FiM – Haracz albo zesłanie

Przychylność i łaska purpurowych zwierzchników uzależniona jest od systematycznego i hojnego wspomagania biskupiego skarbca daniną z coniedzielnej tacy. Proboszcz, który tego nie rozumie, sam na siebie kręci bat. Może skończyć przed terminem w domu księży emerytów. Bez grosza przy duszy i bez prawa do obrony.

O gorzkiej wymowie takich praktyk przekonał się osobiście ks. Stanisław Kałużny z podkamiennogórskich Pisarzowic. Regułę tę odczuli na własnej skórze także jego parafianie. Za to, że tamtejsza społeczność była wyjątkowo zintegrowana ze swoim kapłanem, a sam ksiądz rozumiał, że żyje wśród podobnych sobie ludzi, przyszła nagana. Rozżaleni parafianie mówią nawet dosadnie, że kuria potraktowała ich jak pisuar.

Ks. Kałużny na pisarzowickiej parafii posługiwał od 1974 roku. Posługiwał, a nie urzędował, jak podkreślają mieszkańcy. Nie stosował cennika usług, nie napraszał się ze zbieraniem ofiar, nie klasyfikował ludzi wedle zawartości portfela. Sam także nie był bohaterem afer erotyczno-hazardowych, w przeciwieństwie do sporej części jego kumpli po fachu. Nie robił problemu z pustawej niedzielnej tacy. Także sąsiedztwo ekologicznej farmy prowadzonej przez ruch Hare Kriszna było dla księdza i jego parafian czymś naturalnym, wręcz miłym. Jednak to, co normalne dla zwykłych śmiertelników, dla apodyktycznych kurialistów jest tylko godne potępienia.

Którejś wakacyjnej niedzieli ludzie dowiedzieli się, że będą mieli nowego proboszcza. Pierwotny pomruk niezadowolenia przerodził się w odrzucenie biskupiej decyzji. Parafianie solidarnie ogtósili tzw. bojkot tacowy. W obronie swego duszpasterza próbowali też interweniować w Legnicy. Tam jednak nikt nie chciał się z nimi spotkać. Dopiero kolejną delegację przyjął w imieniu biskupa ksiądz infułat Władysław Bochnak. Od niego zaskoczeni parafianie dowiedzieli się o przeniesieniu ich proboszcza do domu księży emerytów w Legnicy. Proboszcz z Pisarzowic miał rzekomo uskarżać się na brak sił i sam prosić swych pryncypałów o miejsce w domu księży emerytów.

Sam ks. Kałużny wymownie milczy jak grób. Jego parafianie twierdzą, że raz się wygadał, iż został do tego zmuszony. Powodem kary i odstawki było podobno pokojowe współistnienie proboszcza z gospodarstwem Hare Kriszna, które jako sekciarskie powinno być gnojone dokładnie, choć, oczywiście, nie dosłownie, gwoździem do trumny okazał się zbyt mały haracz z parafii na kurię.

Proboszcz dopiero za dwa lata nabędzie prawo do emerytury. Do tego czasu będzie pozbawiony pieniędzy na życie. Nawiasem mówiąc, jego koledzy pracują na probostwach kilkanaście lat po „przejściu na emeryturę”. Niedawni parafianie deklarują zbiórkę pieniędzy i wspomaganie księdza, z którym tak wiele ich łączyło.

[2001] FaktyiMity.pl Nr 46(89)/2001

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: