i dwie wpadki wikariusza Wojciecha P. Najpierw po pijaku uderzył autem w słup. Teraz matka 11-letniego ucznia oskarża kapłana o to, że nazwał jej syna debilem, szarpał za ubranie i kazał kolegom bić chłopca.

– Nie pozwolę, żeby nauczyciel, choćby był księdzem, upokarzał moje dziecko – mówi Agata Wronka z Janek (gm. Hrubieszów). To ona stanęła w obronie syna Arka, który na lekcji religii stał się pośmiewiskiem całej klasy.

Incydent wydarzył się 27 marca, na czwartej lekcji. Właśnie wtedy ks. Wojciech P. miał religię z czwartą klasą podstawówki w Moniatyczach. W szkole tej uczy od stycznia tego roku. Zastąpił lubianą przez uczniów katechetkę, która odeszła na emeryturę. Kapłan w Moniatyczach pracuje od roku, przyszedł z Goraja.

Tego dnia po południu wychowawczyni Arka wstąpiła do sklepu, gdzie pracuje jego mama.

– Powiedziała mi, że doszło do przykrej sytuacji na religii, że ksiądz upokorzył mojego syna – mówi Agata Wronka. Gdy wróciła do domu, Arek jej wszystko opowiedział. Płakał. Mówił, że nie pójdzie do szkoły, nie chce mieć więcej lekcji z księdzem.

Co się stało? Temat lekcji brzmiał: „Wąż miedziany – zapowiedź krzyża”. Dzieci rysowały węża i krzyż.

– Ja spytałem, czy mogę namalować księdza – opowiada Arek, jeden z lepszych uczniów w klasie. Wikary pozwolił. Ale potem, gdy sprawdzał rysunki, widać obrazek nie przypadł mu do gustu. Katecheta w zeszycie narysował ludzika z dwoma minusami i powiedział do ucznia, że „to jest debil, taki jak ty”. – Kilka razy go tak wyzwał – mówi mama. Arek potwierdza. Zdradza też, że ksiądz malował dzieciom takie „debile”, czasem z minusem, innym razem w kapeluszu.

Potem, jak opowiada chłopiec, ksiądz chwycił go za ubranie, podniósł wysoko do góry i spuścił po ścianie. Kazał kolegom go bić po głowie. Uderzali tylko niektórzy, pięścią. Arek mówi, że nie ma żalu do kolegów, bo starali się bić lekko. Powiedział mi też, że było mu przykro, płakał, chciał uciec ze szkoły.

O tym, co się wydarzyło w czwartej klasie dzieci opowiedziały Danucie Smalej, wicedyrektor ZS w Moniatyczach. Arek cały czas płakał. Jego mama mówi, że jest bardzo wrażliwym chłopcem. Gdy miał 6 lat, jego tata zginął w wypadku (bus, którym jechał do pracy do Niemiec miał wypadek). Dziecko, mocno przywiązane do ojca, bardzo to przeżyło. Mama musiała chodzić z nim do psychologa.

Po incydencie na religii dyrektorka zwolniła chłopca z pozostałych lekcji, wcześniej pojechał do domu. Wciąż płakał, od razu poskarżył się starszej siostrze. Potem opowiedział mamie.

[2008] TygodnikZamojski.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: