Abp Gądecki chce przenieść księdza do stanu świeckiego

Tymczasem ksiądz Mariusz Grzesiak, którego dziecko urodziło się martwe na plebanii na Junikowie, czuje się niewinny

„Po ujawnieniu dramatycznych wydarzeń w styczniu 2011 roku, ks. Mariusz Grzesiak został zawieszony w czynnościach kapłańskich i zastosowano wobec niego procedury przewidziane przez prawo kanoniczne. Dalsze postępowanie zostało uzależnione od wyniku dochodzenia prokuratury.

Wobec zaistniałych nowych okoliczności Arcybiskup Poznański, zgodnie z przepisami prawa kościelnego, przedstawi prośbę do Stolicy Apostolskiej o przeniesienie ad statum laicalem.

Do czasu ostatecznego wyjaśnienia sprawy ks. Mariusz Grzesiak – w porozumieniu z Arcybiskupem Metropolitą Lwowskim – zostanie zawieszony w czynnościach kapłańskich” – takie oświadczenie ukazało się dziś na stronach kurii metropolitalnej w Poznaniu podpisane przez ks. kanclerza Ireneusza Dosza. Szerszych komentarzy kuria nie udziela.

To reakcja kurii na materiał wyemitowany tydzień temu w programie Tomasza Sekielskiego „Po prostu”. Dziennikarka TVP odwiedziła kapłana w Pnikucie na Ukrainie, gdzie został skierowany, gdy wyszło na jaw to, co wydarzyło się w jego mieszkaniu na poznańskim Junikowie. Dziennikarka podała się za doktorantkę zbierającą materiały na temat duszpasterstwa na Wschodzie i pod tym pretekstem nakłoniła kapłana do szczerej rozmowy o kobietach. Ksiądz Mariusz bronił się, że jest niewinny, a matka jego dziecka mu wszystko wybaczyła. – Jestem niewinny. Nie ukarał mnie ani arcybiskup, ani prokuratura – mówił kapłan, który umawiał się z dziennikarką w pokoju hotelowym.

Poszedł słuchać muzyki

Przypomnijmy sprawę, którą pół roku temu opisał po raz pierwszy „Głos Wielkopolski”. Ksiądz Mariusz był wikariuszem w parafii pw. Andrzeja Boboli. W lutym 2011 r. rozpoczął się poród jego dziecka. Matką była dziewczyna, którą wikary poznał na rekolekcjach. Kobieta pierwsze skurcze zaczęła odczuwać wieczorem, wikary przygotował jej posłanie i poszedł do swojego pokoju słuchać muzyki. Nad ranem obudziły go krzyki. Kobieta krwawiła i prosiła o wezwanie karetki. Kapłan nie zareagował, dziecko zmarło. Prokuratura umorzyła wtedy sprawę. Oparła się na opinii doktora Krzysztofa Kordela, który uznał, że szanse na uratowanie dziecka w szpitalu byłyby nikłe, bo dziecko miało mieć węzeł pępowiny.

Po burzy medialnej śledztwo w tej sprawie zostało jednak wznowione. Wydział nadzoru poznańskiej prokuratury okręgowej zażądał niedawno powołania innych biegłych, tym razem spoza Poznania. Nowymi biegłymi zostali lekarze z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Mają ocenić cały przebieg porodu oraz odpowiedzieć, jak duże szanse na przeżycie miałoby dziecko księdza, gdyby rodziło się w szpitalu. Na ich opinię będziemy czekać ok. 9 miesięcy, bo tyle czasu wyznaczyli na sporządzenie swojej ekspertyzy – tłumaczy Magdalena Mazur-Prus, rzecznik poznańskiej prokuratury okręgowej.

Wewnętrzna sprawa Kościoła?

Na temat księdza Mariusza „Gazeta” rozmawiała z ks. Włodzimierzem Koperskim, który był proboszczem junikowskiej parafii, gdy doszło do zdarzenia na plebanii. – Ksiądz Mariusz prowadził różne grupy, ale nie zauważyłem, żeby zachowywał się nieodpowiednio. Owszem, młodzież przychodziła do niego, czasem siedzieli, modlili się i rozmawiali po kilka godzin, ale żeby on miał jakieś kochanki to naprawdę gruba przesada. Nie mieszkała u niego regularnie żadna kobieta, bo przecież bym zauważył i zareagował. Nie jestem śledczym. Nie mnie oceniać cokolwiek. Jako duszpasterz pytałem go tylko o jego sumienie. Powiedział, że może pełnić kapłańską posługę – przekonywał ks. Koperski, który o sprawie porodu poinformował kurię metropolitalną.

Ks. Ireneusz Dosz, kanclerz poznańskiej kurii, nie chciał wówczas komentować tego zdarzenia. Uznał to za wewnętrzną sprawę Kościoła. Przełożeni odwołali wikarego z parafii na Junikowie i przenieśli do klasztoru pod Ostrowem Wielkopolskim, a potem wysłali na Ukrainę.

Jednym z nielicznych ludzi Kościoła, który nie godził się na chowanie głowy w piasek, był znany bloger ks. Wojciech Lemański, proboszcz z małej Jasienicy. – Ksiądz w poznańskiej parafii mieszkał od dawna na plebanii z kobietą oczekującą narodzin ich dziecka. Potrafił sprawować sakramenty i potrafił spłodzić dziecko, na tym kończyły się przejawy dojrzałości tego wikarego melomana. Za to, jak się zachował i przed, i w trakcie porodu, i po nim, powinien być ukarany zarówno wewnątrz Kościoła, jak i przez wymiar sprawiedliwości. Jak działa wymiar sprawiedliwości w naszym kraju, wielu zdążyło się już przekonać. Jak dochodzić sprawiedliwości w Kościele? To jeszcze trudniejsze pytanie – pisał na swoim blogu ks. Lemański, a słowa kanclerza poznańskiej kurii podsumował krótko: – To wewnętrzna sprawa Kościoła, z którą Kościół zupełnie sobie nie radzi.

[2013]Gazeta.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: