FiM – Bo zmarły nie miał ostatniego namaszczenia … Niech go piekło pochłonie!

„Motłoch świecki nie będzie uczył dostojników kościelnych prawa kanonicznego” – takie słowa usłyszała matka prosząca o katolicki pochówek tragicznie zmarłego syna.

Częstochowa-Kucelin, nieopodal Huty. Zwyczajna dzielnica stałych, jednorodzinnych domów, jakich w Polsce wiele. Nikł nie przypuszczał, że w jednym z obejść rozegra się tragedia bez zakończenia, a głównym bohaterem czarnego scenariusza będzie proboszcz tamtejszej parafii.

11 października br., około godziny 20.00, trzydziestopięcioletni Robert schodził z pierwszego piętra domu swojej matki, u której mieszkał. Niefortunny upadek na schodach sprawił, że młody mężczyzna trafił do szpitala, gdzie od razu poddano go poważnej operacji mózgu.

– Gdy zabierało go pogotowie, był nieprzytomny i do ostatnich chwil nie odzyskał świadomości. Lekarze powiedzieli mi, że sprawa jest poważna, bo syn ma krwiaka mózgu – opowiada matka, Krystyna Hajdas. Po 35 godzinach walki o życie, Robert zmarł. Ponieważ zgon nastąpił w sobotę, rodzina załatwiła wszystkie formalności jedynie w zakładzie pogrzebowym, zostawiając wizytę u proboszcza na poniedziałek. I bynajmniej nie dlatego, że tak chcieli. Powszechnie wiadomo, że kancelarie parafialne nie pracują w weekendy.

Tymczasem w zakładzie pogrzebowym ustalono datę pochówku na wtorek, 16 października. Oprócz tego, że czynności związane z pogrzebem, np.: obowiązek wybrania trumny, miejsca złożenia ciała, wieńców etc, są przygnębiające, to jeszcze trzeba liczyć się z kosztami.

– Wie pani, nikomu się dzisiaj nic przelewa. Robert nic pracował, a Krysia jest na rencie. Zawsze liczyła się z każdym groszem, a tu nagle tyle pieniędzy trzeba zapłacić – mówi sąsiad.

– Gdy szłam w poniedziałek do swojej parafii, to w zasadzie wszystko już było załatwione Oddałam proboszczowi akt zgonu i poprosiłam go o odprawienie pogrzebu. No i wtedy wszystko się zaczęło – opowiada kobieta. – Ksiądz potwierdził na akcie zgonu przyjęcie posługi, ale po chwili zmienił zdanie i zażądał zaświadczenia o ostatnim namaszczeniu. Nie miałam takiego dokumentu, więc błagałam i tłumaczyłam, że przecież syn nie odzyskał przytomności przed operacją, a tuż po niej zmarł, ale ksiądz się uparł i oznajmił, że on na pogrzeb nie przyjdzie. Powiedział mi jeszcze, że należało przerwać operację i przyprowadzić kapłana – mówi matka Roberta.

Kościelny służbista, czy może raczej cham, Jan Chmiest, skreślił poprzednią notatkę, dopisując: „pogrzeb bez księdza”. Nie sposób wyobrazić sobie przerażenia rodziny. Niestety, nie było już czasu na przepychanki słowne z proboszczem.

Jeszcze tego samego dnia zrozpaczona rodzina poprosiła o pomoc Kurię Metropolitalną w Częstochowie. W swej naiwności nie wiedzieli, że Kościół katolicki, w interesie fałszywie pojętej solidarności, kryje nawet największe bezeceństwa swoich pracowników. Ostra wymiana zdań zakończyła się następującym stwierdzeniem po drugiej stronie telefonu: – Motłoch świecki nie będzie uczył dostojników Kurii prawa kanonicznego. Wyższa instancja decyzję podwładnego podtrzymała… i kropka.

Czas naglił. Matka zmarłego, niewiele myśląc, udała się do pastora Adwentystów Dnia Siódmego. Ten uznał, że gdy osoba odchodzi w sposób nagły, np. ginie w wypadku samochodowym – jest oczywiste, że nic mogło być namaszczenia olejami. Pastor potraktował sprawę pani Krystyny z miłosierdziem i zrozumieniem.

– To skandal, że też ziemia nosi takich ludzi. Kościelny w jedną trąbę z proboszczem Chmiestem dmucha. Gdy rodzina chciała pożegnać się z chłopakiem, to ten s… przyszedł i wszystkich z kaplicy usunął. Mało brakowało, a doszłoby do rękoczynów. Niech ich piekło pochłonie za tyle złego, co zrobili tej kobiecie – denerwuje się sąsiad dotkniętej tragedią rodziny.

Zebrana na uroczystości żałobnej dalsza rodzina i znajomi nie mogli wyjść z osłupienia. Ktoś zadzwonił do znajomego księdza z innej parafii z zapytaniem, czy w ogóle proboszcz mógł tak postąpić i odmówić pogrzebu katolickiego. Inny ksiądz telefonicznie zdyscyplinował proboszcza. Trudno teraz dociekać, czy resztki sumienia, czy też wstyd ruszyły Chmiestem, bo przyjechał na cmentarz. Gdy jednak zobaczył na miejscu pastora adwentystów, oburzony odwrócił się na pięcie. Na odchodne stwierdził jedynie, że to niedopuszczalne, by katolik zadawał się z sekciarzem, a przecież w przypadku zmarłego wolność wyboru mistrza ceremonii pogrzebowej jest raczej trudna.

– Pastor zachował się wspaniale. Nad grobem mówił o tym, że Bóg jest jeden i że wszystkich nas kocha. Został przy mnie do samego końca. I coś, co może nie dla wszystkich jest ważne, ale dla mnie bardzo istotne – nie wziął ani złotówki – mówi Krystyna Hajdas.

Wieść o wybryku proboszcza obiegła dzielnicę lotem błyskawicy. – Proboszcz rozpowiada, żc to Hajdasowa nie chciała księdza na pogrzebie syna. Nikt mu nie wierzy; kłamie jak z nut. Wszyscy o tym wiedzą. Na pewno za mało dała mu w łapę – wyjaśnia sąsiad.

Nie po raz pierwszy proboszcz Chmiest odmówił ludziom posługi kapłańskiej. Wśród okolicznych mieszkańców uchodzi za opryskliwego materialistę.

Sprawa pani Hajdas jest o tyle wyjątkowa, że zmarły był praktykującym katolikiem. – Gdy zachorowałam na raka. mój syn co tydzień chodził na Jasną Górę, mówił: „Idę się za Ciebie pomodlić, mamusiu”.

Pani Krystyna oczekiwała od proboszcza pomocy, wsparcia duchowego, życzliwego słowa i wszystkiego, czym chełpi się Kościół.

-Tego, co przeżywałam i przeżywam do dziś po stracie mojego Roberta, nie da się opowiedzieć słowami. Cierpienie rozrywa mi wnętrzności… Nie mogę znaleźć sobie miejsca… Tęsknię za nim okrutnie… Wiem, że nie ma większego bólu, jak stracić dziecko… – mówi matka połykając łzy.

[2001] FaktyiMity.pl Nr 47(90)/2001

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: