Ksiądz księdza nie wyda

Rozmowa z Tadeuszem Bartosiem

Katarzyna Wiśniewska: Skandale pedofilskie to także problem polskiego Kościoła. Jak może sobie z nimi radzić?

Tadeusz Bartoś*: System kontroli powinien być zewnętrzny wobec Kościoła. Chodzi przynajmniej o namiastkę trójpodziału władz, wraz z niezależną władzą sądowniczą. Teraz biskup diecezji ma sto procent władzy – mianuje księży i ich odwołuje. Żaden ksiądz nie będzie kontrolował, czy biskup ukrywa przypadki pedofilii, bo mu podlega. Komisja duchownych nic nie zdziała. To rada parafialna lub diecezjalna powinna wyłaniać reprezentanta ofiar spośród parafian, a nie księży. Takim reprezentantem mógłby być emerytowany mecenas, a zadaniem Kościoła byłoby informowanie, że można się do niego zgłaszać. Biskup nie mógłby wtedy chronić kolegów, przenosić księży pedofilów do innych parafii.

Po co taki reprezentant, skoro są sądy?

– Sądy nie mają szans zająć się tymi sprawami. Najważniejszy problem związany ze skandalami pedofilskimi jest taki, że biskupi i duchowni to ukrywają. To często są koledzy z seminarium. Nie doniosą na kogoś, kogo znają od 30 lat! Dlatego potrzebny jest ktoś z zewnątrz, taki rzecznik praw dziecka w Kościele.

Benedykt XVI ma dewizę: zero tolerancji dla pedofilii w Kościele. To optymistyczny sygnał?

– To nie jest dla mnie wiarygodne. Watykańska instrukcja „Crimen sollicitationis” z 1962 r. nakazywała milczenie o sprawach pedofilii, a nawet nowa instrukcja Jana Pawła II z 2001 r. nie zaleca oddania sprawy do prokuratury, lecz jedynie przekazanie jej do Watykanu. Cała procedura i tak ma pozostać tajna. Również w liście papieża do Irlandczyków nie ma o tym słowa. Episkopaty w Anglii i Irlandii zarządziły przekazywanie przypadków pedofilii do prokuratury, ale już Episkopat Polski takich wytycznych nie wydał. Polscy biskupi nie zadeklarowali nawet, że chcą polityki przejrzystości.

Kościół nie prowadził w Polsce placówek wychowawczych na taką skalę jak w Irlandii czy Niemczech. Czy mimo to jest ryzyko, że wybuchną u nas skandale pedofilskie na dużą skalę?

– To możliwe. Sam znam kilkanaście takich spraw, które nie ujrzały światła dziennego, choć od jakiegoś czasu nie jestem w środowisku duchownych. Potrafiłbym też wskazać ludzi, którzy znają podobne problemy. Mówi się o nich w kuluarach kościelnych, w środowisku dziennikarskim. To się może wylać. W Irlandii ofiary pedofilii ujawniały swój dramat nieraz po 40 latach. Dopiero wtedy miały na to siłę.

Czy sprawy już znane, np. ujawniona przez „Gazetę” historia księdza Andrzeja ze Szczecina, nauczyły czegoś polski Kościół?

– Najwyraźniej nie. Wszyscy wiedzą, że źle się dzieje, a duchowni wciąż liczą na to, że sprawa rozejdzie się po kościach. Gorzej, jeśli się nie rozchodzi. Wtedy papież musi pisać takie listy.

*Tadeusz Bartoś – filozof, profesor Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora, w latach 1986-2006 był dominikaninem

[2010] Wyborcza.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: