FiM – Kościół umów śmieciowych

Organista nasłał na proboszcza kontrolerów ZUS i poszczuł go prokuratorem. Proletariusze w innych diecezjach zaczynają myśleć…

Przemysław Lis (32 l.) jest absolwentem krakowskiej Akademii Muzycznej i niekwestionowanym fachowcem w dziedzinie muzyki organowej. Od maja 2004 r. pracował w parafii we wsi Lutoryż (diec. rzeszowska) na pół etatu w charakterze organisty. Tak mu się przynajmniej wydawało, bowiem gdy 22 marca 2012 r. proboszcz ks. Stanisław Boratyn zwolnił go z posady, ze świadectwa o zatrudnieniu Lis dowiedział się, że przyszedł po raz pierwszy do roboty 1 czerwca 2009 r. Innymi słowy: przez 5 lat grał „na czarno”, aczkolwiek nie za darmo, bo – jak przyznaje – dostawał od księdza co miesiąc 300–500 zł.

Muzyk złożył stosowne zawiadomienia do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych i prokuratury (art. 219 Kodeksu karnego: „Kto narusza przepisy prawa o ubezpieczeniach społecznych, nie zgłaszając, nawet za zgodą zainteresowanego, wymaganych danych (…), podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”). Niewątpliwy wpływ na jego decyzję miała konfliktowa atmosfera rozstania, a zwłaszcza fakt, że duchowny fałszywie pomawiał go z ambony o nieobyczajne – z kościelnego punktu widzenia – zachowania, będące w klimatach wiejskich stokroć gorsze od znęcania się nad rodziną (por. „Więzień sołtysa i proboszcza” – „FiM” 41/2012). – O sporze z organistą nie rozmawiam i nie udzielam nikomu żadnych informacji – oświadczył „FiM” ks. Boratyn.

ZUS przeprowadził w parafii kontrolę i nie dał wiary zapewnieniom plebana, że organista przez 5 lat pracował na podstawie „ustnej umowy o dzieło”, zmienionym później do wersji, iż był to zaledwie „wolontariat mający sprawdzić przydatność kandydata”, za co wspaniałomyślnie płacił mu od 200 do 500 zł miesięcznie. Kapłanowi nakazano uiszczenie zaległych składek (wraz z odsetkami – ok. 18 tys. zł). Jest to dolegliwość stosunkowo łagodna, bo posiadany przez ZUS arsenał sankcji zawiera również opłatę dodatkową w wysokości 100 proc. nieopłaconych należności i grzywnę do 5 tys. zł.

Postępowanie karne toczyło się dotychczas „w sprawie”, ponieważ śledczy czekali na ustalenia ZUS. Wszystko wskazuje na to, że wkrótce będziemy musieli pisać o proboszczu z Lutoryża jako „Stanisławie B.”. – Najprawdopodobniej usłyszy zarzuty, bo kwestia istnienia stosunku pracy jest bezsporna bez względu na nazwę umowy. Skoro organista regularnie grał w określonym miejscu (siedziba firmy) i czasie (zgodnie z harmonogramem nabożeństw), a ksiądz był jego szefem oraz wypłacał mu honorarium, było to ewidentne zatrudnienie w rozumieniu art. 22 Kodeksu pracy, co w konsekwencji bezwzględnie zobowiązywało proboszcza do odprowadzania składek ubezpieczeniowych – wyjaśnia prokurator.

– Postanowienia synodu diecezjalnego o ubezpieczeniu organistów w ZUS-ie są martwe. Gdy próbowaliśmy podjąć ten temat podczas tzw. dni skupienia, nasz ordynariusz, bp Kazimierz Górny, odparł: „Przyszliście się modlić, a nie rozmawiać o pieniądzach”. Podobnie jest w całym kraju. Tylko w archidiecezji krakowskiej obowiązuje żelazna zasada – wprowadzona za panowania kard. Macharskiego – zatrudniania na formalną umowę według reguł Kodeksu pracy. Jest to zazwyczaj cząstka etatu i minimalne wynagrodzenie, ale składki odprowadzają – podkreśla inny kościelny muzyk z Rzeszowa.

Dla porównania: w diecezji tarnowskiej tylko tzw. parafie pierwszej kategorii (katedra, bazyliki mniejsze, placówki liczące ponad 8 tys. wiernych) muszą zatrudniać organistę na etacie, zaś najbardziej preferowaną metodą w pozostałych jest „wolontariat”. Polega on na tym, że pracownik nie jest zgłaszany do ZUS-u i otrzymuje wyłącznie gratyfikacje od wiernych. Niemal identyczne reguły obowiązują w archidiecezji poznańskiej, przy czym jedną z zasad wynagradzania jest bliżej nieokreślony „lokalny zwyczaj”.

Z przeprowadzonego przez „FiM” wyrywkowego sondażu wynika, że w skali całego kraju na umowach „śmieciowych” lub „na gębę” pracuje około 75 proc. muzyków, więc maestro Przemysław gorąco dopinguje do działania rzesze kolegów po fachu, którzy żywią nadzieję, że ich szefowie zaczną się bać.

Oto głosy z branżowego forum internetowego:

# A potem pieprzy taki „czarny” dziad na adoracji: „Panie, przepraszamy Cię za nieuczciwych pracodawców”. Troska Kościoła o wykorzystywanych w pracy to bajka, bo jest on mistrzem okradania z kasy. Normalnie tak mu powinien ten organista zrobić, żeby go w skarpetach puścić. Tak go wydoić, jak on go przez te lata doił.

Jeśli inni organiści pójdą za przykładem pana Przemysława, Kościół będzie miał poważny problem…

[2012] FaktyiMity.pl Nr 50(667)/2012

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: