FiM – Teolog pobity i oskarżony przez księdza – Niepokorne cielę

Najpierw celebrans odmówił Krzysztofowi Ciubie z Warszawy udzielenia komunii, potem proboszcz i jeden z uczestników nabożeństwa grupy neokatechumenalnej pobili go. Za to wszystko… Ciuba stanie przed sądem

Magister inżynier mechanik, teolog, obecnie doktoryzujący się z filozofii na Uniwersytecie Warszawskim – Krzysztof Ciuba – na własnej skórze przekonał się, że dla kleru najważniejsze jest ślepe posłuszeństwo. Na otwarte dyskusje teologiczne i swoje zdanie na tematy biblijne nie ma miejsca; nawet w specyficznych grupach przykościelnych.

Po skończonej — z wyróżnieniem — teologii na Uniwersytecie Ottawskim w Kanadzie, powrócił do kraju. Chciał nadal utrzymać więź z Bogiem i Kościołem. Dlatego zaczął uczęszczać na spotkania grupy neokatechumenalnej przy parafii NMP Matki Kościoła przy ul. Domaniewskiej w Warszawie na Mokotowie. Przez 3 lata systematycznie brał udział w spotkaniach zamkniętych dla postronnych. Dzisiaj uważa, że był to czas ogłupiania przez kler. Zamiast zbliżenia do Boga, wpajano im bezwolne podporządkowanie się kościelnej hierarchii i ideologii.

Zdobyła za granicą wiedza teologiczna stała się tylko powodem obecnych kłopotów. Wierzy jednak w sprawiedliwość oraz opiekę boską. Początkowo uważał, że w małej wspólnocie kościelnej może odnaleźć miejsce dla siebie. Niestety, z czasem zapowiadany powrót do korzeni wiary na wzór pierwszych gmin chrześcijańskich okazał się wielkim niewypałem. Odbywające się przed homilią tzw. Echo Słowa, polegające na wypowiadaniu przez uczestników własnych interpretacji usłyszanego fragmentu Pisma Świętego, zamiast wyzwalać w nim duchowe bogactwo, zaprowadziło go do sądu.

W ów feralny dzień 27 stycznia 2001 r.. wieczorem, w podziemiach wspomnianego kościoła, brał udział w specjalnej mszy dla członków ruchu neokatechumenalnego. Kiedy przeszedł czas na „Echo Słowa”, nikt z grupy ok. 150 zebranych nie wypowiadał się. Wszyscy milczeli. Wtedy zabrał głos Krzysztof, omawiając fragment z Księgi proroka Jeremiasza. Przeniósł cały kontekst na łono Kościoła. Mówił o odczytywaniu przez kler Biblii w duchu fundamentalizmu, skrytykował sam ruch i ogłupianie ludzi, podał też w wątpliwość papieską deklarację „Dominus Iesus”; określił ją jako diabelską, bo zablokowała dialog ekumeniczny.

– Owszem, nazwałem też uczestników durniami, ale w kontekście odczytywania Słowa Bożego, na które byli głusi – broni się Krzysztof. – Nikt też nie miał mi tego za złe, oprócz prowadzącego liturgię ks. Pawła Bekusa, który chciał mi przerwać dzielenie się moimi przemyśleniami. Potem, podczas homilii, opowiadał o posłuszeństwie i miejscu każdego katolika w hierarchii Kościoła, jakby chciał powiedzieć, że tylko ksiądz się liczy, a reszta – to nic nic znacząca masa. Kiedy przyszedł czas komunii, diakon chciał mnie ominąć podczas rozdawania chleba, który z pateny zabierali sobie uczestnicy. Zamiast tego zrobił nade mną znak krzyża. Automatycznie, będąc wzburzony, sam zabrałem chleb z pateny, co nic jest grzechem, ani żadnym wykroczeniem. Z winem przyszedł już sam celebrans i znów chciał mnie pominąć, ale kiedy przechodził obok. chwyciłem kielich. aby dokończyć akt komunii. W tym momencie zostałem obezwładniony i wyprowadzony na korytarz. Ksiądz krzyczał, że jestem ekskomunikowany. Przecież podczas „Echa Słowa” składałem swoje świadectwo. Według formuły jest to moja interpretacja, odbiór słów Biblii, a nie polityczna nagonka na duchowieństwo – dziwi się zdegustowany Krzysztof.

Po dojściu do ołtarza ks. Bekus zemdlał i wezwano karetkę. Po zakończeniu nabożeństwa jeden z uczestników poinformował Ciubę, żc chce się z nim widzieć proboszcz.

-To się stało przez ciebie! Spieprzaj, już się więcej nie pokazuj, jesteś ekskomunikowany! – usłyszałem od ks. Janusza Żyżniewskiego i zostałem trzykrotnie uderzony w klatkę piersiową. Nie oddałem, choć mogłem. Wyszedłem z kościoła i tu niespodziewanie zostałem zaatakowany przez jednego z członków grupy neokatechumenalnej. Dostałem po głowie, przewrócił mnie na ziemię i kilkakrotnie kopnął. Uratowali mnie inni koledzy ze wspólnoty — opowiadał poszkodowany. Jednak kiedy wezwał policję, nie było chętnych do składania zeznań.

– Do dziś, choć apelowałem do policji w sprawie mojego pobicia, nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Po kilku miesiącach od incydentu dowiedziałem się, że ksiądz Paweł Bekus wniósł zawiadomienie do prokuratury, oskarżając mnie o zakłócenie liturgii. Odpowiem z artykułu 195. paragraf 1 kk.

Proboszcz ks. Żyżniewski nic przyznaje się do pobicia. Stwierdził tylko, żc odepchnął Krzysztofa. Zaś ks. Bekas określił cały incydent jako wyzywający spektakl. Zeznał podczas dochodzenia prokuratorskiego, żc Krzysztof bluźnił na Kościół. W doniesieniu o przestępstwie napisał między innymi; „Około godz. 20.15—21.45, w czasie prowadzonej przeze mnie liturgii, Krzysztof zakłócił zgromadzenie, obraził uczucia religijne moje i zebranych wiernych oraz dokonał świętokradztwa. Żądam ścigania i ukarania tego sprawcy”. Prokuratura przedstawiła Ciubie akt oskarżenia z art. 195. par. I kk. Obecnie oczekuje on na rozprawę sadową.

Katolicki teolog, który posmakował kościelnego liberalizmu za oceanem, przekonał się, co to znaczy katolicki fundamentalizm. Teraz uważa, że Polska jest krajem nietolerancyjnym, gdzie dyskusja teologiczna czy odmienne poglądy uważa się za herezję i skazuje z góry na potępknie. Zanegowanie przewodniej roli kleru kończy się pobiciem bądź podaniem do sądu. A pleban, niczym guru w sekcie,  dyktuje warunki życia. Taki to już urok Katolandu.

[2001] FaktyiMity.pl Nr 47(90)/2001

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: