FiM – Milczenie owiec

W diecezji opolskiej sypnęło pedofilami. Jeden wpadł po same uszy, ale drugi – dzięki „milczeniu owiec” – ma szansę uniknąć odpowiedzialności.

Pisaliśmy niedawno („FiM” 27/04) o księdzu Zbigniewie Paszkowskim, proboszczu parafii w Jarnołtówku, którego prokuratura oskarżyła o to, że trzech nieletnich chłopców (wychowanków Domu Dziecka w Chmielowcach) rozbierał do naga, sadzał na kolanach, całował w usta i obmacywał po narządach płciowych.

Kolega zboczeńca, proboszcz parafii w Lubrzy ksiądz Joachim Kroll, ma (na razie!) więcej szczęścia, bowiem prokuratura w Prudniku właśnie umorzyła wobec niego śledztwo w sprawie molestowania seksualnego dzieci płci obojga. Dlaczego?

– Zabrakło dowodów. Artykuł 185a kodeksu postępowania karnego stanowi, że w sprawach o przestępstwa przeciwko wolności seksualnej i obyczajności pokrzywdzony, który w chwili popełnienia czynu nie ukończył 15 lat, może być przesłuchany wyłącznie przez sąd, w obecności biegłego psychologa, i to tylko raz! Dziewczynka, która zgłosiła się na policję, w sądzie odmówiła składania wyjaśnień. Ponieważ jej rodzice nie złożyli zawiadomienia o przestępstwie, a inne z przesłuchanych dzieci nie wniosły do sprawy istotnych informacji obciążających księdza, nie mieliśmy innego wyjścia, jak tylko umorzyć postępowanie – wytłumaczył nam Janusz Aniszewski, szef Prokuratury Rejonowej w Prudniku.

Innymi słowy: ponieważ śledczy nie mają „formalnej” wiedzy o przestępstwie, ksiądz pedofil cieszy się bezkarnością i zapewne dalej poluje na małe dziewczynki. Oto jak doszło do tej skandalicznej sytuacji.

Justyna ma dopiero 16 lat, ale już widać, że będzie kiedyś piękną kobietą. Na jej oryginalną urodę ks. Kroll zwrócił uwagę trzy lata temu. Dziewczynka była jego ulubioną ministrantką, a sympatię do niej wyrażał gorącymi pocałunkami. Rzecz w tym, że towarzyszyły im uporczywe próby wpychania księżego jęzora do ust dziecka.

– Często przychodził do nas do domu, brał mnie na kolana i gdy tylko była okazja, próbował w ten sposób całować. Kiedyś zaproponował, że mnie wykąpie – opowiada Justyna.

Dzieci w Lubrzy od dawna zwracały uwagę na „dziwne” zachowania proboszcza, sprawującego też funkcję nauczyciela religii w miejscowej szkole podstawowej.

– Nim zaczął robić „to” mnie, słyszałam od kilku koleżanek, że ksiądz pchał ręce tam, gdzie nie powinien.

Z biegiem czasu pleban stawał się wobec Justyny coraz bardziej natarczywy:

– Miałam wtedy niewiele ponad 14 lat. Powiedział, żebym poszła z nim na plebanię po książkę. Usiadł na kanapie i znowu wziął mnie na kolana. Po chwili położył się, a mnie ułożył na sobie. Gdy poczułam jego rękę pod bluzką, zerwałam się i uciekłam.

Do księdza często przyjeżdżała 16-letnia dziś Marta, jego bratanica.

– Prosiła mnie zawsze, żebym nocowała z nią na plebanii. Powiedziała, że boi się, żeby wujek znowu nie sprawdzał, jak duże piersi już jej urosły – dodaje Justyna.

Nie tylko dziewczęta były molestowane przez ks. Krolla.

– Pan S., jeden z mieszkańców Lubrzy, ma dwóch synów. Marek miał wtedy 9 lat, a Krzysiek jest od niego o rok starszy. Kuzynka tego S. zainteresowała się, dlaczego chłopcy panicznie boją się kontaktu z księdzem. Gdy zapytała, czy może coś im zrobił, rozpłakali się i powiedzieli, że tak, zrobił im coś bardzo złego, o czym wstydzą się mówić.W końcu zwierzyli się jej, ale była tak wstrząśnięta, że o szczegółach nie chciała już ze mną rozmawiać – ujawnił nam 15-letni Patryk, były ministrant.

Z kolei Jacek twierdzi, że dzieci wielokrotnie nocowały na plebanii:

– Chodzili tam i zostawali do rana, bo proboszcz miał komputer, różne gry oraz smakołyki. Jeden z chłopców opowiadał mi, że jak siedział na kolanach księdza, to ten strasznie się wiercił, przytulał i sapał.

Pod koniec roku szkolnego Justyna zwierzyła się Marcinowi, starszemu o kilka lat koledze mieszkającemu w Prudniku. Odnaleźliśmy go.

– Początkowo nie mogłem uwierzyć! Opowiadała mi, że namawiał ją do kąpieli, a pewnego razu prawie się oświadczył: „Gdybym nie był księdzem, tobym z tobą został na zawsze” – stwierdził. Jednak ze słów Justyny wynikało, że bardziej interesują go chłopcy. Nawet ministrantów z innych parafii sprowadzał na noc na plebanię. Powtórzyłem jej relację znajomemu prawnikowi. Ocenił, że są to ewidentne objawy molestowania seksualnego. Przekonałem Justynę, że powinna zgłosić się na policję – mówi chłopak.

Poszła na komendę wspólnie z Patrykiem. Opowiedziała o wszystkim, czego doznała sama, oraz o tym, co słyszała od innych dzieci.

– W myśl prawa policjant nie mógł jej wówczas przesłuchać do protokołu. Sporządził więc notatkę służbową, którą przesłał do nas. Na tej podstawie wszczęliśmy śledztwo i wystąpiliśmy do sądu o przesłuchanie Justyny, Patryka oraz innych dzieci, o których mówili policji – wyjaśnia prokurator Aniszewski.

Do końca czerwca ks. Kroll nie miał zielonego pojęcia, że siedzi na bombie obyczajowego skandalu. Śledczy nie zarządzili przeszukania plebanii, nie podjęli żadnych kroków mających na celu zapobieżenie matactwu bądź zebraniu dodatkowych dowodów.

– Dlaczego? Przecież w tej chwili to jest standard. Jaką mieliście pewność, że na plebanii nie ma na przykład filmów z pornografią dziecięcą? – zapytaliśmy jednego z oficerów policji w Prudniku.

– Sam chciałbym wiedzieć, dlaczego. Dziewczyna była absolutnie wiarygodna, ale nie miał kto podjąć decyzji o kipiszu. Ksiądz Kroll miał dużo czasu na zatarcie śladów – usłyszeliśmy w odpowiedzi.

O zagrożeniu pierwszy poinformował proboszcza wspomniany S., który w otrzymanym z sądu wezwaniu wyczytał, że jego synowie zostaną – wraz z Justyną – przesłuchani jako pokrzywdzeni.

W parafii wybuchła panika. Podczas każdej mszy z ambony padały gromy na „siewców kłamstwa”. Proboszcz kilkakrotnie rozmawiał z rodzicami dziewczyny. Wspólnymi siłami nakłonili ją do wycofania oskarżeń. Kroll osobiście zawiózł Justynę do prokuratury w Prudniku. Niestety, reguły postępowania karnego nie pozwalały zamknąć śledztwa na tym etapie. „Pracowano” więc nad dziećmi inaczej…

Justyna ma łzy w oczach, gdy opowiada, jak przekonywano ją do odwołania „pomówień”: – Jedna z pań z rady parafialnej powiedziała mi, że powinnam się powiesić ze wstydu. Na każdym kroku spotykały mnie docinki i wyzwiska, zostałam wykluczona z grona ministrantów. Rodzicom też nie było łatwo.

Do sądu pojechała eskortowana przez ojca. Nie namawiał do kłamstwa, prosił jedynie, by milczała. Oświadczyła więc, że podtrzymuje wcześniejsze zeznania złożone na policji, ale już nic więcej w tej sprawie nie powie. Przypomnijmy, że tych zeznań formalnie nie ma!

– Po cóż zatem rozpętałaś wrzawę? – zapytała sędzia. – Nie powiem – odparła delikwentka, dodając jedynie, że zgłosiła się na policję z myślą o innych dzieciach, które mogłyby przeżyć to, co ona. Obecny na posiedzeniu sądu biegły psycholog ocenił, że dziewczyna jest prawdomówna, lecz „wyraźnie się zablokowała”.

– Zdaniem psychologa, również inne dzieci mówiły prawdę o tym, co autentycznie przeżyły. Jednak to, co powiedziały przed sądem, w naszej ocenie nie wystarczy do postawienia księdzu zarzutów o wykorzystywaniu seksualnym nieletnich. Kluczem do dalszego ciągu sprawy były zeznania Justyny – informuje Roman Wawrzynek, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Opolu. Ten ciąg dalszy już znamy…

Tymczasem ksiądz Kroll zniknął z Lubrzy. Na razie.

– Wystąpiliśmy do kurii z petycją o pozostawienie proboszcza. Biskup obiecał, że po urlopie ksiądz wróci – twierdzi jedna z aktywistek parafialnych, która przedstawiła się nam jako „liderka koła ministrantów”. A wyszydzana przez oczadziałe dewotki Justyna?

Mówi tak:
– Jakoś się z tym uporam. Całe szczęście, że mam kochających rodziców. Rozumiem ich sytuację i nie mam żalu.

Ale my zapytamy ministra sprawiedliwości: Czy to oznacza, że jeszcze jednemu draniowi w sutannie się upiecze?

[2004] FaktyiMity.pl Nr 34(233)/2004

Możliwość komentowania jest wyłączona.

%d blogerów lubi to: